Z tęsknoty za nieistniejącą ojczyzną

Zbigniewa Kadłubka listy pisane z Rzymu.

Reklama

„Listy z Rzymu” Zbigniewa Kadłubka to jedna z najważniejszych śląskich książek ostatnich lat, a także – choć rzadko zdarza mi się to mówić – absolutnie obowiązkowa lektura dla każdego, komu Śląsk nie jest obojętny.

I to wbrew pozorom wcale nie dlatego, że to książka napisana po śląsku, w dziwacznym jynzyku, kerego som niy znom i kery ni mo żodnych reguł, jak pisze sam Kadłubek, choć to argument nie do przecenienia. To pozycja wyjątkowa i nieporównywalna z żadną inną, bo o Śląsku traktuje z odległości, z zupełnie odmiennej – bo śródziemnomorskiej – perspektywy.

Jakże mocno musi kochać ten Śląsk Kadłubek, skoro myśli o nim nawet w kawiarni w Galeria Borghese, w bliskim sąsiedztwie świętego Hieronima pędzla Caravaggia! I jak strasznie musi mieć go dość, gdy pisze: chciołbych być niy-ze-Ślonska. I niynawidza mojego życio na tym świecie…

A jednak wie, że to niemożliwe, że swojej tożsamości wyzbyć się nie można i nie można się jej zaprzeć, bo jak wyznaje: Ślonsk je mojom religjom, mojom krwjom, kronży wy mje. Spacerując pomiędzy starymi kamieniami na Forum Romanum, gubiąc się pośród laterańskich krużganków i poddając się dyskretnemu urokowi Parioli, nie dostrzega przecież nagle piękna porzuconego Śląska. W tych okolicznościach to niemożliwe. A jednak właśnie tam, w Rzymie, w kolebce europejskiej cywilizacji, skąd wszystko się wywodzi – a więc także to, co śląskie – powraca do myślenia o swojej ojczyźnie. Trudna do przyjęcia, dziwna ta ojczyzna, bo nieistniejąca. Więc w chwilach uniesień snuje Kadłubek marzenia: o napisaniu wielkiego traktatu silezjologicznego, swoistej encyklopedii śląskiego istnienia; o ostatecznym ukazaniu światu, że Śląsk to pełnia życia. Ale nachodzą go i chwile zwątpienia, gdy konstatuje ze smutkiem, stojąc na placu świętego Piotra, że po śląsku papież nigdy nikogo pozdrawiać nie będzie.  

Kadłubek udowadnia swoimi listami – choć jestem przekonana, że jego celem nie było nikomu niczego dowodzić – że po śląsku można pisać o sprawach wzniosłych, najważniejszych, że można w tym języku filozofować, rozważać kwestie religijne, kreślić najpiękniejsze miłosne wyznania. Że można na śląski tłumaczyć wszystko: nawet myśli Nietzschego – i to w taki sposób, by zachowały swoją moc – i poezję Ezry Ponda, która po śląsku brzmi równie przejmująco.

Wydawca: Silesia Progress   Wydawca: Silesia Progress Do kogo kieruje Kadłubek swoje listy? Adresatki pozostają tajemnicze – i to zarówno te skryte za włoskimi czułostkami – Carissima, Bellissima – jak i te wymienione z imienia i nazwiska – Oriana Fallaci czy Rosanna Mezzapesa. Dlaczego to do nich pisze poufałe listy, dlaczego wplata wyznania miłosne między filozoficzne rozważania? A może to jednak nie kobiety są w tych listach najważniejsze, tylko to, co się za ich imionami kryje? Śląska ojczyzna, literatura, Roma – wszystkie jednakowo ukochane, wzgardzone, utracone, podziwiane.  

Dlatego właśnie o Śląsku pisze z Rzymu. Bo skąd, jeśli nie z samej caput mundi ma głosić, że Śląsk istnieje, że jest tak samo europejski jak każdy inny zakątek Starego Kontynentu?  

***

Tekst z cyklu Mała Biblioteczka Śląska

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama