Ostatni romantyk

Jego pieśń „Z dymem pożarów” pełniła w XIX wieku rolę hymnu narodowego. A jednak dziś mało kto wie, kim był zmarły 120 lat temu Kornel Ujejski.

Reklama

Jako przedstawiciel drugiej generacji romantyków zawsze pozostawał w cieniu największych – Mickiewicza, Słowackiego czy Krasińskiego. Nie był jednak ich biernym naśladowcą, przez całe życie poszukiwał własnej drogi poetyckiej. „(…) nie poszedł drogą łatwej ufności, nadziei i wiary, choć drogę tę przetarli jego wielcy mistrzowie” – pisze prof. Krystyna Poklewska, badaczka twórczości Ujejskiego. – „Szlak jego wyznaczały zwątpienie i rozpacz. Tędy właśnie, przez manowce grzechów i bluźnierstw, dochodził do zrozumienia Bożych planów i zgody na nie”.

Kontusz i ruiny

Pochodził z zamożnej rodziny szlacheckiej. Urodzony w 1823 r. w Beremianach na terenie dzisiejszej Ukrainy, w niedalekim sąsiedztwie Buczacza i Jazłowca, dorastał w pobliżu ruin pamiętających walki z Kozakami, Tatarami i Turkami. Ten krajobraz nie mógł pozostać bez wpływu na wyobraźnię młodego poety. Zamiłowanie do historii podsycał w nim także ojciec, Erazm Ujejski. „Lubiał opowiadać o dawnych czasach i ludziach, a głównie ze mną, który go z zajęciem zawsze słuchałem” – wspominał poeta po latach w liście do Wandy Młodnickiej. Ojciec swoje przywiązanie do polskiej tradycji podkreślał też sarmackim wąsem i noszonym na co dzień szlacheckim kontuszem, w którym kazał się sportretować.

Kornel był samotnikiem nieustannie pogrążonym w lekturach, które dobierał sobie sam. Naukę zaczynał wprawdzie w bazyliańskiej szkole w Buczaczu i kontynuował w szkole realnej we Lwowie, jednak tę ostatnią porzucił, gdy tylko poczuł, że jest poetą. Mimo to nie zaniedbywał swojej edukacji – interesowały go m.in. geografia i historia, czytał wiele rodzimej i obcej literatury. O szerokich horyzontach świadczy też ilość języków, których się uczył – francuski i niemiecki znał dobrze, a w późniejszych latach poznawał też włoski i hiszpański. Próbował komponować – pasja muzyczna znajdzie później wyraz w jego dojrzałej twórczości – w cyklach „Tłumaczeń Chopina” i „Tłumaczeń Beethovena”.

Narodziny Jeremiego

Pierwsze wiersze drukował jako 21-latek we lwowskim czasopiśmie o wdzięcznym tytule „Dziennik Mód Paryskich”, poświęconym... modzie i literaturze (dziś takie połączenie brzmi cokolwiek egzotycznie). Od razu zyskał sobie przychylność czytelników, jednak prawdziwy zachwyt wywołała rok później we Lwowie publiczna lektura poematu „Maraton”, wzywającego naród do czynnej walki. Utwór powstał w czasie, gdy polscy konspiratorzy przygotowywali się do wspólnego wystąpienia przeciw zaborcom. Prawdopodobnie w spisku uczestniczył też Ujejski.

Niestety, zryw powstańczy został udaremniony przez rabację galicyjską. To właśnie wtedy, pod wpływem tamtego rozczarowania, rodził się cykl „Skargi Jeremiego”, z którego pochodzi słynny „Chorał”, zaczynający się od słów: „Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej”. Poeta interpretował w tych wierszach wydarzenia z 1846 r. z biblijnej perspektywy. Sam siebie nazwał Jeremim, nawiązując tym samym do postaci proroka Jeremiasza i jego Lamentacji.

Poeta-prorok to figura mocno eksploatowana w romantyzmie, jednak prof. Poklewska zwraca uwagę, że w literaturze tego okresu częściej przywoływany był Izajasz. Skąd zatem taki wybór? „Biblijny Jeremi był z krwi i kości człowiekiem, nie tylko instrumentem głosu Boga” – wyjaśnia badaczka. „Mimo kierowanych doń słów Jahwe, potrafił spierać się z nim, błagać go i niemal bluźnić mu, zachowując (...) autonomiczność człowieczeństwa mimo powołania. Nieszczęśliwy, samotny, poniżony (wobec odrzucenia jego misji przez naród) prorok (...) zapowiadał nie tylko karę Bożą za grzechy Izraela, nie tylko opłakiwał skutki sprawiedliwego Bożego gniewu, ale niósł także pociechę, nadzieję, obietnicę. Przyjmując na siebie płynący z powołania obowiązek cierpienia i męczeństwa, Jeremiasz niestrudzenie »sadził« i »budował« dla przyszłości. Z wiary w ojcowskie miłosierdzie Boga i moralne przeobrażenie własnego narodu rodził się jego trudny, z pracy ducha wyrosły optymizm”.

Pieśń rwąca szałem

Tak było i z bohaterem poezji Ujejskiego. Jego Jeremi najpierw „bluźni”, śpiewając „Pieśń zemsty” (echo postaci Konrada z „Dziadów cz. III”), ale zaraz potem żałuje tej „pieśni rwącej szałem”:

A więc czołem uderzył, jak syn się rozżalił I Panu na ofiarę całą duszę palił, I przed progiem kościoła długo pokutował; Aż w końcu Pan w litości język mu rozkował, Ażeby modląc Jego – imię Jego chwalił.

Mimo to zwątpienie powraca w kolejnych tekstach cyklu. W wierszu „Smutno nam, Boże!”, nawiązującym formą do słynnego „Hymnu” Juliusza Słowackiego, poeta pyta:

I już więc nigdy, Panie, nie pocieszysz Lud Twój pokutny? – więdniemy jak liście Pod Twojem okiem, a Ty nie przyspieszysz Zbawienia przyjście?!

Jednak i w tym Jeremi podobny jest do biblijnych proroków. Przypomnijmy chociażby słowa Habakuka (Ha 1,2-3a)

Dokądże, Panie, wzywać Cię będę – a Ty nie wysłuchujesz? Wołać będę ku Tobie: Krzywda [mi się dzieje]! – a Ty nie pomagasz? Czemu każesz mi patrzeć na nieprawość i na zło spoglądasz bezczynnie?

Biblia pełna jest takich bohaterów – wadzących się z Bogiem, a nawet walczących z Nim, jak np. Jakub. W tym przejawia się prawdziwa relacja ze Stwórcą, którego słowo dotyka najgłębszych pokładów serca, oczyszcza je, a to rzadko odbywa się bezboleśnie. Stąd zrozumiały bunt, który jednak zawsze kończy się zgodą na Boże działanie. W zamykającym „Skargi Jeremiego” wierszu „Akt wiary” poeta wyraża przekonanie, że rabacja jest „chrztem krwawym”, który odkupi grzechy narodu. Przynosi tym samym nadzieję na podniesienie się z upadku.

Nie pielucha, lecz ostroga

Jesienią 1847 r. Kornel Ujejski znalazł się w Paryżu, gdzie poznał najwybitniejszych polskich romantyków: Mickiewicza, Słowackiego, Chopina… Stopniowo jednak odchodził od tak popularnego w romantyzmie mesjanizmu, który obecny był jeszcze w zakończeniu „Skarg Jeremiego”. Uznał widocznie, że sakralizacja cierpienia może być czynnikiem usypiającym naród, pogrążającym go w marazmie. Dlatego w „Melodiach biblijnych” (1852), wydanych już po powrocie do Lwowa, nakreślił inny program, który tak streszcza prof. Krystyna Poklewska: poezja miała „jak kamień rzucony w stojącą wodę – burzyć »niemą spokojność« narodu, przyzwyczajenie do niewoli, bierność polegającą na przekazywaniu nadziei – i tylko nadziei – z pokolenia na pokolenie. »Pieśń nie pieluchą ma być – lecz ostrogą«: ze stanu zleniwienia podrywać do czynów heroicznych, z życia bez trudów wyprowadzać na szlaki czynnego działania dla dobra narodu”.

W tym czasie w życiu prywatnym Ujejskiego zaszły zmiany. W 1849 r. ożenił się z Henryką Komorowską. Ich pierwszy syn otrzymał romantyczne imię – Kordian. Ale inni, nieco młodsi od autora „Martaonu” poeci domagali się od swojego wieszcza czegoś więcej niż takich symbolicznych gestów. Zarzucali mu nawet, jak Henryk Jabłoński, odstępstwo od dawnych ideałów i porzucenie „skrzydeł” na rzecz „salonów”.

Żyj, Polsko!

On sam zajął się jednak raczej „pracą u podstaw”, poświęcając się misji oświatowej i narodowej. W 1863 r. działał w kręgach konspiracji galicyjskiej, ale w powstaniu styczniowym nie brał udziału. Za to jego „Chorał” stał się hymnem powstańców.

Po upadku kolejnego zrywu poeta zajął się głównie działalnością publiczną. Wygłaszał płomienne przemówienia, m.in. na pogrzebie Artura Grottgera, organizował narodowe obchody. Przeciwny współpracy z zaborcą, do której namawiało ugrupowanie Stańczyków, powracał do romantycznych wzorców. „Wierzę w Polskę, bo wierzę w Boga” – mówił.

Z czasem jednak zmęczyła go ta aktywność, czuł się niezrozumiany. Ostatecznie osiadł we wsi Pawłów, w niewielkim drewnianym domku, otoczony pamiątkami. Kiedy w 1893 r. obchodzono we Lwowie jubileusz 70. rocznicy jego urodzin, okazało się, że jego wiersze ciągle są dla Polaków istotne, że w wielu czytelnikach podsycają ogień patriotyzmu. Mimo to jego przemówienie z tej okazji było gorzkie: „Zawiodło mnie życie. Ja tak silnie wierzyłem, że doczekam Polski, albo że przynajmniej będę jak żołnierz, co umierając na polu bitwy, patrzy na zapał armii zapowiadający jej bliskie zwycięstwo”. Wystąpienie zakończył hasłem: „Żyj, Polsko!”, które powracało potem w listach publicznych pisanych przez niego do końca życia. Zmarł w Pawłowie w 1897 r., 21 lat przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama