Nowość i wątpliwość

Niedawno obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Z tej okazji na rynku wydawniczym pojawił się kolejny, trzeci już tom, z przygodami kómisorza Hanusika.

Reklama

Kultowy śląski detektyw, jak zwykle zmaga się ze znanymi z folkloru stworzeniami (m.in. z Meluzyną, diobłym-Godulą, czy bieruńskimi utopcami). Jest dowcipnie, szprytnie, a do tego gyszpan, co znaczy że książka „Kómisorz Hanusik i Sznupok” trzyma w napięciu, niczym klasyczny film Hitchcocka, który przecież też był Ślązakiem :)

Moja wątpliwość dotyczy języka, jakim pisze autor. Z jednej strony literacka śląszczyzna Marcina Melona jest imponująca. Ilość richtig śląskich słów, pojawiających się w tekstach tego wyjątkowo utalentowanego pisarza, może być jednym z koronnych dowodów na to, że śląski jest osobnym językiem, a nie tylko gwarą, czy dialektem. Ale z drugiej strony większość Ślązaków, którym daję Hanusiki do poczytania, bardzo szybko rezygnuje z lektury. Coś im tam nie gra. – Na codziyń żodyn tak niy godo – to zdanie słyszę najczęściej.

Być może my wszyscy, próbujący czasem pisać po śląsku, popełniamy ten sam błąd, który kilkaset lat temu popełnili Czesi. XVIII-wiecznym kodyfikatorom ówczesny język czeski wydał się zbyt potoczny i za wzorzec obrali sobie język XVI-wiecznej Biblii Kralickiej. I do dziś inaczej się w Czechach mówi, a inaczej pisze, czy przemawia publicznie, zaś pierwszym obcym językiem, jakiego Czech uczy się w szkole jest język… czeski.

Poprawną, znaną z radia, czy telewizji czeszczyzną, mówią wyłącznie egzotyczne pary (np. student z Erytrei i studentka z Mongolii, którzy poznali się na studiach w Pradze, pobrali i już w Czechach zostali – żartował swego czasu językoznawca Karel Oliva. Wywiad, w którym o tym mówi – po czesku – można zobaczyć tutaj).

Czy przypadkiem na Śląsku nie grozi nam to samo? Czy nie przesadzamy z archaizmami? Czy nie lepiej byłoby uważniej wsłuchiwać się we współczesno godka i to nad nią pracować, niż cofać się językowo do początku XX wieku albo jeszcze dalej?

Ostatnio odnoszę wrażenie, że promowanie godki lepiej wychodzi śląskim youtuberom. Takich vlogerów, jak DoZik99, czy Niklaus Pieron ogląda i słucha się całkiem przyjemnie. Naturalni, bardziej autentyczni, prawdziwsi… Zwłaszcza Niklaus ma w sobie „to coś”. Zresztą proszę zerknąć w zamieszczone poniżej video, w którym najsłynniejszy bytomski youtuber uczy śląskich słów.

*

Miałem dla Państwa egzemplarz książki „Kómisorz Hanusik i Sznupok”. Tym razem pytałem o Państwa ulubione śląskie słowo. Nagrodę wylosowała:

Teresa Nieradzik z Ornontowic

Gratuluję, Hanusika prześlemy pocztą.

 

Niklaus Pieron ŚLĄSKIE SŁOWA NA DZIŚ #1

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • MBTM
    13.03.2016 09:32
    Oczywiście zgadzam się z Panem, że niektórzy w odróżnianiu gwar śląskich od polszczyzny, wracają do słów których nasze babcie nie znają, mieszają wszystkie bardzo lokalne słowa, bo przecież gwar śląskich jest tak wiele, że w dzielnicy Bytomia używa się słów, których nie zna sąsiednia dzielnica czy miasteczko. Przykład?, radzionkowski "satelit",do 1998 roku dzielnica Bytomia, dziś osobne miasteczko, a poza Radzionkowem nikt tego słowa nie zna. Rodzi się więc pytanie, po co kodyfikować, czyli mordować tą różnorodność, lokalność, koloryt gwar śląskich?. Po co wymyślać alfabet z literami z obcych alfabetów, albo wymyślonych przez nieznanego autora?.

    Będąc kiedyś w Szwabii w Niemczech, miałem okazję usłyszeć dialekt o istnieniu którego nie miałem pojęcia, nikt nie myśli o kodyfikowaniu tej gwary, nikt nią nie pisze, a jest znacznie żywotniejsza poza Stuttgartem niż nasza gwara. To wola użytkowników jest jedynym sposobem na uratowanie gwar, a nie jakieś sztuczne tworzenie konlangów.


Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama