Inne spojrzenie na Katowice

Miejskie legendy Witolda Turanta.

Reklama

Wbrew tytułowi i okładce, „Przygoda na Tylnej Mariackiej” to zbiór opowiadań, których głównym bohaterem są Katowice w znacznie szerszej perspektywie przestrzennej i czasowej. I to bohaterem o niezliczonej ilości twarzy, trudnym do zdefiniowania, ukazującym się ciągle w nowych odsłonach.

Autor tomiku, Witold Turant – śląski dziennikarz, eseista i poeta – pisze we wstępie, że każde miasto – nawet zabiegany i skomercjalizowany Nowy Jork – ma swoje legendy. I dlatego z konsekwencją odsłania przed czytelnikami te katowickie. Mniej lub bardziej prawdopodobne (bo przecież takie właśnie są legendy), za to zawsze niezwykle barwne, pełne uroku, a niejednokrotnie także sentymentu wobec tego, co minione.

W opowieściach, które Turant snuje, ożywają czasy przedwojennej świetności miasta, kiedy polska inteligencja przybywała licznie na Śląsk, by zasiedlać katowickie wille przy ul. Zajączka, w letnie dni spotykano się na zawodach jeździeckich, w których brała udział kawaleria, a czas płynął zupełnie innym, nieznanym nam już rytmem. Ale i późniejsze, utrwalone przez autora czasy wojennej okupacji, czy peerelowskiej rzeczywistości obfitują w zdarzenia nie mniej ciekawe – czasem niemal metafizyczne, czasem zupełnie przyziemne.

Na pozór proste historie ukazują skomplikowane losy ludzi, których pochodzenie – śląskie, polskie lub niemieckie – zależnie od momentu historycznego, bywało przyczyną nieszczęść i trudności. Jednocześnie wynikające z owego współistnienia bogactwo kulturowe ukształtowało genius loci Katowic.

A wyobraźnia Turanta nie zna granic: nad współczesnymi ulicami Załęża unoszą się anioły z Bronxu, Jazon P. jest lokalnym gangsterem, który po złote runo wyprawia się w okolice Kaukazu, a na Tylnej Mariackiej może zdarzyć się niemal wszystko. Nawet poluje się w Katowicach na białe wieloryby. Wystarczy tylko uważnie patrzeć, nie dając się omamić oczywistościom: wnikliwy obserwator dostrzeże, że uniwersytet jest jak port w Nantucket, a rynek i jego okolice przypominają Spitsbergen.

Mity założycielskie są równie imponujące. Turant przekonuje, że Katowice nie powstałyby, gdyby nie skarb templariuszy i wrodzone skąpstwo Szkotów, nazwę zaś nadał miastu przed wiekami irlandzki mnich, przeklinając okoliczne, barbarzyńskie w jego mniemaniu obyczaje i determinując losy miasta na długo zanim powstało.

Katowice, zamknięte w opowieściach Turanta, nie są ani brzydsze, ani piękniejsze od innych miast. I wcale nie są od nich ważniejsze. Ale z pewnością są prawdziwe, głównie za sprawą żyjących i umierających tutaj ludzi, których losy – jak pisze autor – były typowo śląskie, a więc zagmatwane. To oni tworzyli i nadal tworzą miejskie legendy, a Turant jedynie na nowo je ożywia. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że wydarzyły się naprawdę.  

*

Witold Turant, Przygoda na Tylnej Mariackiej, wyd. Branta, 2009.

***

Tekst z cyklu Mała Biblioteczka Śląska

 

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama