Mamy z czego być dumni

Pisze o naszej historii bez napuszenia, patosu i kompleksów. Sprawia, że imiona plączące się we wspomnieniach z lekcji historii stają się żywe i… jakby bardziej prawdziwe. Przekonuje, że z Piastami i Piastównami można się zaprzyjaźnić. Nagle okazuje się, że nasza przeszłość jest ekscytująca.

Reklama

Spotykamy się na chwilę przed tym, gdy Elżbieta Cherezińska zniknie dla świata na kilka miesięcy. Już powinna zacząć pracować nad przeniesieniem na ekrany jednej z powieści, ale to październikowe przedpołudnie jeszcze spędzi „wśród żywych”. – Wiele razy próbowałam pracować w sposób zorganizowany: pisać kilka godzin dziennie, a potem wieść normalne życie. To się nie udawało. Na pewno są ludzie, którzy mają w sobie dyscyplinę: nie więcej niż 5 godzin. U mnie jest albo–albo – zdradza kulisy swojej pracy.

Publikuje jedną książkę rocznie. Czasem dwie. I w kraju o zastraszającym poziomie czytelnictwa odnosi wydawniczy sukces. – Każda książka wymaga ogromnej pracy, siedzenia w źródłach, kontaktów ze specjalistami. Ale to wciąż przygoda – przyznaje.

Piastowie – znak rozpoznawczy

Z wykształcenia jest teatrologiem, z pasji – niestrudzonym badaczem przeszłości. Zaczęła od współpracy z Szewachem Weissem. Jest autorką jedynej literackiej biografii byłego ambasadora Izraela w Polsce. Potem były „Dzienniki Etki Daum”, rzucające światło na kontrowersyjną postać Chaima Rumkowskiego, szefa Judenratu w łódzkim getcie. Jest też „Legion” – opowieść o Brygadzie Świętokrzyskiej, XIX-wieczny „Turniej cieni” oraz cykl „Północna droga” przenoszący do świata wikingów. Ale to Piastowie stali się znakiem rozpoznawczym Elżbiety Cherezińskiej. – Czasy piastowskie są dla mnie jak środowisko naturalne. Kiedy wracam do tego tematu, mam poczucie, że wracam do domu. Może nie zawsze do przyjaciół, ale przecież do swoich – przyznaje pisarka. Choć, jak zastrzega, prowadzi zupełnie normalny dom, pracę stara się godzić z obowiązkami mamy i żony, średniowiecze ma w nim swoje miejsce. – Mój mąż z wykształcenia jest psychologiem, z zawodu zaś… wikingiem. Zajmuje się zapomnianym rzemiosłem, rogownictwem. Wykonuje przedmioty z kości i poroży. Jeździ na festiwale historyczne, a my razem z nim – mówi.

Literacka przygoda z Piastami też zaczęła się w kołobrzeskim domu przy kolacji. – Siedzimy, kątem oka oglądamy w telewizji, jak kraj przygotowuje się na wizytę amerykańskiego prezydenta. Jeszcze nie przyleciał, a już wszystkie stacje pokazują kraj w paraliżu. I nagle pada: „A ciekawe, jak to było w roku 1000, gdy Otton przyjeżdżał do Polski? Jaką ochronę mu Chrobry załatwiał?” – opowiada Elżbieta Cherezińska. Od słowa do słowa powstała „Gra w kości”. Gdy ukazała się drukiem, nawet poważni dziennikarze pytali w wywiadach: „Po co?”. – Naprawdę pytali mnie: „Zjazd gnieźnieński? Kogo to dzisiaj interesuje?”. Po sukcesie „Korony śniegu i krwi” ci sami dziennikarze ze zdziwieniem pytali: „Jak pani znalazła tę niszę?” – przyznaje z lekkim jedynie przekąsem.

Odpowiedź jest prosta. Wystarczy wejść do księgarni, w której bez trudu znajdzie się powieści historyczne. Tyle że angielskie, hiszpańskie, niemieckie. – Naszych pisanych współcześnie nie ma. A dzisiejszy czytelnik oczekuje akcji, szybkiego kadrowania, jak w serialu. Jeśli chcemy przemycić jakąkolwiek wiedzę, musimy ją dobrze przyprawić. Czytelnik chce zostać uwiedziony przez bohatera, który tworzy tę historię. Pomnikowa postać nikogo nie uwiedzie – zauważa Cherezińska.

Thriller piastowski

Choć o początkach państwa polskiego uczy się każdy w szkole, poziom wiedzy historycznej przeciętnego Polaka jest taki sobie. Szczerze, kto (poza poznaniakami) pamięta Przemysła II? Ktoś, kto czytał Cherezińską. A to historia, której nie przebije mistrzowskie połączenie thrillera politycznego z fantasy, i to nawet w produkcji HBO. Młody książę odzyskuje po ponad dwóch wiekach utraconą koronę, ale nosi ją zaledwie 8 miesięcy. Kto zabił? Trudno zgadnąć w świecie intryg, spisków i wielkich ambicji. A Przemysł znika w mrokach pamięci. – Nasi przodkowie też wiedzieli, czym jest PR historyczny. To dowód na to, że historię piszą zwycięzcy – mówi Elżbieta Cherezińska. – Powód, że Przemysł II zniknął z historii, jest dość banalny. Łokietek miał z wielkopolskimi możnymi na pieńku. To oni zmusili go do banicji. Powracając do kraju z wygnania, odzyskiwanie ziem polskich zaczął od Małopolski, a później jako pierwszy król ukoronował się w Krakowie. Ten zgrzyt i niechęć do Wielkopolski pogłębił plan polityczny Kazimierza, syna Łokietka. Odbudowując kraj po wyniszczających walkach, zdecydował, że Poznań będzie miastem Mieszka i Bolesława Chrobrego. Pominął Przemysła, bo lepiej było nawiązać do wielkich początków, niż przypominać niechlubne wygnanie ojca, następcy Przemysła – opowiada. Jak było – wiadomo, a mimo to w powieściach Cherezińskiej suspens goni suspens, trzyma w napięciu do samego końca ostatniej części cyklu „Odrodzone królestwo”, która ukazała się w tym roku.

– Jestem w tej trudnej sytuacji, że piszę historię, której koniec jest znany. Nie jestem w stanie zaskoczyć czytelnika finałem opowieści. Moja praca polega na tym, by tak prowadzić bohatera, żeby czytelnik uwierzył, że to wszystko mogło potoczyć się inaczej. Bo przecież mogło. Nie chcę fabularyzować podręcznika historii. Próbuję wykreować świat, poszerzyć go o różne płaszczyzny, wątki osobiste bohaterów, które stają się tak ważne, że mogą zmienić ich życie – mówi pisarka. Swoją dbałością o szczegóły, które umykają nieuważnemu czytelnikowi, i smaczkami, które rozpoznać mogą jedynie specjaliści, przekonała do siebie historyków, którzy zwykle kręcą nosem na fabularyzowaną profanację efektów ich prac. Wybaczają jej nawet – o zgrozo! – romansowanie z fantasy, której elementy wplata w narrację o prawdziwych wydarzeniach.

Głos księżniczek

Bo to działa. Kiedy w komunikacji miejskiej nastolatki rozmawiają o ulubionym Piaście lub spierają się, czy Łokietek był pantoflarzem, z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że prędzej to fani Cherezińskiej niż entuzjaści lekcji historii. – Nie wiem, czy Łokietek był pantoflarzem, ale jest dla mnie oczywiste, że niemal transparentna w kronikach Jadwiga musiała mieć realny wpływ na męża – śmieje się powieściopisarka. W jej powieściach kobiety mówią pełnym głosem. Nawet te zza klasztornych murów. Przywraca dawno zapomniane imiona Piastównom i żonom Piastów, które zatarły się w kronikach i pamięci potomnych. Sztandarową postacią staje się Świętosława, którą nasze przekazy historyczne sprowadzają do opisu: córka Mieszka I, siostra Bolesława Chrobrego. Historycy nie mają nawet pewności co do jej imienia. Inaczej jest, gdy zajrzymy do sag skandynawskich. Tam rysuje się obraz pełnokrwistej władczyni, która zasiadała na trzech tronach. – Musiała być wyjątkowa, wyrazista i niezwykle silna. Przetrwała podróże morskie i urodziła pięcioro dzieci w czasach, gdy każda ciąża była ryzykownym przedsięwzięciem. Mieszko wydał ją za mąż za poganina Eryka Zwycięskiego. Gdy owdowiała, jej syn miał około 10 lat i nie mógł samodzielnie zasiadać na szwedzkim tronie, musiała więc jakoś sobie pozyskać obce środowisko. Z przekazów kronikarskich wiemy, że poślubiła drugiego wielkiego wikinga tamtych czasów, duńskiego króla Svena Widłobrodego. Co ciekawe, był to główny wróg jej męża, którego on pokonał. Co stało za tym małżeństwem? Przymus czy rozsądek? Svenowi dała dwóch synów i dwie córki, sprawdziła się jako królowa, a mimo to… mąż ją wygnał z kraju. Świętosława nie pojechała do Szwecji, ale wróciła do brata. Dlaczego? – pyta Elżbieta Cherezińska, i z rozmachem buduje tło „Hardej” i „Królowej”. Odpowiedź podsuwają skandynawskie sagi opowiadające o miłości Sigridy Storrady (Dumnej) i Olava Tryggva­sona. Kiedy dołoży się do tego również znaną z sag Geirę, córkę Mieszka z pogańskiej żony, która poślubiła Tryggvasona, i zdradę jomswikingów, których jarlem jest mąż Astrydy, kolejnej przyrodniej siostry Świętosławy, historia staje się arcyciekawa. Zwłaszcza że Elżbieta Cherezińska potrafi o tym opowiadać z pasją. Wszyscy stają naprzeciwko siebie w cieśninie Oresund podczas apokaliptycznej bitwy trzech królów. – Okazuje się, że postacie historyczne mają emocje, mają uczucia, i to jakie! To sprawia, że historia jest atrakcyjna – wyjaśnia. – Bohater heroiczny jest poza naszym zasięgiem, nigdy do niego nie doskoczymy, a bohater, który kocha, zazdrości, nienawidzi, popełnia błędy, któremu się coś nie udaje, jest nam bliski – dodaje autorka.

Bez zadęcia

Tak bliski jak narodowa historia. „Polska”, „ojczyzna”, „naród” – to dla Cherezińskiej słowa ważne, obecne w jej książkach, nawet jeśli tylko w warstwie podskórnej. Nie epatuje nimi, nie musi. Udaje jej się uniknąć patosu, nawet gdy pisze historię narodowców z Brygady Świętokrzyskiej. – Patriotyzm to coś wyjątkowego i ważnego, ale niemającego nic wspólnego z zadęciem. Dla mnie zaczyna się od zbierania papierków z ulicy, kasowania biletów i płacenia podatków. Więcej, od uśmiechu do sąsiada. Inaczej to wszystko będzie puste, agresywne i niedobre. Budowanie poczucia własnej wartości na poniżaniu innych nie jest patriotyzmem – wyjaśnia Elżbieta Cherezińska. Przyjaźń z historią jest w tym procesie obowiązkowa. – Roślina bez korzeni nie zakwitnie. Będzie sucha i kłująca, martwa – mówi pisarka. Chodzi o zwykłą przyjaźń, nie o ocenianie. – Przeszłość już się wydarzyła, jedne wojny wygraliśmy, inne przegraliśmy, władca dokonał dobrego wyboru albo kiepskiego – łatwo nam oceniać z bezpiecznej perspektywy kilkuset lat. Mnie ocenianie nie poprawia poczucia własnej wartości. My mamy być z czego dumni. To jest też to, co chcę osiągnąć moimi książkami: zachwyt nad naszą historią – dodaje. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama