Ciągle szukają?

Gdziekolwiek się pojawią, zapełniają stadiony, a swój koncert zamieniają w gigantyczny show. Właśnie mija 30 lat od wydania „The Joshua Tree” – zdaniem wielu najważniejszej płyty w historii zespołu U2.

Reklama

Z tej okazji grupa wyruszy na amerykańską i europejską trasę koncertową, trwającą od 12 maja do 1 sierpnia. W Europie wystąpi w: Londynie, Berlinie, Rzymie, Barcelonie, Dublinie, Paryżu, Amsterdamie i Brukseli. Ze względu na duże zainteresowanie w niektórych miejscach zdecydowano się zorganizować po dwa koncerty, jednak i tak większość biletów została już wyprzedana.

Rock’n’duch

Na czym polega fenomen U2? Składa się na niego kilka elementów. Oprócz powodów stricte muzycznych, takich jak specyficzna technika gry The Edge’a na gitarze czy umiejętność komponowania chwytliwych melodii, są też inne, równie ważne. Bo U2 to specyficzne połączenie rock’n’rolla, polityki i duchowości. Ich teksty zawsze były o czymś, dlatego trafiały do ludzi, którzy w muzyce szukają nie tylko miłych wrażeń dźwiękowych. Można lubić albo nie lubić tego zespołu, ale na pewno nie można o nim powiedzieć, że jest sztucznie wykreowanym produktem. To grupa, która z jednej strony wypracowała swój własny styl, z drugiej – nie zasklepiła się w nim, stale poszukiwała świeżych brzmień. Zawsze kiedy wydawało się, że wiemy już, czym jest U2, zespół zaskakiwał czymś nowym, co burzyło przyzwyczajenia słuchaczy.

Zaczęli grać razem w 1976 r., ale pod nazwą U2 występują od 1978 r. Wtedy też ustabilizował się skład: Bono (śpiew), The Edge (gitara), Adam Clayton (gitara basowa) i Larry Mullen Jr. (perkusja), który niezmieniony przetrwał do dziś – co na rynku muzycznym stanowi zjawisko niemal niespotykane i z pewnością jest także jedną z przyczyn sukcesu grupy. To, co dziś nazywamy stylem U2, kształtowało się stopniowo. Po nieco młodzieńczych albumach „Boy” i „October” przyszedł czas na „War” (1983), na którym gitara The Edge’a zaczyna już w charakterystyczny dla siebie sposób odcinać jak maszyna drobne wartości rytmiczne. Wielu gitarzystów będzie potem naśladować jego technikę gry. Na „War” pojawiły się też po raz pierwszy mocniejsze akcenty polityczne w postaci piosenek: „Sunday Bloody Sunday”, odnoszącej się do Krwawej Niedzieli z 1972 r. w Irlandii Północnej, i „New Year’s Day”, zainspirowanej ruchem Solidarności i wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce. Jednak kwintesencją stylu irlandzkiej grupy jest o cztery lata późniejszy album „The Joshua Tree”, będący też jej największym, jak dotąd, komercyjnym sukcesem. Do tej pory sprzedało się ponad 16 milionów egzemplarzy tej płyty.

Drzewo Jozuego

Wystarczy spojrzeć na tytuły trzech pierwszych utworów na tym krążku, żeby choć po części zrozumieć fenomen jego popularności. „Where the Streets Have No Name”, „I Still Haven’t Found What I’m Looking For” i „With or Without You” to nieśmiertelne hity, evergreeny U2. Jest w nich to wszystko, czego oczekujemy od dobrej piosenki: melodia, energia, szczerość, prostota, ale i brzmieniowe smaczki, a przy tym wszystkim – spory ładunek duchowej refleksji:

Wierzę w nadejście Królestwa Kiedy wszystkie kolory stopią się w jedno Stopią się w jedno Ale tak, ciągle biegnę Rozerwałeś więzy Rozluźniłeś kajdany Niosłeś krzyż mojego wstydu Mojego wstydu – wiesz, że w to wierzę Ale wciąż nie znalazłem Tego, czego szukam

Warto zwrócić uwagę, że U2 to bodaj jedyny zespół rockowy o takiej skali popularności wprost odwołujący się w tekstach do chrześcijaństwa. Sam tytuł „The Joshua Tree”, choć wieloznaczny, ma również konotacje chrześcijańskie. Dosłownie oznacza „drzewo Jozuego” – to angielska nazwa jukki krótkolistnej, czyli rośliny z rodziny agawowatych, występującej głównie na terenach pustynnych w USA. Album jest bowiem przede wszystkim zainspirowany Ameryką, a właściwie jej dwiema wizjami: „mityczną” i „faktyczną” (pierwotnie miał nawet nosić tytuł „Two Americas”, czyli „Dwie Ameryki”). Z drugiej strony „Joshua” to przecież także „Jeszua”, czyli Jezus. Oba biblijne imiona – Jozue i Jezus – mają identyczne pochodzenie i znaczenie. Trudno powiedzieć, czy „The Joshua Tree” to także drzewo Jezusa, czyli krzyż, ale już choćby zacytowany fragment pozwala snuć podobne interpretacje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    09.04.2017 22:05
    Świetny artykuł. Dziękuję za piękne tlumaczenia. Pozdrawiam
  • Gość
    10.04.2017 07:34
    Szkoda,że autor praktycznie pominął ich drugi album ,który był naprawdę świetny pod względem tekstowym jeśli chodzi o wartości religijne.Dlaczego Pan tylko o nim wspomniał,że był słaby muzycznie skoro był najbardziej religijnym w historii U2?Chyba warto byłoby przede wszystkim o nim napisać na portalu katolickim skoro teksty są iście katolickie.Oczywiście mowa o płycie "0ctober" jakby ktoś nie wiedział.
  • Gość
    10.04.2017 23:27
    Ileż lat ja słuchałem U2... wszystkie płyty mam. Ale po tym jak Bono poparł w referendum homo powołując się przy tym na Biblię... i jeszcze "In the name of love" dla homo... Koniec. Żadna nuta U2 nie popłynie z moich głośników. Kiedyś podziwiałem Bono... za dużo nadziei w nim pokładałem. Ale jest szansa. Może Bono pozwoli się odnaleźć... Jahwe
  • wietrzyk11
    11.04.2017 11:31
    Teraz wystarczy powiedzieć "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", albo "rany Boskie" - a już otrzyma się pochwałę za "odniesienie do chrześcijaństwa". Ach, jeszcze jedno - trzeba oczywiście być znanym sportowcem, reżyserem, piosenkarką, prezenterką, aktorem, albo kimś takim.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama