Kropelniczka

Kaznodzieje namawiali, aby w domach wieszać miniaturki kościelnych kropielnic. Zwyczaj ten na Śląsku jeszcze w połowie XX wieku występował praktycznie w każdym domu.

Reklama

W Starym Testamencie czytamy: "Słuchaj Izraelu, Jahwe jest naszym Bogiem - Jahwe jedyny. Będziesz miłował twojego Boga /.../ Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. /.../ Wypiszesz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach /../" (Księga Powtórzonego Prawa 6, 4-9)

Żydzi rozumieli te słowa dosłownie, więc na odrzwiach domów mocowali karteczki z powyższym tekstem "Słuchaj Izraelu..." Wytworzyło to pobożny zwyczaj dotykania tych świętych słów podczas wchodzenia i wychodzenia z domostwa. Starożytni Żydzi również po przyjściu do domu dokonywali rytualnego obmycia rąk. Obie te praktyki dały podstawy do pojawienia się później w kościołach chrześcijańskich kropielnic z wodą święconą. Każdy wierny, wchodząc i wychodząc ze świątyni, powinien był zanurzyć rękę w kropielnicy i przeżegnać się znakiem krzyża na pamiątkę oczyszczenia wodą chrztu świętego.

Ta kościelna praktyka rozwijała się jednak nadal i z kościołów zaczęła wkraczać do mieszkań. Kaznodzieje namawiali, aby w domach wieszać miniaturki kościelnych kropielnic. Zwyczaj ten nie wszędzie przyjął się powszechnie, ale na Śląsku jeszcze w połowie XX wieku występował praktycznie w każdym domu.

Na Śląsku to miniaturowe naczynie nazwano kropelniczką. Była ona najczęściej porcelanowa i miała około 15 centymetrów wysokości. Najważniejszą jej częścią było oczywiście naczynie na wodę święconą. Czasami naczyńko było wkomponowane w postać ukrzyżowanego Chrystusa albo modlącą się Matkę Boską. Najczęściej jednak kropelniczka wyglądała jak Anioł Stróż, trzymający w rękach misę, gdzie wlewano wodę święconą. Bywało też, że misa miała kształt muszli, za pomocą której św. Jan Chrzciciel chrzcił w Jordanie.

Taką kropelniczkę mocowano zwykle w kuchni na wysokości ręki. Było to koło drzwi prowadzących z kuchni do sieni, które w śląskim domu były drzwiami wyjściowymi. W kropelniczce tej obowiązkowo zawsze była woda święcona, którą święciło się w kościołach na Wielką Sobotę. Natomiast gdy w czasie długiego roku wody zabrakło, to można ją było uzupełnić w zakrystii swojego kościoła. Wówczas przed Mszą przynosiło się tam dzbonek z wodą, a kościelny i pilnował, aby ksiądz ją poświęcił, korzystając z wolnej chwili przed lub po Mszy św.

Z mojego dzieciństwa nie pamiętam śląskiego domu, w którym nie byłoby kropelniczki. A pamięć mam dobrą! Zapewniam również, że obszar mojego badania był bardzo duży, gdyż jako ministrant odwiedzałem podczas kolędy setki śląskich mieszkań. Niestety jednak, te piękne kropelniczki zaczęły znikać z naszych domów w połowie 70. lat XX wieku. Znikały wraz z innymi pięknymi śląskimi starociami w imię źle pojętej nowoczesności. Były to te same "głupie lata", w których ze śląskich domów wyrzucano też babcine dębowe komody, zastępując je tandetnymi meblościankami z płyty pilśniowej. Katastrofa!

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama