Dyskretny urok Śląska

Jedziemy późną nocą drogą wiodącą z Opawy do Raciborza. Małe miasteczka drzemią przy drodze – podobne do siebie w swoim dyskretnym pięknie.

Reklama

Dyskretnym, bo opartym na schludności i wycofaniu. I naraz widok wyrywa nas z letargu. Droga zakręca i naszym oczom ukazuje się strzelista gotycka budowla, kościół, który swym rozmiarem i majestatem nie przystaje do maleńkiej miejscowości, w której jesteśmy. Bo Sudice zamieszkuje 671 mieszkańców, 671 Ślązaków żyje w szerokim cieniu bazyliki, którą wyśnił sobie przed stu laty Josef Seyfried. Bez jego wizjonerstwa Kraik Hulczyński byłby mniej wyrazisty, mniej zaskakujący.

Sudice to taki Śląsk w miniaturze – coraz bardziej jestem o tym przekonana – nieoczywisty, pełny dumy i rozmachu, choć traktowany z pobłażaniem. Obudowany stereotypami tak szczelnie, że trudno dostrzec jego prawdziwy urok.

Tenże urok jest punktem wyjścia (o)powieści autorstwa Evy Tvrdej, która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Silesia Progress, jako kolejna cegiełka serii Canon Silesiae Śląskie Dzieje. W „Dyskretnym uroku Śląska” autorka zaprasza nas do sąsiadującej z Sudicami wsi – do Rohova – miejscowości ani mniej, ani bardziej ciekawej niż inne śląskie osady. 

Rohov jako część Kraiku Hulczyńskiego do 1724r. znajdował się w granicach monarchii habsburskiej, jednak w wyniku wojny prusko-austriackiej został przyłączony do Prus. Wpłynęło to na jego odmienny od reszty czeskiej części Górnego Śląska rozwój, na większe zaawansowanie ekonomiczne i kulturalne. Mimo protestów mieszkańców, na mocy traktatu wersalskiego został przyłączony do Czechosłowacji, w 1938 r. stał się częścią III Rzeszy, a od 1945r. pozostaje w granicach najpierw Czechosłowacji, a obecnie Republiki Czeskiej. 

Myśląc o Rohovie trzeba przywołać zniszczenia z czasów wojny trzydziestoletniej, rozdarcie między narodami, naznaczenie kolejnymi językami. Bo przecież tutaj niemiecki wypierał morawski, by potem czeski wypierał niemiecki. Czeski, który przecież był niezrozumiały dla mieszkańców Kraiku Hulczyńskiego po ponad dwustu latach oderwania. Tenże Rohov po przyłączeniu do Czechosłowacji opuściło 83 obywateli, wyjeżdżając do Niemiec, a pozostali w większości deklarowali narodowość niemiecką. Potem przyszła II wojna światowa, która dla Rohova oznaczała ponad połowę domów spalonych bądź zniszczonych, 11 zabitych, 35 poległych na froncie.

Dlaczego o tym piszę, zamiast pisać o książce? Bo właśnie o tym jest ta książka. Nie o Rohovie, ale o każdym ze śląskich miasteczek jednocześnie. Bo każde z nich jest częścią Śląska, który „zawsze był ziemią nikogo i każdego. Zależał tylko od tych, którzy starali się tutaj żyć”. Bo ich losy są tak różne, Wydawnictwo Silesia Progress   Wydawnictwo Silesia Progress choć tak do siebie podobne. Tak samo niesprawiedliwe, zapomniane, wzruszające i rzadko wychodzące na światło dzienne. Eva Tvrdá postanowiła to zmienić – nic dziwnego, że jej książka stała się bestsellerem. Wzruszające historie ludzkiej niedoli zawsze chwytają za serce. Ze Śląskiem jest podobnie – w milczeniu cierpi i w milczeniu roztacza swój urok. Zawsze dyskretny, ale jednocześnie taki, który nie pozwala przejść obok obojętnie. 

Zresztą nawet gdybyśmy próbowali – nie sposób. Wystarczy pojechać nocą pod kościół w Sudicach, pogrążyć się w jego cieniu, spojrzeć na nagrobki, na których przeplatają się w zgodnym wiecznym spokoju nazwiska austriackie, pruskie, czeskie, śląskie, otoczyć wzrokiem uśpione miasteczko, którego tożsamości nie sposób określić… Ten dreszcz, który wówczas poczujemy, nie będzie miał nic wspólnego z chłodem, obiecuję.

***

Fragment książki można przeczytać tutaj

Tekst z cyklu Mała Biblioteczka Śląska

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama