Bohater pozostaje bohaterem

Nigdy jeszcze stwierdzenie, że kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat, nie było tak prawdziwe.

Reklama

Niech pan koniecznie napisze, że uratowałam dwa i pół tysiąca dzieci – mówi Irena Sendlerowa (na zdjęciu) do Michała Głowińskiego. Jest końcówka lat 90. ubiegłego wieku, bohaterka ma już tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, a Głowiński był jednym z uratowanych przez nią dzieci. Takiej osobie się nie odmawia. Głowiński pisze zdanie, które później będzie wiernie powtarzane przez wszystkich.

Anna Bikont napisała polemiczną książkę, która stara się za legendą Ireny Sendlerowej dostrzec samą Irenę Sendlerową. Otrzymujemy wielowymiarowy portret młodej, energicznej kobiety o ciętym języku (ma przezwisko „Żmijka”), z duszą społecznika o lewicowej wrażliwości. Jej wizerunek – wiekowej pani z białymi włosami o cierpliwych oczach i ujmującym uśmiechu – utrudnia dotarcie do odpowiedzi na pytanie, kim naprawdę była.

Imponuje ilość źródeł, do których odwołuje się autorka, postaci, z którymi się spotkała, oraz rozmach historycznego śledztwa. „Sendlerowa. W ukryciu” ukazuje bohaterkę w kłopotliwym świetle. Nie zgadzają się daty i nie zgadzają się liczby, gdy staramy się sprawdzić, jak to w rzeczywistości było. Dodatkowo wydaje się, jakby Sendlerowa miała kilka życiorysów.

Gdzie jest słynna „lista Sendlerowej”? Ile tak naprawdę uratowała żydowskich dzieci? To pytania ważne, ale nie najważniejsze. Książka Bikont, choć polemiczna, nie jest napisana przeciwko komukolwiek. Czytana bez emocji, każe zapytać o dźwigany przez lata ciężar Holokaustu. Czy można się od niego uwolnić? Jakie zmiany w człowieku powodują lata przepełnione strachem, wielkiej odpowiedzialności, nieprzespanych nocy? Nie da się tego ani wyliczyć, ani tym bardziej zapomnieć.

Sendlerowa przez lata czuła się niedoceniona, aż nieoczekiwanie została na nowo „odkryta”. Od lat 90. rośnie jej splendor. Do powstałej już legendy dokłada kolejne cegiełki. W podsumowującym rachunku książka Anny Bikont działa jak zimny prysznic: nie zawsze było tak, jak utrzymywała społeczniczka. „Sendlerowa” to jednak coś więcej niż tylko demaskatorska książka. To bardzo ważne przypomnienie, że liczby nie są najważniejsze, bo najważniejsze pozostaje życie. Uratowane, ocalone.

Marcin Cielecki

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama