Utkany z łagodności

Gdyby „kraina łagodności”, jak czasem nazywa się piosenkę poetycką, mogła mieć twarz, z pewnością byłaby to twarz Bułata Okudżawy.

Reklama

To określenie pasuje do zmarłego przed dwudziestu laty rosyjskiego barda jak do nikogo innego. Okudżawa wydawał się bowiem cały utkany z łagodności. „Zawsze śpiewał po cichu bez złości/ Chociaż czasy leciutkie nie były/ Bo w balladzie im więcej miłości/ Więcej siły” – napisał o nim w piosence Andrzej Sikorowski z grupy Pod Budą. Trudno o celniejszą charakterystykę. Te piosenki faktycznie dodawały siły w trudnych czasach, choć przecież nie miały w sobie nic z krzykliwości protest songów.

Zwykła opowieść o losie

– Okudżawa to jest dla mnie zwykła opowieść o losie człowieka. Zwykła, ale bardzo głęboka. Jego najprostsze piosenki były bardzo wielowymiarowe – twierdzi Antonina Krzysztoń, która na swojej najnowszej płycie „Skarb” zaśpiewała dwie piosenki rosyjskiego barda. Pierwszą z nich jest „Modlitwa François Villona” – najbardziej znany utwór Okudżawy, zaczynający się od słów: „Dopóki ziemia kręci się...”. Druga to „Balonik”, w genialnym, poetyckim skrócie opisujący ludzkie życie:

Płacze dziewczynka, balon uciekł jej Ludzie mówią nie płacz, a balonik hen! Płacze dziewczyna, chłopca trzeba jej Ludzie mówią nie płacz, a balonik hen! Płacze kobieta, mąż porzucił mnie Ludzie mówią nie płacz, a balonik hen! Płacze staruszka, mamo dosyć łez, A balonik wrócił i niebieski jest!

W piosenkach Okudżawy odnaleźć można wiele wątków autobiograficznych. Szczególnie często powraca w nich tupot wojskowych butów. Nic dziwnego, II wojna światowa musiała odcisnąć mocne piętno na wrażliwym młodzieńcu, który na front trafił jako osiemnastolatek i kilkakrotnie odnosił rany.

Po zakończeniu wojny poeta pracował fizycznie. Eksternistycznie zaliczył szkołę średnią i podjął studia na wydziale filologicznym uniwersytetu w Tbilisi. Następnie znalazł zatrudnienie jako nauczyciel w wiejskiej szkole w okolicach Kaługi. Na fali odwilży wstąpił do partii. To był czas, kiedy wróciła z zesłania i została zrehabilitowana jego matka, która spędziła w łagrze osiemnaście lat. Warto dodać, że rodzice Okudżawy byli zagorzałymi komunistami, ale – jak to w Związku Radzieckim bywało – oboje też stali się ofiarami budowanego przez siebie systemu. Ojciec, sekretarz lokalnego komitetu partii, został rozstrzelany w 1937 r.

Serce dla przyjaciół

Sam pieśniarz nie był jednak nigdy pupilkiem komunistycznej władzy, a z czasem coraz bardziej się od niej dystansował. W tworzonych przez siebie powieściach historycznych, których akcję osadzał najczęściej w XIX wieku, bohaterami czynił romantycznych buntowników, walczących przeciw rozmaitym tyranom. Władza zaś tolerowała go i pozwalała mu publikować w oficjalnym obiegu chyba tylko dlatego, że nie pisał wprost o bieżących sprawach. Nie był to jednak unik z jego strony. Po prostu interesowały go bardziej ponadczasowe mechanizmy rządzące historią i ludzka natura, nad którą potrafił się zadumać jak mało kto.

Swoje pierwsze próby poetycko-muzyczne prezentował w gronie przyjaciół. Wiersze śpiewał, akompaniując sobie na gitarze. Czasem na tych przyjacielskich spotkaniach pojawiało się także pianino. Nie nazywał jednak siebie kompozytorem ani pieśniarzem, lecz po prostu – poetą. „(...) siedzieliśmy wszyscy, skuleni, wokół pianina, w łopocie serca, w przejmującej radości, w cieple ludzkim, ba – gorąco ze szczęścia nam było – i Bułat nam śpiewał swoje piosenki głosem, który przechodzi człowiekowi przez serce – jak przez głośnik – jakby to serce nasze samo śpiewało...” – wspominała po latach Agnieszka Osiecka, dobra znajoma Okudżawy.

Jest jakiś paradoks w tym jego śpiewaniu i graniu, bo przecież głos Okudżawy wydaje się bardzo cichutki, delikatny, a gitara w wielu zachowanych nagraniach ledwo stroi. A jednak te piosenki poruszają słuchaczy z mocą, której pozazdrościć mogłaby rosyjskiemu bardowi niejedna gwiazda rocka. To dlatego, że nie ma w nich żadnego mizdrzenia się, udawania kogoś innego. Są za to sama prawda, życiowa mądrość, doświadczenie, wyśpiewane w sposób prosty i szczery:

Spulchnię ziemię na zboczu i pestkę winogron w niej złożę, a gdy winnym owocem gronowa obrodzi mi wić, zwołam wiernych przyjaciół i serce przed nimi otworzę... Bo doprawdy – czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

Miejsce na ziemi

Syn Gruzina i Ormianki, człowiek drogi, szukający swojego miejsca na ziemi. W jego poezji silną rolę odgrywa motyw utraconego domu, z którego odchodzi się w nieznane. To także echo wojennych doświadczeń:

Obejrzeli się tylko od proga i już w ciemność poszli czwórkami i w dal. Do widzenia, chłopaki. Chłopcy, cóż, wróćcie cało, jeżeli się da.

Ale jest też w tej twórczości dom odzyskany. Dlatego tak często pojawia się w jego tekstach Arbat – moskiewska ulica, przy której Okudżawa mieszkał w dzieciństwie. Miejsce święte i jednocześnie zwyczajne. Pełne codziennych, szarych problemów, a mimo to tajemnicze i pociągające:

Płyniesz rzeką od lat. Jak twe imię dziwnie brzmi! Jak przejrzysty jest twój asfaltowy nurt! Ach, Arbacie ty mój, powołaniem jesteś mym. Tyś radością mi jest, tyś frasunek mój.

Swoją drugą duchową ojczyzną nazywał Polskę. „Moim ulubionym poetą jest Julian Tuwim” – pisał. „Czytając go, odnoszę wrażenie, że gdyby on nie napisał pewnych wierszy – ja musiałbym je napisać. Tuwim mówi o świecie tak jak ja mówię – ze smutkiem i ironią”. Polska nie pozostawała mu dłużna. Okudżawę tłumaczyli na nasz język jego rówieśnicy, m.in. Wiktor Woroszylski, Andrzej Drawicz, Ziemowit Fedecki czy Andrzej Mandalian. Polskie wersje jego piosenek śpiewali: Wojciech Siemion, Sława Przybylska, Edmund Fetting, Wojciech Młynarski, Bohdan Łazuka, Hanna Banaszak, a ostatnio wykonują je Andrzej Korycki i Dominika Żukowska. Inspiracje twórczością rosyjskiego pieśniarza znaleźć można też u wielu innych autorów poezji śpiewanej, np. u Wojciecha Bellona czy Grzegorza Tomczaka.

Tęsknota za niebem

Jednym z najbardziej intrygujących wątków w jego poezji pozostaje relacja człowieka z Bogiem. Temat jest ciekawy również w kontekście chrztu Okudżawy na łożu śmierci. Według niektórych relacji taka była wola poety, inni twierdzą, że ochrzciła go żona w stanie nieświadomości (co ciekawe, bardzo podobne wątpliwości wysuwano w przypadku chrztu Jacka Kaczmarskiego). Nie da się jednak zaprzeczyć, że w twórczości rosyjskiego barda od samego początku pojawia się tęsknota za niebem. Nie bez powodu balonik, który powrócił do staruszki z tekstu cytowanego na wstępie, ma kolor niebieski. Tak jak niebieski jest „Ostatni trolejbus” z innej piosenki, który zabiera poetę, „kiedy nie sposób już płynąć pod prąd/ nie sposób już wyrwać się z matni”. Słowa tej piosenki są poruszającą modlitwą człowieka szukającego ratunku:

Mój promie północny, żeglujesz przez noc i nie dbasz: głęboka czy płytka, gdy zbierasz nas wszystkich – idących na dno z bulwarów rozbitków.

Ach, otwórz podwoje: przechodzień czy gość. Ja wiem, że tonącym śród nocy ktoś z twych pasażerów, z załogi twej ktoś udzieli pomocy.

W „Modlitwie François Villona” głos Boga jest „cichy” (w innym tłumaczeniu: „ledwie słyszalny”), a mimo to „zmysł każdy chłonie [go] z wiarą”. To wiara pełna paradoksów – wiara zabitego żołnierza, że „przebywa w raju”; wiara tego, który „nie wie, co czyni”. Ale czy taki stan nie dotyczy po trosze nas wszystkich? To wyznanie człowieka poruszającego się w ciemności, a mimo wszystko bezwarunkowo przyjmującego wszystko, co Bóg mu ofiaruje, brzmi szczególnie mocno. Być może także dlatego wielu z nas tak pokochało te niosące nadzieję i ukojenie piosenki.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama