Powstaje słownik wyrazów zapomnianych

Słownik wyrazów zapomnianych oraz wychodzących z użycia powstaje z inicjatywy Biblioteki Śląskiej w Katowicach. Dotąd zebrano ok. 2 tys. słów. Wersja internetowa zostanie opublikowana w czerwcu.

Reklama

Słownik wyrazów zapomnianych powstaje we współpracy z językoznawcami Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Dotąd zebrano ponad 2 tys. słów. Każde słowo, które znajdzie się w słowniku zostanie dokładnie przeanalizowane. Wyjaśniony zostanie jego kontekst historyczny, nie zabraknie współczesnych odniesień.

Wśród wyrazów odrzuconych znalazły się m.in. wyrazy zgłoszone przez czytelników Biblioteki Śląskiej w zorganizowanym w lutym tego roku plebiscycie na słowa, które warto ocalić od zapomnienia. Do plebiscytu internetowego biblioteka wytypowała 100 wyrazów, spośród 500 zgłoszonych przez czytelników. Głosowanie trwało kilka dni. Wygrało słowo "żak". Na kolejnych miejscach znalazły się: "absztyfikant", "melancholia", "chędożyć", "kałamarz", "zaiste", "safanduła", "szaławiła", "umiłowany", "luby".  Słownik  będzie na bieżąco uzupełniany o nowe słowa.

Zdaniem wybitnego językoznawcy prof. Walerego Pisarka, jest wiele słów, które warto uratować. Do nich zalicza m.in. liczebniki takie jak np. "półtrzecia" (dwa i pół), "półczwarta" (trzy i pół), "półpięta" (cztery i pół), "samotrzeć" (sam z dwoma innymi osobami, we troje), "samoczwart" (sam z trzema innymi osobami, we czworo). Prof. Pisarek uważa, że takich liczebników jak "samotrzeć" nie da się już prawdopodobnie ożywić, ale nie należy "porzucać takich form liczebnikowych jak dwoje, pięcioro, sześcioro, siedmioro itd.".

Językoznawca zauważa również, że z użycia poznikały słowa odnoszące się do różnych stopni pokrewieństwa jak m.in. "stryjek", "stryjenka", "wuj", "wujenka", "świekrowie" (rodzice męża), "snecha" lub zdrobniale "sneszka" (żona syna).

"Z tego najstarszego okresu polszczyzny podobno przeżyło według mojego mistrza Zenona Klemensiewicza 50 proc. wyrazów" - mówi prof. Pisarek. Dodaje, że m.in. w dwudziestoleciu międzywojennym (także wcześniej) ukazywały się słowniki, w których wskazywano np., który wyraz jest przestarzały i zalecano/upominano by mówić inaczej. Przed drugą wojną światową za przestarzałe uważano np. takie wyrazy jak: "aerostata" (lotnik), "aerodrom" (lotnisko), "hezytacja" (wahanie się). Zestarzały się również "klawo" i "byczo".

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| JĘZYK, KULTURA

  • Stanisław_Miłosz
    04.05.2013 10:05

    Fajna inicjatywa, ale trochę obok rzeczywistych potrzeb zmodernizowanego Polaka. No i metodologicznie wątpliwa, a to dlatego, że dobór słów na podstawie internetowego referendum z naukowym podejściem wiele wspólnego nie ma. Wyjść należy od słownika częstości używania słów i zacząć od tych najczęściej używanych, a nie tych już nie używanych słów.

     

    Otóż młodemu, wykształconemu (na poziomie doktoratu) i z wielkiego miasta osobnikowi do sprawnej powszedniej komunikacji wystarcza cirka 500 słów. Te doskonale rozumie i ze zrozumieniem nimi operuje.

     

    Z kolejnym 1000 zaczynają się schody, wydaje mu się że ich sens rozumie, jednak z użyciem ich w samodzielnej wypowiedzi już ma kłopoty. Szczeglólnie w zdaniach złożonych dłuższych niż ćwierknięcie (ok. 140 znaków).

     

    Słowa poza 2000 to już terra incognita. Tak do 5000 tysięcy z brzmienia słowa wydają się jakby znajome (dajmy na to słowo iekra), ale czy to polskie czy jakiegoś innego bratniego słowiańskiego języka to już nie do określenia. Pojawienie się takiego słowa wpędza w stres i rozdrażnienie. A nawet bywa, dorowadza do entomologicznej agresji.

    Od tej granicy zaczyna się więc unikanie używania takich rzadkich słów. Raz że wypowiadający nie rozummie sam siebie, a dwa że zdaje sobie sprawę, że i odbiorca nic by nie pojął. Więc unika. Jednak kiedy już się naprawdę nie da (trzeba dajmy na to wykazac się inteligencją), to jednak sięga do wikipedii lub słowników onlajn. Ale tylko wtedy, gdy ma dostęp do netu, warunkach komunikacji improwizowanej nie zawsze to jest jednak obecnie  możliwe, ajpda nie wspomoże ( p. niżej).

     

    Powyżej (a dokładniej - poniżej) 10.000 to już nawet nie ziemia do eksplorowania, to istny kosmos, ufo, bliskie spotkania trzeciego stopnia i takie tam. Gdy MWzWM nawet słyszy takie rzadkie słowa, to odbiera je jak szum tła, brzęczenie much, czy inny czynnik zakłócający komunikację. To są właśnie te prawdziwie słowa "zapomniane" i nie jest ich jak zakładają twórcy wspomnianego słownika 2 tysiące, lecz - po odsianiu słów specjalistycznych (technicznych, medycznych etc.) - tak z ok. 10 tysięcy.

     

    Jak taki wyjściowy słownik częstości zrobić? Dziś, w czasach masowych pamięci i rejestrowania wszystkiego co sie da, to dziecinnie proste. Trzeba do projektu dokooptować (dodatkowa korzyść, bo od razu znajdą się europejskie pieniądze!) media głównego strimu by udostępniły swoje bogate archiwa filmów, nagrań audio i tekstów i - po prostu zliczyć.

    Oczywiście ważąc słowa oglądalnością, słuchalnością i czytalnością.

    Można jeszcze wesprzeć się sondażowniami i dowartościować słownictwo celebrytów, znanych publicystów i - co ważne - polityków. Ci ostatni bowiem intuicyjnie czują jakiego słownictwa użyć, by naturalnemu elektoratowi przekaz wydał się zrozumiały i pełen świerzej głębi (nie mylić z głombią!).

    Potem tylko aplaudować taki słownik na stronę i już, po bulu.

     

    Można też, nawet już na etapie projektu, nawiązać współpracę z góglem i majkrosoftem, by ten pierwszy zrobił wtyczki do przeglądarek pozwalające po najechaniu kursorem na nieznane słowo wyświetlenie w dymku podpowiedzi (homonimy, znaczenie, synonimy, antonimy), a ten drugi jako najbardziej kompetentny w kafelkach, adaptował słownik do zdolności manualnych współczesnego odbiorcy ajpada, ibuka, tableta, ajfona.
     

    No, jest jeszcze problem ortografii, ale to chyba na inną okazję. Tu tylko wspomnę, że czas chyba na radykalną reformę i jak to się dziś mówi - modernizację. Trzeba odejść od frustrujacych rygorów i dopuścić wielowariantowość pisowni - po prostu pozwolić pisać jak się słyszy. Na przykład: "po prostu" i "poprostu" czy "Orzeł może" i "Ożeł morze" powinny być równoważne i pełno prawne. Ale to tak na boku.

     

     

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama