Noce Cabirii

W 1957 roku Akademia uznała ten film za najlepszą, zagraniczną produkcję. W Cannes Złotą Palmą nagrodzona została natomiast odtwórczyni głównej roli, Giulietta Masina, którą uhonorowano jako najlepszą aktorkę.

Reklama

Fellini mógł być zadowolony. Rok wcześniej Oscara otrzymała także jego „La Strada”. A przecież „Noce Cabirii” mogły wcale nie powstać. W tym, że film nakręcono, spora zasługa legendarnego producenta Dino De Laurentisa, któremu udało się zebrać środki potrzebne do rozpoczęcia zdjęć. Wcześniej wielu odrzucało ten scenariusz.

Maria Kornatowska w swej znakomitej książce zatytułowanej po prostu „Fellini” przywołuje rozmowę reżysera z Goffredem Lombardem, który „Nocy Cabirii” realizować” nie chciał. Zacytujmy:

„Zrobiłeś film o pederastach (miał na myśli „Wałkonie”), potem o włóczęgach, jeszcze potem o kanciarzach. Chciałeś zrobić film o wariatach. A teraz wyciągasz z zanadrza prostytutki. Rad bym wiedzieć, o kim masz zamiar zrobić następny film!” – „O producentach!” – odpowiedział bez namysłu wściekły Fellini.

Temat prostytucji oburzał nie tylko Lombarda. Rzym, stolica katolickiego świata, ukazany z tej perspektywy? Fellini nie miał łatwego zadania. Co ciekawe, w sporach z cenzorami wsparł go jeden z kościelnych dostojników, który obejrzał film na prywatnym, przedpremierowym pokazie i nie miał do niego żadnych zastrzeżeń. Bo też trudno je mieć.

Główna bohaterka para się co prawda tzw. „najstarszą profesją świata”, ale przecież nie epatuje nagością, czy wulgarnością. Postać Cabirii, brawurowo zagranej przez Masinę, to fenomen. Kłótliwa, narwana, postrzelona – bardziej przypomina bohaterkę filmu animowanego, niż dramatu społecznego, którym… No właśnie – jest, czy nie jest ten film?

Niby jest, bo jego akcja toczy się w podnoszącym się z wojennych zniszczeń Rzymie, a głównymi bohaterkami są prostytutki posługujące się specyficznym slangiem/dialektem (przy scenariuszu pomagał Pier Paolo Pasolini, specjalizujący się w obyczajach marginesu). Ale przecież sama Cabiria zachowuje się niczym postać wyjęta z jakiejś szalonej komedii - w nocnym klubie zaplątuje się i szamocze z kurtyną, zaś nieodłączną parasolką wywija niczym Charlie Chaplin swoją laseczką. To, co jednak najważniejsze w tej postaci, to fakt, iż po każdym kolejnym ciosie otrzymanym od losu, znów się podnosi, dając widzom nadzieję. Zarówno tym, którzy oglądali film po wojnie, jak i tym, którzy sięgają po niego dzisiaj.

Kolejne rozczarowania i gorzkie doświadczenia powinny ją raz na zawsze wyleczyć z tak optymistycznego podejścia do życia, a jednak Cabiria nadal nie daje za wygraną. Wciąż liczy, że coś się zmieni i mimo tego, że w ostatniej scenie ciekną jej łzy, uśmiecha się do kamery, wierząc, że następnego dnia, następnym razem będzie lepiej i wszystko się jakoś ułoży…

***

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama