Ona

Gdy idzie o filmy wszech czasów, najłatwiej wskazać klasyki. Dzieła, które od dekad krytycy i filmoznawcy opisują i uznają za dzieła wybitne.

Reklama

  mat. prasowy Trudniej jest z produkcjami powstałymi w latach ostatnich. Brak nam należytego dystansu. Nie bardzo wiemy czy dany obraz dobrze oddaje ducha naszych czasów, bo i sami nie potrafimy zdefiniować, w czym ów duch się przejawia.

Być może za swoisty temat przewodni ostatnich dwóch dekad uznany zostanie internet, kwestie wirtualnej rzeczywistości i tego, w jaki sposób ludzie ustosunkowują się do niej. O tym był przecież słynny „Matrix” braci Wachowskich. O tym jest także „Ona” Spike’a Jonze’a – film nagrodzony m.in. Oscarem i Złotym Globem za najlepszy scenariusz.

Punkt wyjścia opowiedzianej w filmie historii jest następujący: samotnie żyjący Theodore Twombly zakochuje się w swojej… wirtualnej asystentce, czyli tak naprawdę w głosie systemu operacyjnego, własnego, sztucznie inteligentnego już komputera.

Science-fiction? Nie do końca, o czym wiedzą wszyscy użytkownicy Siri – „e-gadającej” aplikacji firmy Apple. W filmie Jonze’a widzimy (a właściwie słyszymy) jej bardziej zaawansowaną technicznie wersję.

Reżyser i zarazem scenarzysta, portretuje tu jednak przede wszystkim człowieka naszych czasów. Uzależnionego od gier komputerowych samotnika, który niemal kompletnie zrezygnował z prawdziwych relacji, wybierając uciechy wirtualnego świata.

- Nie potrafisz dać sobie rady z prawdziwymi emocjami! – krzyczy na niego była żona i chyba trafia w sedno. Theodore rzeczywiście nie potrafi się pozbierać po rozstaniu. Łatwiej idzie mu w wirtualu, niż w realu. Woli czaty od prawdziwych rozmów i grę (w której można wcielić się w mamę karmiącą i dowożącą do szkoły dzieci), od obowiązków z jakimi wiąże się założenie prawdziwej rodziny. Rozmowy, następnie przyjaźń, a na końcu związek z wirtualna asystentką wydają się więc być spełnieniem jego marzeń.

Jego – owszem. Ale nie owej e-asystentki, mówiącej głosem Scarlett Johnson. Ta sztucznie inteligentna aplikacja fantazjuje bowiem o posiadaniu ludzkiego ciała. Wyszukuje nawet surogatkę, która ma ją niejako reprezentować w relacji z Theodorem. Niestety, bohater nie jest przekonany co do tego pomysłu, czym naraża zarówno się surogatce z krwi i kości, jak i aplikacji z zer i jedynek.

Filmowi (choć jest w nim odrobina wspomnianego już science-fiction), najbliżej chyba do konwencji komedii romantycznej, czy melodramatu. Przedziwne to love story, ale przecież przedziwne są także i nasze czasy oraz nasz stosunek do komputerów, smartfonów i innych gadżetów, które miały czynić nasze życie lepszym, prostszym, a tymczasem bardzo często dodatkowo nam je komplikują.

Podsumowując: kawał znakomitego kina! Warto sobie przypomnieć właśnie ten film przed tegorocznymi Oscarami.  

*

Miałem dla Państwa egzemplarz filmu "Ona" na płycie DVD. Zadanie konkursowe było następujące: należało wymienić tytuł innego filmu, wyreżyserowanego przez Spike'a Jonze'a. Film otrzymuje:

Barbara Guździoł z Poznania

Gratuluję. Płytę DVD prześlemy pocztą.

***

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FILM, KULTURA, SZTUKA

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama