Lekki film o wojnie

Coś nam zgrzyta w tym zdaniu, prawda?

Reklama

A właśnie taki jest „Whiskey Tango Foxtrot” – kolejny obraz, który wspólnie wyreżyserowali Glen Ficarra i John Requa.

Niby nic nowego. Wszak duet ten słynie z filmów, które trudno uznać za jednogatunkowe. W „Złym Mikołaju”, do którego napisali scenariusz, bohaterem rzekomo familijnej, świątecznej komedii był pijak i degenerat. W „Kocha, lubi, szanuje” błahą komedię romantyczną pożenili z nieco poważniejszym kinem obyczajowym.

W „Whiskey Tango Foxtrot” jest podobnie. Do ogarniętego wojną Afganistanu przybywa mało doświadczona, amerykańska dziennikarka, która za wszelką cenę chce wykorzystać daną jej szansę. Postanawia wykazać się przed właścicielami stacji telewizyjnej, w której pracuje i zdobyć materiał, dzięki któremu zostanie zapamiętana. Niestety, medialna rzeczywistość wygląda tak, że sensacyjny reportaż z jednego dnia, najczęściej, po upływie 24 godzin, staje się zamierzchłą historią i trzeba szukać kolejnego gorącego tematu. A później kolejnego, i kolejnego, i kolejnego…

Bohaterka (grana przez Tinę Fay) rzuca się więc w wir pracy, narażając przy tym życie własne i innych (towarzyszących jej ochroniarzy, żołnierzy). To ciekawy wątek – ukazujący specyficzną mentalność ludzi mediów, a w szczególności reporterów i korespondentów wojennych.

Życie w ciągłym napięciu. Przebywanie w pobliżu frontu, a czasem nawet na pierwszej linii ognia… - wszystko to muszą oni jakoś odreagować. To oczywiste. I w kinie wojennym widzieliśmy wielokrotnie rozmaite sposoby radzenia sobie ze stresem. Najczęściej bohaterowie sięgają wtedy po to, co najłatwiejsze i działające najszybciej, czyli narkotyki, alkohol, czy seks. Tu jest podobnie, tyle tylko, że sekwencjom ukazującym balangi dziennikarzy przebywających w Afganistanie brak dramatyzmu.

Nawet przez chwilę nie czujemy, że uczestniczą w nich, przede wszystkim po to, by się znieczulić i zapomnieć o grożących im niebezpieczeństwach. To, co oglądamy na ekranie to takie kampusowe imprezki amerykańskich studentów, na których królują niewybredne żarty, rynsztokowy język i zabawa na całego.

Twórcy niepotrzebnie przeskakują z kina poważniejszego do świata komedii młodzieżowej. W filmie z ambicjami robi się nagle niesmacznie. Szkoda. Gdyby trzymać się tonacji serio, pomieszanej z groteską, byłby to naprawdę świetny film. Zwłaszcza, że na drugim planie brylują Alfred Molina i Martin Freeman.

Ten pierwszy jako „cywilizowany Talib w garniturze”, ten drugi, jako szkocki dziennikarz, podkreślający swoją narodowość nie tylko wrodzonym, silnym akcentem językowym, ale także szalikiem Celticu Glasgow, z którym nigdy się nie rozstaje. Te dwie postacie, absurdalnością swych zachowań, bardzo przypominają dziwaków z filmów braci Coen.

Świetna jest także sekwencja odbijania zakładnika z rąk porywaczy (w takiej chwili na ścieżce dźwiękowej pojawia się szlagierowe „Without You”? Tarantino lepiej by tego nie wymyślił!).

*

Film ukazał się u nas na płytach DVD. W piątek, 17 lutego będzie go można także obejrzeć na antenie stacji HBO. Emisja o godz. 16:10.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama