Potrzeba Ojropy?

Czyli rzecz o domieszkach, germanizmach-dziwolągach i szmaragdowości Śląska.

Reklama

Marek Szołtysek – znany śląski publicysta, wydawca i regionalista – w swoim najnowszym tekście, opublikowanym na łamach „Dziennika Zachodniego”, postanowił poruszyć kwestię germanizmów-dziwolągów.

Jak możemy przeczytać w felietonie „Europa, Yuropa, Ojropa” , jego autora wyjątkowo rozdrażniło hasło widniejące na jednym plakatów wyborczym do europarlamentu. Chodziło konkretnie o slogan „Ślónzoki potrzebujóm Ojropa”. „Słowo ‘Ojropa’ brzmi jak żart po powrocie z Niemiec, albo jak przedrzeźnianie ciotki z Aachen” – napisał Marek Szołtysek.

Rzeczywiście, hasło, którym „reklamował się” poseł Marek Plura mogło nieco dziwić, ale też okazało się niebywale skuteczne. Każdy z kim rozmawiałem o eurowyborach zwracał na nie uwagę, zaś Plura do Parlamentu Europejskiego ostatecznie został wybrany.

Gdy pierwszy raz zobaczyłem słowo „Ojropa”, skojarzyłem je z kabaretem Rak. Ręki nie dam sobie uciąć, czy śląscy komicy rzeczywiście kiedyś go użyli, ale mam wrażenie, że już je gdzieś słyszałem.

Nie szokuje mnie jednak ten wyraz, ani nie oburza. Wręcz przeciwnie, bardzo się z niego cieszę, podobnie, jak ze wszystkich tych mobilnioków (telefonów komórkowych), zajt (stron internetowych), tast, tastów, czy tastatur (klawiatur) i innych pycyjów (komputerów PC).

Ich obecność oznacza bowiem, że śląszczyzna nie jest jakimś lingwistycznym skansenem, a wciąż żywym, rozwijającym się językiem. Sam ostatnio - nieświadomie - zacząłem np. używać czeskiego słowa „dividiczko”, które coraz częściej zastępuje mi „płytę DVD” i na pisanym po śląsku Bojkoblogu już kilkakrotnie o dividiczkach wspominałem.

W śląskiej godce bohemizmy obecne są od wieków. Czy przyjmie się i ten? Tego nie wiem. Nie wiem też czy zawrotna w ostatnich tygodniach kariera słowa Ojropa będzie trwać nadal, czy też za jakiś czas wszyscy o nim zapomnimy.

Ważne jest tak naprawdę co innego. By nie zapomnieć o śląskiej europejskości. O tym, że „Śląsk, już z racji położenia, jest swego rodzaju pomostem pomiędzy Wschodem a Zachodem, pograniczem wielokulturowym, wielonarodowym i wielowyznaniowym, który jednocześnie wiele wniósł w procesy integracyjne naszego kontynentu” – jak w wywiadzie „Rozum nie wystarcza”  mówił przed lat arcybiskup Damian Zimoń, porównując Śląsk do szmaragdu.

„Szmaragd to drogocenny minerał, który jest tym piękniejszy, im więcej domieszek posiada. I na Śląsku tak jest. Mamy większość katolicką, ale nie tylko; mamy przemysł, ale nie tylko; mamy największą gęstość zaludnienia, ale są też tereny zielone. Można powiedzieć, że jest to owa "szmaragdowość" naszego regionu” – wspominał arcybiskup senior.

Cieszmy się więc z każdej nowej domieszki, która ubogaca nasz region, język i kulturę. Dzięki temu jest na Śląsku ciekawiej, a czasem – gdy dany neologizm brzmi dla kogoś jak żart – po prostu weselej :)

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama