Drugi podbój Konstantynopola

Turcy, w przeciwieństwie do Europy, nie wstydzą się swojej historii. Dlatego „Fetih 1453”, największą turecką superprodukcję, powinni zobaczyć wszyscy, których w „Bitwie pod Wiedniem” raziły chrześcijańskie symbole na sztandarach antytureckiej koalicji.

Reklama

Wkinie europejskim poprawność polityczna dotycząca historycznych relacji z muzułmanami doszła do absurdu. Wystarczy wymienić najgłośniejsze przykłady z ostatnich lat, jakimi były „Królestwo Niebieskie” Ridleya Scotta czy „Templariusze. Miłość i krew” Petera Flintha. Zwykle muzułmanie przedstawiani są w sposób bardziej interesujący niż chrześcijanie. Główni bohaterowie tych filmów prezentują najczęściej sceptyczny stosunek do swojej religii. Kierują się raczej ogólnohumanistycznymi ideami wziętymi żywcem z deklaracji Rady Europy.

Bez poprawności

Trudno wymagać od filmu fabularnego dokumentalnej wierności historii. Czy jednak, biorąc pod uwagę wpływ, jaki wywiera na widza, zastępując często naukę historii, nie powinien operować podstawową przynajmniej przyzwoitością w sferze wydarzeń z przeszłości? Czasami nawet reżyserzy filmów, które starają się dochować wierności faktom i historycznemu kontekstowi, realizując tematy z góry uznane za politycznie niepoprawne, starają się uprzedzić ewentualne zarzuty. Tak jak autor „Bitwy pod Wiedniem”, który, wbrew historii, wykreował Kara Mustafę na wielkiego wodza, jakim ten w rzeczywistości nie był, a z cesarza Leopolda stworzył postać karykaturalną.

Poprawnością polityczną nie przejął się za to reżyser „Podboju 1453”, tureckiej superprodukcji wszechczasów. W oryginale film nosi tytuł „Fetih 1453”, kręcony był mniej więcej w tym samym czasie co „Bitwa pod Wiedniem” Martinellego. Faruk Aksoy, reżyser filmu, dysponował większym budżetem i talentem, toteż „Podbój” jest dziełem bardziej udanym. Turcy masowo poszli do kin, by obejrzeć historię swego najbardziej prestiżowego w dziejach zwycięstwa, jakim było zdobycie Konstantynopola. Upadek miasta oznaczał kres Cesarstwa Bizantyńskiego. Film, który kosztował 17 mln dolarów, obejrzało ponad 6 mln widzów w samej Turcji, wyświetlano go również w innych krajach. Gdzieniegdzie jednak od razu spotkał się z krytyką. Szczególnie w Grecji. „Tureccy najeźdźcy pokazują samych siebie jako władców świata (…), zapominając o masowych zabójstwach Greków oraz plądrowaniu kraju” – informował popularny tygodnik grecki „To Proto Thema”, określając produkcję jako „propagandę podboju według Turków”. Do bojkotu wzywało jedno ze stowarzyszeń religijnych, radząc, by „żaden chrześcijanin nie oglądał tego filmu”. Lepszym rozwiązaniem wydaje się nakręcenie własnej wersji historii.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja

Reklama

Reklama

Więcej nowości

Reklama