Lubię swój krzywy nos

Pesymiści stale czują jakiś brak, ja jestem optymistą – mówi Eric-‑Emmanuel Schmitt, autor bestselleru „Oskar i pani Róża”. Uważa, że sztuka bierze się z uwielbienia istnienia i pomaga mądrzej żyć.

Reklama

Ten najpoczytniejszy pisarz francuski, którego książki przetłumaczono na 40 języków, a sztuki teatralne są wystawiane w 50 krajach świata, śmieje się, że we Francji i na Zachodzie przeważają pesymiści, uznawani za bardziej inteligentnych. – Dzisiejszych intelektualistów cechuje prawdziwa schizofrenia – mówi. – Żyją na pozór optymistycznie – kochają się, płodzą dzieci, ale myślą pesymistycznie – w nic nie wierzą. Narzekają na różne braki życia. On cieszy się tym, co ma – każdą darowaną chwilą. Tak jak jego ulubiony Saint–Exupéry, jest zakochany w ludzkości, która według niego wciąż „się staje”. I wierzy w wartości. – Pisząc, chcę odkryć, co jest naszym światłem – mówi. – Nie ma ludzi przegranych, każdy ma szanse być zbawionym.

Według niego, tworzenie literatury jest zbliżone do uzdrawiania. Lektura nieraz daje pocieszenie. Jest przekonany, że aby być szczęśliwym, wystarczy inaczej spojrzeć na swój problem. – Mam obsesję na punkcie krzywego nosa – zwierza się. – Wszyscy uważają, że byłem bokserem. Nie zmieniłem nosa, ale go zaakceptowałem.

Schmitt jest niezwykle popularny w naszym kraju. Podczas dwóch dni, kiedy przyjechał promować nową powieść „Kobieta w lustrze” (recenzja na s. 60), oblegały go tłumy wielbicieli, jak hollywoodzką gwiazdę. – Mam wrażenie, że sława zdarzyła się nie mnie, ale komuś innemu – przyznaje. – Nie jestem jej więźniem. Żyję, jakbym nie odniósł sukcesu. Idę do restauracji, biorę przystawkę, danie główne i normalnie jem. Sława pisarza nie jest sławą gwiazdy filmowej. To sukces nie ciała, lecz ducha. Czytelnicy dodają mi skrzydeł.

Wiara jak rzeka

Urodził się 28 marca 1960 r. w Sainte-Foy-lès-Lyon we Francji. Mieszka w Brukseli. Jego rodzice to znani sportowcy. Matka Janine była mistrzynią Francji w bieganiu. Ojciec Paul – bokserem. – Koledzy zazdrościli mi sportowych sukcesów rodziców, a ja nienawidziłem ich pracy, bo nie mieli dla mnie czasu – opowiada. – Wolałem siedzieć w pokoju i czytać, albo grać na pianinie. Na szczęście nie hamowali moich zainteresowań, zabierali mnie do teatru i opery. Po ojcu odziedziczyłem skłonność do nostalgii, po matce – energię, to prawdziwa „elektrownia atomowa”.

Pierwszą powieść napisał jako 11-latek, pierwszą sztukę w wieku 16 lat. – Pisanie jest dla mnie oddychaniem – przyznaje. – Nauczyciele i koledzy dostrzegli to wcześniej ode mnie.

Na początku chciał zostać kompozytorem. Do dziś gra na pianinie, ale tylko dla siebie. – Muzyka kochała mnie mniej niż ja ją – podsumowuje. Wychowywany w rodzinie ateistycznej dopiero podczas studiów filozoficznych rozpoczął duchowe poszukiwania. Wydarzeniem, które odmieniło jego życie, stała się noc 4 lutego 1989 w górach Hoggar, podczas sportowej wyprawy na Saharę. – Wspięliśmy się wtedy na najwyższą w okolicy górę – wspomina. – Ruszyłem bez opamiętania i zgubiłem się. Chroniąc się przed wiatrem, schowałem się za skałę. Żeby nie czuć zimna, zakopałem się w piasku. Wystraszyłem się, że nie przeżyję nocy, ale nagle ogarnęło mnie uczucie ufności. Nie spałem, tylko czułem, że jestem przepełniony głębokim sensem. Przeżyłem wtedy doświadczenie „mistycznej nocy”, którą Pascal na swój użytek nazwał „nocą ognistą”. Z perspektywy widzę, że objawienie wiary, która cienkim strumyczkiem spłynęła wtedy na mnie, jest dziś potężną rzeką.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama