Hanysy wśród stepów

Dwaj Ślązacy wybudowali kościół w północnym Kazachstanie, w mieście Szczucińsk, w pięknym miejscu, gdzie z bezkresnych stepów nagle wyrastają zalesione góry. Ten kościół zostanie pobłogosławiony już w czasie najbliższej pasterki.

Reklama

Tymi Ślązakami są ksiądz Rafał Lar rodem z Brzozowic-Kamienia, dzielnicy Piekar Śląskich, oraz ksiądz Rafał Dąbrowski z Jastrzębia-Zdroju. Obaj księża Rafałowie pracują w parafii św. Abrahama w Szczucińsku. Przed trzema miesiącami ich arcybiskup powierzył im dodatkowo parafię Matki Bożej Fatimskiej w położonym 180 km jeszcze dalej na wschód Stiepnogorsku. W pierwszej parafii proboszczem jest więc ks. Rafał Lar i wikarym ks. Rafał Dąbrowski, a w drugiej... na odwrót. – Czyli nie może ksiądz swojego wikarego za bardzo gnębić, bo się zemści jako księdza proboszcz w Stiepnogorsku? – dopytujemy. – No właśnie! Tak to bywa na misjach – śmieje się ks. Rafał Lar, proboszcz i wikary w jednej osobie. Pod koniec listopada był na urlopie na Śląsku. W czasie naszej rozmowy w Piekarach Śląskich było plus 5 stopni Celsjusza, podczas gdy w Kazachstanie minus 30. Obie jego tamtejsze parafie były już zasypane grubą warstwą śniegu.

Jaką najniższą temperaturę tam przeżył? – Minus 47 stopni. Z tym, że jest tam też sucho, więc w pierwszej chwili myślisz: „Eee, chyba termometr zepsuty”. Dopiero po kilku minutach na dworze czujesz, że jednak jest tak zimno – mówi. Do tego dochodzą słynne burany, czyli śnieżne zamiecie, rozpędzające się do ogromnych prędkości po płaskim jak stół kazachskim stepie. W tym wyjącym, lodowatym wichrze widoczność spada prawie do zera. – Zdarzyło mi się utknąć w czasie buranu na osiem godzin na drodze... Przesiedziałem je wygodnie w uruchomionym ciepłym samochodzie. Zimą wiele osób ginie, więc jest zasada, że jak gdzieś wyjeżdżasz, musisz zatankować do pełna – tłumaczy.

Odkrycie Witalija

Ksiądz Rafał Lar przyjechał na misje do Kazachstanu ponad siedem lat temu. Z początku bywał zaskoczony widząc, w jak ubogich chatkach, czasem wręcz budach, mieszkają tu ludzie; że po wioskach nie ma dróg. Albo że ludzie nalewają wodę do kanistrów bezpośrednio z hydrantów, bo wodociągi nie są doprowadzone do ich domów. Coś dziwiło go jednak jeszcze bardziej. – Jakoś mi było żal tych ludzi, których spotykałem. Wydawało mi się, że są tacy... bez sensu życia – ocenia. Księdza Rafała uderzało, że nawet młodzi, którzy w innych krajach tryskają witalnością, tu narzekają na kiepską edukację i brak perspektyw. Bardzo często brakuje im energii, poczucia sensu życia, ideałów. Przygniatają ich nie tylko ciężkie warunki życia. Problem sięga chyba głębiej. – To jest środowisko postsowieckie. Już nie ateistyczne, ale ciągle bardzo spustoszone duchowo – mówi ksiądz rodem z Piekar. Tym większe wrażenie robią historie mieszkańców Kazachstanu, którzy pośród tego marazmu odkrywają Jezusa i nawiązują z Nim osobistą przyjaźń.

Na przykład 30-letni Witalij przed dwoma laty przyszedł na spotkanie z księdzem ot tak, dla towarzystwa, z kolegą zainteresowanym wiarą, którego dziadkowie byli katolikami. Na kolejne spotkanie kolega z katolickimi korzeniami już nie dotarł, niespodziewanie przyszedł za to Witalij. Mężczyzna zaczął przychodzić na każdą niedzielną Mszę świętą, a później też w tygodniu. Odkrył modlitwę różańcową i zakochał się w niej. – Z każdym pytaniem przyjeżdżał i prosił o wytłumaczenie. To było aż męczące – śmieje się ks. Rafał. Witalij ma wielu przyjaciół, pracuje na kierowniczym stanowisku. Dopiero po pewnym czasie chodzenia do kościoła, w czasie rekolekcji Ruchu Czystych Serc, dowiedział się, że seks przed ślubem jest grzechem. A ponieważ miał już wtedy bardzo silne pragnienie, żeby w jego życiu wszystko było na sto procent zgodne z wolą Bożą, po powrocie do domu nie umiał zasnąć, bo mieszkał wtedy ze swoją dziewczyną.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama