Meblowanie wyobraźni

O przemierzaniu świata na piechotę, życiu w rytmie marszu i człowieku, który jest największym wydarzeniem w drodze, opowiada Artur Nowaczewski.

Reklama

Szymon Babuchowski: Swoją najnowszą, reporterską książkę, zawierającą relacje z pieszych wędrówek po Bułgarii, zatytułowałeś „Hostel Nomadów”…

{body:BRB}Artur Nowaczewski: {/body:BRB}Uściślijmy, że to nie jest typowy reportaż. Reportażysta przemierza kraje z legitymacją prasową i kompletuje ciekawych rozmówców. To ktoś w rodzaju Jacka Hugo-Badera, który „poluje” na bohaterów swoich książek. Forma reportażu narzuca mu formę podróżowania. U mnie jest na odwrót – to sposób podróżowania nadaje późniejszej książce formę literacką. Jestem everymanem, który oczywiście chętnie wchodzi w interakcje z ludźmi, niejednokrotnie zaprzyjaźnia się z nimi, ale nie jedynie w celu ich literackiego „skonsumowania”. Chodzi o ludzki wymiar spotkania. Ważniejsze jest to, co dzieje się teraz, a nie późniejszy efekt książkowy.

Kim są współcześni nomadzi? Czujesz się jednym z nich?

To ludzie, którzy potrafią się zaadaptować do warunków panujących w różnych krajach, otwarci na świat, a przede wszystkim tego świata ciekawi. Są różne przyczyny, dla których nie mogą usiedzieć w miejscu. Jeśli tak sobie ich zdefiniujemy, to tak – jestem nomadem.

Przeszedłeś nie tylko Bułgarię, ale także Macedonię, Czarnogórę, Bośnię i Hercegowinę. Umiesz nazwać powód, który każe Ci pakować plecak i przemierzać kraj pieszo od granicy do granicy?

Interesują mnie te przemierzane państwa, ich kultury, mieszkańcy. Kraj przedeptany na własnych nogach ma inny wymiar w wyobraźni niż przejechany samochodem, czy nawet rowerem. Zyskuje się pamięć przestrzeni, wchodzi się w sztywny rytm dnia, który wymaga wysiłku i determinacji. Jerzy Giedroyc powiedział kiedyś, że gdyby się rano nie ogolił, nie byłby w stanie funkcjonować, znalazłby się na równi pochyłej. Moje sierpniowe wyprawy to element psychicznej higieny. One przygotowują mnie do zadań, które czekają mnie potem w życiu codziennym, pozwalają później przeżyć pozostałą część roku owocnie i we względnej równowadze.

Jak letnia wędrówka może przygotowywać do codziennego życia?

Chodzi o autodyscyplinę. Pisanie książek naukowych, żmudna praca biblioteczna – do tego przydaje się wytrwałość. Stawałem też w życiu wobec rzeczy bardzo przykrych. Wędrówki uczyniły mnie twardszym, odporniejszym.

Pamiętasz moment, w którym pierwszy raz powiedziałeś sobie: będę szedł?

Powiedziałeś to dość górnolotnie, jakbym był jakąś polską mutacją Forresta Gumpa. Mamy tendencję do ubierania się w opowieści, które pokażą nas lepszymi, niż jesteśmy. Tego chciałbym uniknąć. Do pierwszych wędrówek popchnęły mnie powody zdrowotne. Chciałem dojść do siebie po poważnej operacji. Później były to cele sportowe, sprawdzałem możliwości swojego organizmu. Dziś mógłbym już dorobić do tego całą filozofię, ale po co? Kocham to robić, rytm marszu pozwala mi myśleć, w tym rytmie właśnie myślę, przeżywam.

Brzmi trochę jak wyznanie wojskowego, a nie poety i pisarza…

Właśnie że nie. Wielu twórców myślało, chodząc. Wordsworth, Keats czy Rimbaud przemierzali setki, nawet tysiące kilometrów piechotą. Nietzschemu zawsze najlepiej myślało się, gdy maszerował po górach. Mówił, że pierwsze pytanie, które stawia książce, brzmi, czy autor umie chodzić. Miał na myśli to, czy pisanie tego kogoś ma szeroki oddech, energię, czy pachnie jedynie biblioteczną stęchlizną.

Masz czasem poczucie, że Twoja podróż staje się pielgrzymką?

Pielgrzymka ma określony cel i wymiar duchowy, swój sprecyzowany sens. Można to porównać do muzyki. Pielgrzymka jest wykonaniem jakiegoś utworu według zapisanych wcześniej nut. Doskonałością ich wykonania mierzy się, czy pielgrzymka jest udana. Bo może się też nie udać. Najważniejszy staje się więc nie sam fakt pokonania dystansu, ale praca wewnętrzna, która dokonuje się w tym, kto pielgrzymuje. Moje podróże mają luźniejszą strukturę, wiem tylko, że idę z punktu A do punktu B. Powiedziałbym, że są bliższe jazzowej improwizacji. Smak nadają im przede wszystkim nieprzewidziane spotkania, podrzucone przez drogę wątki.

Żyjemy w czasach wygody, a wakacje wielu ludziom kojarzą się raczej z all inclusive i plażowaniem. Ty raczej uciekasz od takiej formy wypoczynku. Dlaczego?

Kto żyje w czasach wygody, ten żyje. Podejrzewam, że wielu Polaków jej nie doświadcza. Po pierwsze, nie stać mnie i nigdy nie będzie mnie stać na „exclusive”. Mieszkanie kupiłem w gierkowskim wieżowcu. Spłacam kredyt hipoteczny. Nie zawracam sobie głowy tym, czego nie mam. Wydeptuję swoją ścieżkę. Docieram pieszo we wszystkie miejsca, ewentualnie dojeżdżam pociągiem, autobusem czy stopem. Unikam zorganizowanej turystyki. Nikt mi nie dyktuje, co muszę zobaczyć. Gdzie mam się zatrzymać, a co pominąć. Co jest sławne, a co jest peryferią. A już jechać w ciepłe kraje, po to tylko, by siedzieć w hotelowym basenie? Dziki biwak na brzegu Jeziora Ochrydzkiego dostarczy wspanialszych wrażeń.

Czym się kierujesz, wybierając kraj i trasę podróży?

Nic nie przychodzi z podróży, gdy jest ich wiele i każda z innej parafii. Powstanie chaos. I efektowne, bo efektowne, ale jedynie – tła. Podróżowanie w moim przeświadczeniu przypomina urządzanie domu, meblowanie wyobraźni. Powinno łączyć wędrówki w jakieś nici, doświadczenia powinny się zazębiać. Chcę poznać każdy kraj dokładnie. W Bułgarii spędziłem podczas wakacyjnych wyjazdów w sumie kilka miesięcy, nauczyłem się w podstawowym stopniu języka, przeczytałem wiele książek – reportaży, ale i literatury bułgarskiej. Dlatego stamtąd przemieściłem się do Macedonii, a potem do innych państw na Bałkanach.

Skąd wzięła się Bułgaria w Twojej głowie?

Pojechałem odwiedzić przyjaciela ze szkoły [Artur Nowaczewski jako dziecko przez dwa lata uczęszczał do szkoły radzieckiej w Pjongjangu, o czym napisał książkę „Dwa lata w Phenianie”– przyp. Sz.B.]. W ogóle jeżdżę tam, gdzie doświadczenia narodów mogą trochę przypominać polskie, a i język nieraz nie jest odległy od naszego. Jest wtedy obco, ale swojsko zarazem.

Czy Twoje podróże często odbiegają od tego, co sobie wyobraziłeś? Jakie stereotypy, mity obaliły?

Zaczynałem osiem lat temu jako zwykły plecakowy turysta. Podróże, które później opisałem w „Hostelu Nomadów”, zmieniły moje podejście do świata. Przede wszystkim zobaczyłem, że do ludzi jest bliżej, niż mi się zdawało, nie jest tak trudno wejść w relacje przyjacielskie. Człowiek jest największym wydarzeniem w drodze.

Nawiązałeś w tej drodze trwałe przyjaźnie?

Przyjaźń wymaga stałego kontaktu. Przepływu informacji. Towarzyszenia w różnych sytuacjach życiowych. Powiedziałbym raczej, że wchodziłem z napotkanymi ludźmi w bliską relację, która jest zaczątkiem przyjaźni. Mieszkałem w ich domach, niektórych gościłem u siebie. Są to osoby, z którymi nadaję na podobnych falach i z którymi jestem w stanie nawet po latach momentalnie wejść w tę samą bliskość. Bylibyśmy przyjaciółmi, mieszkając w tym samym mieście.

Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że podróż dzieli się na trzy etapy: planowanie, podróż właściwą i wspominanie?

Na planowanie mam coraz mniej czasu, jestem coraz bardziej spontaniczny. A wspominanie staram się przepracować pisarsko.

Do którego z obrazów zobaczonych w Bułgarii wracasz myślą najczęściej?

Jest już po zmroku i wysiadam na dworcu w Wielkim Tyrnowie. Tamtejszy dworzec kolejowy jest trochę oddalony od historycznego centrum miasta. Idę w cieniu drzew, przez ciemność, w kierunku świateł miasta. Tyrnowo jest wspaniale położone – tarasowo na stromym wzgórzu. Widzę więc te światła, piętra, tarasy świateł… Czuję się szczęśliwy. Za kilka minut dojdę do Hostelu Nomadów i zastukam w drzwi…

Wiesz już, dokąd wyruszysz następnym razem?

Wiem, ale nie powiem. Nie będę też tej podróży „transmitował” w internecie. Trzeba mieć czas, żeby być sobą. •

Artur Nowaczewski

Ur. 1978. Poeta, krytyk literacki, podróżnik, adiunkt w Katedrze Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej na Uniwersytecie Gdańskim. Członek zespołu Kutabuk, w którym łączy swoje wiersze z muzyką. Mieszka w Gdyni.

  tomasz nowaczewski

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • zenek
    10.08.2017 10:36
    Znakomity tekst, Nowaczewski to najjaśniejsza gwiazda plejady Toposu. Mądry, rzeczowy, stawiający sobie zadania, wymagający od siebie. Cieszę się, że środowisko Toposu nie izoluje takich ludzi. Powodzenia
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama