Całe noce w bibliotece

Na początek roku czytelnictwa o pisaniu książek i ich czytaniu z Tomaszem Kowalskim, regionalistą i pasjonatem historii z Sierpca, rozmawia Agnieszka Kocznur.

Reklama

Agnieszka Kocznur: Czy dla regionalisty, pasjonata historii, który często sięga do książek, biblioteka jest drugim domem?

Tomasz Kowalski: Moim pierwszym „drugim domem” była Miejska Biblioteka Publiczna w Sierpcu. Co dla mnie najważniejsze, posiada ona bogaty księgozbiór regionaliów, które „na start” dla młodego badacza okazały się nieocenione. Pamiętam sytuację, kiedy w oddziale dla dzieci w owej bibliotece skończyły się regionalne książki o Sierpcu i Mazowszu Płockim – wszystkie możliwe już przeczytałem i zwróciłem się do pracującej tam bibliotekarki z pytaniem, czy jest coś więcej. Ona poprowadziła mnie na pierwsze piętro, gdzie mieściła się czytelnia dla dorosłych, i tam, oddany pod skrzydła opiekunki czytelni, czternastoletni chłopiec otrzymał materiały, które zaparły mu dech w piersiach.

Od tamtej pory wciąż tam chodzę w poszukiwaniu lokalnych, sierpeckich i mazowieckich, opracowań. Oczywiście przy obecnej pracy badawczej konieczne jest sięganie dalej. I tu ogromną rolę odegrała Biblioteka im. Zielińskich w Płocku, ze wspaniałymi zbiorami regionaliów, do której w każdej wolnej chwili zaglądam. A przez wzgląd na obecne miejsce zamieszkania i pracy badawczej drugim domem staje się Biblioteka Uniwersytecka w Toruniu, w której tak naprawdę można znaleźć wszystko. Warunki, atmosfera i cały księgozbiór pozwalają na spędzanie tam całych dni pośród tego, co się kocha i co sprawia ogromną satysfakcję.

Można zatem powiedzieć, że jesteś prawdziwym molem książkowym?
Chyba tak. Nie umiem przejść obojętnie obok księgarni. Nadwyżki finansowe przeznaczam na poszerzanie księgozbioru, co nie zawsze spotyka się z aprobatą najbliższych. Do Torunia, gdzie studiuję, zabrałem jedynie „podręczny księgozbiór”, około 150 książek. Kilka miesięcy temu w moim rodzinnym domu zaprojektowałem na wymiar regał na swoje książki, który pokrywa całą ścianę od podłogi po sufit, z myślą o pomieszczeniu wszystkich książek, które do tej pory trzymałem w najróżniejszych miejscach, jak szafa na ubrania, kartony pod biurkiem, wszelkie możliwe wolne szuflady i, co mnie najbardziej bolało, kartony w piwnicy.

Niedawno wydałeś książkę, która nie jest pierwszą twoją publikacją. Prowadzisz także historycznego bloga. Skąd wziął się pomysł na pisanie książek?
Na dzień dzisiejszy mam na swoim koncie cztery książki o tematyce lokalnej, w tym dwie napisane samodzielnie, jedną we współpracy i jedną, którą redagowałem. Czymś naturalnym dla regionalisty, poszukiwacza lokalnych ciekawostek, nieznanych miejscowych historii jest to, że efekty swoich prac chciałby zachować dla potomnych. Internet jest dziś, owszem, popularnym medium, ale to tylko elektroniczne impulsy, które w momencie braku energii są nie do uchwycenia. Książkę, czasopismo, artykuł można nawet przy braku prądu otworzyć przy świeczce i przeczytać. Internet jest więc czymś pozytywnym, na miarę naszych czasów, ale ja mu, że tak powiem, nie wierzę. Jest, ale kiedyś może go nie być. Istnieje więc jakaś chęć, by to, nad czym pracowaliśmy, przetrwało w nieco inny sposób – coś na zasadzie zewnętrznej pamięci elektronicznej – gdzieś, gdzie trwale moglibyśmy zapisać nasze „dzieła”. Publikowanie na papierze nieco uspokaja, że jest dużo większa szansa na przetrwanie naszej pracy.

O czym jest twoja ostatnia książka?
„W Sierpcu za cara. Śladami rosyjskiego garnizonu” to moja pierwsza naukowa publikacja o takim rozmiarze – 300-stronicowa. Jej tematem jest nieznany dotychczas rozdział historii miasta Sierpca – okres zaboru rosyjskiego ze szczególnym uwzględnieniem lat 1891–1911, kiedy to w Sierpcu stacjonował rosyjski 48. Ukraiński Pułk Dragonów. Obecność garnizonu w przestrzeni miasta wpłynęła nie tylko na kierunki jego rozwoju ekonomicznego, mentalność mieszkańców, kulturę i tradycję Sierpca, ale przede wszystkim, co mnie, jako przyszłego konserwatora zabytków, najbardziej interesowało – kształt urbanistyczny i architekturę miasta. Spróbowałem więc na podstawie zachowanych śladów i przeprowadzonej szerokiej kwerendy bibliotecznej i archiwalnej, zrekonstruować obraz miasta Sierpca sprzed 120 lat i wskazać, jakie miejsca naznaczone były obecnością rosyjskich oficerów, żołnierzy i urzędników, a po których ciężko dziś szukać namacalnych śladów. Książkę wzbogaciłem licznymi archiwalnymi fotografiami, które owy „Sierpc za cara” ilustrują. Poza rekonstrukcją architektury miasta przybliżyłem jego dzieje z końca XIX wieku i historię owego rosyjskiego pułku dragonów, który na 20 lat z Sierpcem się związał.

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama