Daj, ać ja pobruczę

Na co dzień oryginał udostępniany jest tylko naukowcom, 
my mogliśmy oglądać go na własne oczy. Zajrzeliśmy 
do XIII-wiecznej „Księgi henrykowskiej”.


Reklama

Spodziewaliśmy się wielkiej księgi, a zobaczyliśmy niepozorną, szarą książkę oprawioną w pergamin, niewiele większą od szkolnego zeszytu. Oto przed nami leży „Księga henrykowska” – ta sama, o której uczyliśmy się na lekcjach polskiego, zawierająca najstarszy zachowany w oryginale zapis polskiego zdania: „Daj, ać ja pobruczę, a ty poczywaj”. 


Jedno zdanie, 
cztery języki


– Nie rozmiar tu się liczy, a treść – uśmiecha się ks. prof. Józef Pater, dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego we Wrocławiu, gdzie księga jest przechowywana. Właśnie do Krajowego Komitetu Programu UNESCO „Pamięć świata” trafił wniosek, podpisany przez metropolitę wrocławskiego abp. Józefa Kupnego, aby włączyć ją do spisu dzieł ważnych dla ludzkiej cywilizacji.
Co takiego jest w tej księdze, że miałaby dołączyć do tak zacnego grona? – Przyjrzyjmy się najpierw temu słynnemu zdaniu – proponuje ksiądz dyrektor.

– Jest ono zapisane po polsku, w łacińskiej kronice, przez opata Piotra, który był Niemcem. W dodatku Piotr wkłada je w usta Czecha Boguchwała. W ten sposób łączą nam się cztery języki. Cztery różne kultury współistniejące ze sobą. 
„Księga henrykowska” powstawała od roku 1269. Zawiera opis dziejów założenia klasztoru cystersów, a także historię każdej z kilku wsi stanowiących własność tego klasztoru. Powstała w celu obrony praw majątkowych, ze względu na niestabilną sytuację prawną, jaka panowała na Dolnym Śląsku po najeździe mongolskim z 1241 r. Były to czasy, w których każdy akt nadania czy sprzedaży ziemi mógł zostać łatwo podważony. Aby ustrzec klasztor przed takim niebezpieczeństwem, opat Piotr postanowił opisać jego historię. 


Prawo i zwyczaje


Dowiadujemy się więc z księgi m.in., że klasztor ufundował kanonik Mikołaj, naczelny notariusz kancelarii Henryka Brodatego, choć oficjalnie zaszczyt fundacji przypadł synowi księcia – Henrykowi Pobożnemu. Poznajemy też dzieje majętności klasztornych od 1227 roku, gdy zarządzał nimi pierwszy opat Henryk, aż do 1310 roku. – Te informacje miały chronić majątek przed pretensjami okolicznego rycerstwa – tłumaczy ks. Józef Pater. – Jednak nie tylko pragmatyczny cel był tu istotny. „Księga henrykowska” to ewenement na tle epoki, bo nie jest wyłącznie suchym tekstem prawniczym, ale w barwny sposób opisuje zwyczaje mieszkańców wsi należących do klasztoru.
W tekście zapisano łącznie około 120 nazw miejscowych. Poznajemy etymologię części z nich. Na przykład nazwa wsi Brukalice pochodzić ma od wspomnianego Czecha, nazwanego przez sąsiadów „Boguchwał Brukał”. To właśnie z jego ust padło słynne polskie zdanie, wypowiedziane do żony – Polki, zawierające kluczowe słowo: „pobruczę”. Co tak naprawdę robił Boguchwał? Oddajmy głos księdze: „Gdy zaś tam przez pewien czas przemieszkiwał, pojął za żonę córkę jakiegoś kleryka, chłopkę grubą i zupełnie niezdarną. Lecz trzeba wiedzieć, że za owych dni były tu w okolicy młyny wodne ogromnie rzadkie, przeto żona tego Boguchwała Czecha stała bardzo często przy żarnach, mieląc. Litując się nad nią, mąż jej Boguchwał mówił: »Daj, bym ja też meł!« – to jest po polsku: »Daj, ać ja pobruczę, a ty poczywaj!«. Tak ów Czech na zmianę meł z żoną i często obracał kamień tak jak żona” (przeł. Roman Grodecki).


„Pobruczę” czy „pobruszę”? 


Interesujące nas zdanie, znajdujące się na 24. karcie dokumentu, zapisano jako: „day ut ia pobrusa a ti poziwai”. Zapis ów, sporządzony na długo przed przysposobieniem alfabetu łacińskiego do przekazywania na papierze polskich głosek, nastręcza badaczom sporych trudności. Według niektórych „pobrusa” należy czytać jako „pobruszę”. Występujące do dziś np. w gwarze śląskiej słowo „brusić” znaczy tyle, co „ostrzyć”, ale też „ocierać” czy „wycierać”. Prof. Zenon Klemensiewicz, a za nim tłumacz księgi Roman Grodecki opowiadają się jednak za wersją „pobruczę”, na którą wskazywałoby zawarte w tekście przezwisko „Brukał”. „Bruczeć” to inaczej „burczeć”, czyli wydawać pomruk. Podobne dylematy wiążą się ze słowem „poziwai”, które odczytywane jest zwykle jako „poczywaj” (odpoczywaj), ale równie dobrze mogłoby oznaczać „pożywaj” (jedz). Filolodzy spierają się też o mniejsze cząstki wyrazów, doszukując się w nich wpływów języka czeskiego i gwary śląskiej. 
Jedno natomiast nie ulega wątpliwości: Boguchwał nie przypomina wielu dzisiejszych mężczyzn, którzy wylegują się przed telewizorem, podczas gdy ich małżonki przygotowują obiad. Pomagając zmęczonej żonie, człowiek ten udowadnia czytelnikom, że w średniowieczu, niesłusznie nazywanym „mrocznym”, istnieli prawdziwi dżentelmeni.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama