Wigilijne tradycje i „Moczka a la Bojdoł”

O Śląsku, godaniu po śląsku i nie tylko… - przedświąteczna rozmowa Piotra Drzyzgi z Martą Bojdoł.

Reklama

Ostatnio w naszej regionalnej publicystyce sporą popularnością cieszy się określenie „nowi Ślązacy”. W środowisku akademickim mówi się o „nowym regionalizmie”. I słusznie, bo Śląsk w XXI wieku jest już zupełnie inny. Familoki i górnicze szyby już nie definiują tego regionu. Fusbal też już chyba coraz mniej (wiadomo, jak dziś wygląda np. stadion Śląski).

Za to katowicki Spodek bardzo często nazywany jest mekką polskiej siatkówki. Bo coś jest w tej siatkówce, że lepiej pasuje do naszych czasów. To sport bardziej widowiskowy, szybszy, a i kibicowsko atrakcyjniejszy.

Stąd też pomysł, by przed Świętami porozmawiać z Martą Bojdoł – siatkarką i tyską bizneswoman o typowym śląskim nazwisku, która jednak już po śląsku nie godo. Ale rodzice godają.

- No właśnie, jak to się stało, że oni godają, a Ty z siostrami już nie? 

- Hmm dobre pytanie :) Rodzice po prostu od początku uczyli nas mówić czysto po polsku i tak już zostało. Może też dlatego żebyśmy nie miały problemów w szkole z językiem polskim. Pamiętam, że w podstawówce miałam koleżankę, która używała tylko i wyłącznie gwary śląskiej i przez to była wyśmiewana i szykanowana przez rówieśników. Może rodzice chcieli nas też uchronić przed takimi sytuacjami. Nie wiem…

Kolejnym powodem chyba jest to, że urodziłyśmy się w innych czasach niż nasi rodzice. I te tradycje (m.in. gwara śląska), nie są już tak mocno przekazywane z pokolenia na pokolenie, jak kiedyś. Choć znam osoby, które bez problemu w domu godają, a w pracy czy w szkole mówią czysto po polsku. U nas w domu akurat tak się utarło, że rodzice godają, a moje siostry i ja mówimy, bo tak zostałyśmy nauczone.

U mnie w rodzinie tak jest z 8-letnią siostrzenicą. Właściwie ino jo do niej godom po śląsku. Rodzice i dziadkowie używają przede wszystkim polszczyzny… Wspomniałaś o tradycjach (przekazywanych i nie przekazywanych z pokolenia na pokolenie). Co jako pierwsze przychodzi Ci do głowy, gdy słyszysz hasło „śląskie tradycje”? 

Ale u mnie właśnie najśmieszniejsze jest to, że np. tata do mnie godo, a ja mu odpowiadam czystą polszczyzną. A jeśli chodzi o tradycje, to pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to święta Bożego Narodzenia, a głównie potrawy na wigilijnym stole.

U nas na stole nie ma np. pierogów (zawsze się śmieję, że pierogi to ja mogę sobie zjeść na co dzień, a nie w Święta). U nas króluje moczka. Choć też zauważyłam, że w wielu śląskich domach rożnie się ją przygotowuje. Moja mama robi tę zupę z kawałków ryby i bakalii, wiec u nas jest ona na słodko. Słyszałam, że niektórzy jedzą ją na deser, ale u mnie spożywa się ją jako pierwsze danie główne na wigilii.

Do niedawna była to jedyna zupa, która gościła na stole świątecznym u nas w domu, dopiero od jakiegoś czasu wkradł się też barszcz z uszkami, ale to ze względu na męża mojej siostry. Co jakiś czas spędzają wigilię z nami, a u niego w domu barszcz jest tradycją, więc moja mama też zaczęła go robić. Na początku tylko okazyjnie, a teraz już na stałe zagościł na naszym stole.

Słyszałam, że w niektórych częściach polski są krokiety, a nawet bigos, czy kapusta z grochem. U nas jest kapusta z grzybami i kilka sałatek. No i oczywiście karp. Niestety zwyczaj jedzenia moczki też powoli zanika w mojej rodzinie. Ja tę tradycję będę kontynuować, bo uwielbiam tę zupę, ale moje siostry niestety niekoniecznie. No i oczywiście na naszym świątecznym stole nie może zabraknąć makówek!

Kolejną świąteczną potrawą jest kompot z pieczek, za którym niekoniecznie przepadam, ale zawsze dla tradycji napiję się odrobinkę.

Czasem mówi się, że śląskość to inność, odrębność, inna mentalność. Masz na ten temat jakieś zdanie? Czujesz się inna? A może to tylko taki stereotyp i nie widzisz wielkiej różnicy między Hanysami i Gorolami? Jak właściwie jest?

Nie, ja absolutnie nie czuję się inna. Natomiast zauważyłam, że Ślązacy są większymi tradycjonalistami, niż osoby spoza Śląska. To jedyna różnica, którą spostrzegłam, a reszta to, tak jak mówisz, tylko stereotypy.

A co po świętach? W nowym roku? Jakie plany siatkarskie, życiowe, zawodowe?

Z planów to w pierwszej kolejności ślub i powiększenie rodziny, w miedzyczasie remont mieszkania. Jeśli chodzi o pracę to oczywiście ciągły rozwój zawodowy, poszerzanie działalności. Co do sportu to niestety obecny sezon jest moim ostatnim, ponieważ w przyszłym roku mam zamiar zakończyć moja przygodę z siatkówką.

To może na koniec podzielisz się z naszymi Czytelnikami przepisem na „Moczka a la Bojdoł”. Co Ty na to?

Proszę bardzo:

Składniki:

Marchew
Pietruszka
Seler
Piernik do ryby
2-3 łyżki masła
2 łyżki mąki pszennej
Karp
Rodzynki
2-3 szklanki wywaru z suszonych śliwek
Ocet
Cukier
Pieprz
Sól

Przygotowanie: warzywa gotujemy i wyciągamy z wody. Robimy zasmażkę z mąki i masła, a następnie dodajemy do wywaru z warzyw. Piernik moczymy w zimnej wodzie.

Rozmoczony piernik, rodzynki i wywar ze śliwek dodajemy do wywaru. Musi powstać konsystencja żurku.

Przyprawiamy octem i cukrem do uzyskania kwaśno-słodkiego smaku. Na końcu dodajemy wcześniej osolone kawałki karpia. Całość gotujemy, ale nie doprowadzamy do wrzenia. Następnie doprawiamy do smaku pieprzem i solą.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama