Piękna historia

Przełom wieku XIX i XX. Paryskie, wiedeńskie i berlińskie kawiarnie… - wiedzieliśmy je setki, jeśli nie tysiące razy na filmach, pocztówkach, rycinach, czy akwarelach. Szyk, elegancja, blichtr, styl – jednym słowem „klimat”!

Reklama

Kto by się spodziewał, że i Katowice przed dekadami miały do zaoferowania coś podobnego swoim mieszkańcom oraz odwiedzającym miasto przyjezdnym.

- Dwa hotele na krzyż, a my, niepoprawni regionaliści, znowu będziemy przedstawić je jako perły architektury i ósme/dziewiąte cuda świata – pomyślałem, słysząc, że Muzeum Historii Katowic zamierza wydać książkę o dawnych hotelach, karczmach, restauracjach i kawiarniach miasta leżącego nad Rawą. Jakież było jednak moje zdziwienie, kiedy publikacja autorstwa Jadwigi Lipońskiej-Sajdak wreszcie trafiła w moje ręce. Okazuje się bowiem, że niegdysiejsze katowickie lokale rzeczywiście miały w sobie to magiczne parysko-wiedeńsko-berlińskie „retro-coś”, tak pięknie pokazane jakiś czas temu w oscarowym filmie „Grand Hotel Budapest”.

Szkoda, że nagrodzony czterema statuetkami Akademii obraz w reżyserii Wesa Andersona nie został zatytułowany „Grand Hotel Wiener”. Mieliśmy taki w Katowicach (dziś znajduje się tam stara siedziba Muzeum Śląskiego).

Wiedeńscy architekci projektowali wnętrza tutejszych lokali, włoski cukiernik Ubmerto Dalasta prowadził słynną lodziarnię „Wenecja”, zaś koncerty dawali Johann Strauss syn, orkiestra Benjamina Blisa z Berlina, czy kwartet smyczkowy z Florencji.

To jednak tylko słowa. Pięknie się o tym wszystkim czyta, ale czy rzeczywiście tak było? Czy autorka książki „Pod złotą gwiazdą. Karczmy, hotele, restauracje, kawiarnie dawnych Katowic” i cytowani przez nią publicyści (m.in. Anton Oskar Klaussmann i Wilhelm Szewczyk), nie mitologizują i koloryzują zbytnio tego, co było i minęło dawno, dawno temu?

Otóż nie. Dowodem niezliczona ilość fotografii, które znalazły się w tym książkowo-albumowym wydawnictwie. Wnętrza takich lokali jak „Bagatell”, „Skalla”, „Charlotte”, „Astoria”, „Atlantic”, „Vier Jahreszeiten”, czy „Troccadero” były imponujące. Dziś próżno szukać podobnych w Katowicach.

Pierwsze, nieśmiałe próby powrotu do tamtych złotych czasów co prawda są (przykładem otwarta jakiś czas temu „Cafe Kattowitz”), ale - jak pisze Jadwiga Lipońska-Sajdak - „najtrudniej sięgać do tradycji, której już nikt nie pamięta”.

Jak to dobrze, że publikacja jej autorstwa pamięć tę próbuje nam i miastu przywrócić…

*

Wszystkie śląskie felietony autora znajdziesz tutaj

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama