Z prokuratury do literatury

Dzieje Sybiraków od dawna czekały na sfilmowanie. Na dobrej wiadomości o podjęciu tematu przez Janusza Zaorskiego cieniem kładzie się jednak biografia autora literackiego pierwowzoru.

Reklama

We wrześniu trafi do kin film Janusza Zaorskiego „Sy­be­riada polska”, zapowiadany jako „największa polska premiera” najbliższych miesięcy. Jego scenariusz został oparty na powieści Zbigniewa Dominy pod takim samym tytułem. Po raz pierwszy w polskim kinie ma zostać przywołana na ekran dramatyczna historia Polaków deportowanych w latach 40. XX wieku na Syberię. Widzowie będą poznawać losy zesłańców z perspektywy młodego Staszka Doliny, który trafia na Syberię wraz z ojcem, matką i młodszym bratem. Okoliczności zmuszą go do szybkiego dorośnięcia i przewartościowania własnego życia. Tak rozpocznie się 6-letnia odyseja rozgrywająca się wśród bezlitosnej natury, w nieustannej walce o przetrwanie w obliczu terroru NKWD.

Sześć lat na Syberii

Dzieje Sybiraków od dawna oczekiwały na sfilmowanie. Dlatego należałoby się cieszyć, że temat został w końcu podjęty. Nazwisko reżysera, dobra obsada, z Adamem Woronowiczem w roli ojca Staszka na czele, i muzyka Krzesimira Dębskiego – powinny gwarantować kinowy sukces. Tyle że cieniem na tych dobrych wiadomościach kładzie się biografia autora literackiego pierwowzoru.

83-letni dziś Zbigniew Domino wymieniany jest przez niektórych krytyków jako pisarz w pełni zasługujący na nominację do „Nike”. Jego powieści i zbiory opowiadań, tłumaczone na wiele języków, cieszą się ogromną popularnością wśród czytelników. Domino zaskarbił sobie również przychylność dawnych zesłańców – został m.in. przyjęty w poczet Związku Sybiraków i odznaczony w 2005 r. Krzyżem Zesłańców Sybiru przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Faktycznie, pisarz ma w swoim życiorysie 6 lat spędzonych na Syberii. – W lutym 1940 roku rodzinę wywieziono na Syberię i osadzono w Irkuckiej Obłasti – opowiada Krzysztof Szwagrzyk, historyk z wrocławskiego oddziału IPN, który zbadał dokładnie biografię Dominy. – Trudów zesłania nie przeżyła matka Zbigniewa, Antonina, która zmarła w 1940 r. Ojciec Stanisław przeszedł cały szlak bojowy 1. Warszawskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki od Lenino do Berlina. Zbigniew powrócił do Polski z młodszym bratem dopiero w czerwcu 1946 roku.

Stalinowski prokurator

To, co działo się później, dla Sybiraków może być sporym zaskoczeniem. W czerwcu 1948 r. Zbigniew Domino wstąpił ochotniczo do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, powołanego m.in. do walki z polskim podziemiem niepodległościowym. Wkrótce trafił do Oficerskiej Szkoły Prawniczej w Jeleniej Górze, gdzie na szybkich kursach kształcono „sędziów i prokuratorów wojskowych nowego typu”. Domino był tam prymusem. Szybko też został oficerem śledczym Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Poznaniu, a potem w Zielonej Górze. Błyskawicznie piął się po stopniach kariery. Wreszcie oddelegowano go do pracy w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. – Jego bezkompromisowość w walce z podziemiem powodowała, że otrzymywał do prowadzenia sprawy o najwyższym ciężarze gatunkowym, w których czyny oskarżonych zagrożone były karą śmierci – podkreśla Krzysztof Szwagrzyk.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Lewantyńczyk
    21.08.2012 07:13
    http://niezalezna.pl/32057-jak-zeslaniec-zostal-katem
    "Jednak chyba najbardziej Dominę obciąża udział w egzekucjach oficerów ze słynnego „spisku w wojsku” – komunistycznej prowokacji mającej wyeliminować przedwojenne kadry WP. 7 sierpnia 1952 r. w warszawskim więzieniu przy ul. Rakowieckiej w uczestniczył w morderstwie na polskich lotnikach. Ówczesne ofiary to: płk Bernard Adamecki, płk Józef Jungraw, płk August Menczak, ppłk Stanisław Michowski, ppłk Władysław Manikowski, ppłk Szczepan Ścibior. Domino nakazał wykonać wyroki o godz. 20:30. Jego staranny podpis widoczny jest na dokumencie."
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama