Sekrety śląskich dworów

Jerzy Ciurlok – znany dziennikarz i humorysta – opublikował właśnie fascynującą książkę, w przystępny sposób przybliżającą sylwetki górnośląskich władców.

Reklama

  mat. prasowy Jednak nie tylko o Górnym Śląsku jest w niej mowa. Praga, Wiedeń, Berlin, Watykan, Budapeszt… – raz po raz autor zabiera nas także na tamtejsze dwory, dowodząc, jak bardzo europejski był przed wiekami Śląsk i jak wiele śladów tamtego dziedzictwa wciąż jeszcze dziś w regionie możemy odnaleźć.

Niezliczone zamki, klasztory, kościoły – wnikliwy czytelnik mógłby na podstawie lektury nakreślić kilka – jeśli nie kilkanaście – szlaków turystycznych, na przewędrowanie których należałoby poświęcić lata.

Wszystko to dowody historycznego i kulturowego bogactwa naszego regionu, o którym często nie mamy pojęcia. Wspomina o tym Leszek Jodliński (były dyrektor katowickiego Muzeum Śląskiego), pisząc we wstępie, że każde otwarcie publikacji Ciurloka jest „wyprawą w stosunkowo mało znane obszary historii Śląska”.

Historii pogmatwanej, skomplikowanej, ale i niezwykle barwnej. Przede wszystkim za sprawą ludzi, którzy ją tworzyli. Autor nie przytacza bowiem wyłącznie suchych faktów o kolejnych bitwach, hołdach lennych i konfliktach terytorialnych, ale uważnie przygląda się także charakterom poszczególnych książąt, kanclerzy, kanoników czy biskupów. To istna galeria oryginałów, przywodząca na myśl postacie ze sztuk Szekspira. Przykładowo: Jan II Dobry zgromadził „bogactwa, o których krążyły opowieści, dorównujące baśniom o skarbach króla Salomona”.

Pozytywnie zaskakuje też fakt, iż Jerzy Ciurlok koncentruje się nie tylko na osobie konkretnego władcy, ale przybliża także losy jego rodzeństwa, żony, dzieci. Historycy często pomijają dokonania kobiet sprzed wie- ków. Tymczasem w „Ich książęcych wysokościach” raz po raz napotykamy wzmianki o wybitnych ksieniach, księżniczkach czy księżnych. Te ostatnie często rządziły same – jako regentki lub, po prostu, jako osoby bardziej energiczne. Tak było np. w przypadku księżnej Barbary, której rządzenie wychodziło lepiej niż jej mężowi, Janowi Oświęcimskiemu.

*

Jerzy Ciurlok, Ich książęce wysokości, Wydawnictwo Silesia Progress 2014 r., ss. 180.

***

Tekst z cyklu Mała Biblioteczka Śląska

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • ludzki tragizm
    24.10.2014 00:07
    Panie Redaktorze Drzyzga, jakie Pan ma kwalifikacje by pisać o historii? W poważnej gazecie recenzję takiej książki powinien napisać zawodowy historyk, specjalizujący się w tematyce, a nie były autor organu RAŚ "Jaskółka Śląska". Ciekawe, że nie napisał Pan, że J. Ciurlok to rzecznik SONŚ, który niedawno zabłysnął na facebooku, pisząc że Polska, tak jak inne państwa narodowe w UE, powinna ulec anihilacji. Jerzy Ciurlok to znany polonofob, co widać także w jego nierzetelnej książce.
  • grandetristesse
    24.10.2014 02:10
    Jak to możliwe, że w katolickim tygodniku chwali się książkę przeciwnika Kościoła katolickiego i libertyna, pana Ciurloka? Żeby to jeszcze była dobra książka, ale nie jest.
  • Jan
    24.10.2014 20:59
    Z rozbawieniem śledzę komentarze pod tym artykułem. Jak to ślicznie po chrześcijańsku flekujecie autora książki. Żeby któryś z Was chociaż ją przeczytał, to znalazłby wiele ciekawych i mało znanych faktów z historii naszego regionu. Cóż, psy szczekają, karawana jedzie dalej.
  • grandetristesse
    25.10.2014 06:18
    Brawo dla fana Ciurloka, który popisał się, oględnie mówiąc, brakiem kultury, przyrównując innych do psów. Jan to zapewne także zwolennik autonomii i narodu, więc nie ma się co dziwić. Ludzie zainteresowani historią powinni czytać książki kompetentnych historyków, na pewno nie teksty dyletantów i propagandzistów jak p. Ciurlok. Książka Ciurloka może się podobać albo osobom nie mającym pojęcia o historii, albo tym, którzy podzielają antypolskie i antyklerykalne poglądy p. Ciurloka
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama