Wołanie o życie duchowe

Andriej Tarkowski w swoich filmach odnosił się zawsze do życia duchowego widza, do religijności. Nie było dla niego miejsca w ateistycznym Związku Radzieckim. Jego wizja świata nie pasowała jednak również do konsumpcjonizmu świata Zachodu drugiej połowy lat 80.

Reklama

Aleksander – były aktor, dziś krytyk i publicysta wiedzie szczęśliwe, spokojne, dostatnie życie, wspólnie z rodziną, w pięknym domu na odludnej wyspie. Jego wycofanie się ze świata do samotni pozwala mu nie przeżywać już uniesień artystycznych, ani religijnych. Jego życie duchowe zdaje się być poukładane, ale puste. Poznajemy go w dniu 50. urodzin. W czasie idealnym do podsumowań.

Szczęśliwa celebracja, spotkanie z przyjaciółmi, najbliższymi zostaje jednak zakłócone. Wybuch wojny nuklearnej unieważnia przemyślenia, plany, wspomnienia. Świat staje na skraju totalnej i ostatecznej katastrofy. W sennej wizji profesora pojawia się jednak szansa dana od samego Boga. Jest nią tytułowe „Ofiarowanie”.

Musi mieć ono jednak dwa wymiary. Z jednej strony Aleksander musi poświęcić miłość do najbliższych, rodzinę. Jak Abraham miał poświęcić Izaaka. Uczynić to ma przez noc spędzoną ze swoją służącą. Droga do jej domu wiedzie pod górę, ścieżką, na której główny bohater potyka się, upada, jak Jezus w drodze na Golgotę.

Po wtóre, końcowe spalenie domu ma stanowić rezygnację ma stanowić rezygnacje z materialnych wartości. Spowodowanie, w konsekwencji tego czynu, bycia uznanym za szalonego jest zaprzeczeniem lat pracy nad zdobyciem szacunku dla swego intelektu, rozwagi, wiedzy, osiągnięć naukowych. To rezygnacja ze statusu społecznego. Bohater staje się jurodiwym, saloitą – „postacią” z tradycji prawosławnej, z której wywodził się sam Tarkowski – osobą uznaną, zachowującą się jak szalona, aby przez pogardę jaką okaże jej świat odpokutować jego winy.

Czy to wystarczy? Świat przetrwał, wszystko wróciło do normy. Pozostała nadzieja, że ofiara nie poszła na marne, symbolizowana przez zasadzone w pierwszych scenach filmu przez bohatera i jego syna drzewo. W ostatnich scenach pieczołowicie przez chłopca podlewane. Jest ono martwe, ale istotna jest wiara w jego ożywienie.

Interpretacja autobiograficzna „Ofiarowania” także ma swoje uzasadnienie. Nietolerowanemu w ojczyźnie reżyserowi pozwolono wyjechać na Zachód. Rodzina musiała zostać. Brak znajomości języków obcych, niezrozumienie wartości (głownie szalejącego konsumpcjonizmu) obcego świata powodowały wyobcowanie. Przerażająca, apokaliptyczna wizja powodowana koniecznością zaprzeczenia stylowi życia ludzi, wśród których znalazł się artysta znalazły wyraz w jego ostatnim dziele. Jednak postępowanie, nawet najbliższych, wobec Aleksandra (na końcu karetka zabiera go w kaftanie bezpieczeństwa) nie pozostawia wątpliwości, że Tarkowski wiedział jak jego głos może zostać odebrany.

Taki jednak testament twórca chciał zostawić potomnym. Także artystyczny. Tak reżyser widział rolę sztuki – ma zwracać uwagę, przypominać, jeśli trzeba – wytykać błędy, naprowadzać na właściwe tory, przypominać o duchowości, z której wywodzi się ona sama, ale i inne ludzkie wartości. Nawet narażając się na drwiny ma być sztuka owego życia duchowego wyrazem.

„Ofiarowanie” to testament twórczy, intelektualny, spowiedź. Wielki, odważny, idący pod prąc film. Zarówno 25 lat temu, jak i teraz.

***

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FILM, KINO, KULTURA, SZTUKA

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama