Spotkania z przyrodą: Barwy Śląska

Ewa Winiarska-Drzyzga

publikacja 20.04.2026 07:28

Zwiedzając kolejne industrialne muzea, poznaję przemysłowy wycinek śląskich dziejów. Zastanawiam się wtedy, czy jest możliwe oddanie przyrodzie zagarniętego i zniszczonego przez człowieka środowiska.

Katowice Roman Koszowski / Foto Gość Katowice
Nowe Muzeum Śląskie na terenie dawnej kopalni. Niby nowocześnie, niby jakaś zieleń, ale czy to wzorcowa rewitalizacja? Faktyczne oddanie przyrodzie zagarniętego i zniszczonego przez człowieka środowiska?

Karol Godula, choć pożegnał się z tym światem prawie 200 lat temu, stanął przede mną jak żywy za sprawą hologramu w Muzeum Miejskim w Rudzie Śląskiej. Śląski król cynku opowiadał o swoich licznych kopalniach i hutach. Przemysł, ziemia bogata w surowce, talary, dużo talarów. Słuchałam z mieszanymi uczuciami. Podobnie zresztą odbieram liczne na Górnym Śląsku i Zagłębiu zabytki techniki. Epoka przemysłowa regionu się kończy, talary popłynęły do czyichś kieszeni, a wyeksploatowany teren jeszcze długo będzie odczuwał skutki industrialnej zawieruchy.

Kiedy byłam dzieckiem, nad Śląskiem dymiły kominy, widoczny z tramwaju wielki piec hutniczy w Chorzowie buchał ogniem, śląskie powietrze można było zobaczyć i czarne kropki sadzy lubiły przyklejać się do policzka, śnieg od razu przybierał ciemnoszarą barwę, przez przejazd kolejowy przetaczały się niekończące się wagony z węglem, za to przez Katowice przepływała (trudno powiedzieć, w którym kierunku) śmierdząca i parująca Rawa (ponoć nie można się było w niej utopić, taka była gęsta), tworzyły się zapadliska, niekiedy wypełnione wodą, podczas tąpnięć dzwoniły szyby, huśtały się lampy i spadały rzeczy z półek, pękały ściany domów, czasem któryś budynek runął (babcia mówiła, że jak szła do sklepu, to nie miała pewności, czy zamieszkana przez nią kamienica w Bytomiu w międzyczasie się nie zawali), wtedy to również do gleby dostawały się szkodliwe substancje. Babcia wspominała, jak pewnego razu zwróciła uwagę jednej pani, że nie powinna jeść warzyw z bytomskiego ogródka działkowego. Ta pani odparła, że to nie do jedzenia, a na handel.

Po intensywnej działalności przemysłowej obecnie pozostały nie tylko charakterystyczne familoki z czerwonej cegły, pałace śląskich magnatów, szlak zabytków techniki, swoista kultura z orkiestrą górniczą na czele, lecz także jeden z aspektów śląskiego dziedzictwa niechcianego i często pomijanego – degradacja środowiska naturalnego, w tym zanieczyszczenie gleby. Fundacja Srebrne Buki stwierdza, że obszar między Olkuszem a Tarnowskimi Górami należy do najbardziej skażonych metalami ciężkimi regionów w Europie. Przykładowo, rosnące na takiej zatrutej glebie grzyby chłoną i magazynują w owocnikach cynk, kadm i ołów. Zbieranie i jedzenie takich grzybów niewątpliwie może być szkodliwe dla zdrowia.

Śląskie dziedzictwo, śląski sentyment, śląskie czarne złoto, śląskie przekleństwo. Zielony Śląsk w dość krótkim czasie zmienił barwę na czarną. I przez długie, długie lata będzie spłacał tę transformację. Zwiedzając kolejne industrialne muzea, poznaję przemysłowy wycinek śląskich dziejów. Zastanawiam się wtedy, czy jest możliwe oddanie przyrodzie zagarniętego i zniszczonego przez człowieka środowiska. Przecież ona sobie poradzi. Czy też nie będzie tak, co chyba jednak właśnie następuje, że Śląsk znów zmieni barwę, tym razem na szarą, betonową.

*

Tekst z cyklu Spotkania z przyrodą