Rewolucja w 3D

"Avatar" to film, w którym nie odróżnimy rzeczywistości wirtualnej od realności. Jednak zdumiewające efekty specjalne nie potrafią przesłonić scenariuszowych mielizn i nachalności ekologicznej propagandy.

Reklama

We wcześniejszych filmach technika wykorzystująca 3D, jak ostatnio chociażby w „Opowieści wigilijnej” Roberta Zemeckisa, była tylko pewnym urozmaiceniem. Rewolucja w „Avatarze” polega na tym, że prawie trzygodzinny film fabularny został w całości zrealizowany w trójwymiarze. A nie była to sprawa łatwa, o czym świadczy fakt, że zdjęcia do filmu zakończono dwa lata przed premierą.

W filmie Camerona cały czas znajdujemy się w samym centrum wydarzeń, trudno tu nawet mówić o dalekich planach, bo każdy szczegół, nawet najdrobniejszy, widoczny jest doskonale. Wydaje się, że oglądając np. pilotów na pokładzie helikoptera, znajdujemy się w jego wnętrzu, widząc to, co oni, patrząc na świat ich oczyma. Podobnie jest z wykreowanymi w filmie obrazami dzikiej przyrody Pandory. Siedząc w fotelu kinowym, przemierzamy i pokonujemy z bohaterami różnorakie przeszkody w dżungli, reagując gwałtownie na czające się gdzieś za nami niebezpieczeństwo.

Jednak największe wrażenie wywołują stworzone komputerowo postaci rdzennych mieszkańców Pandory. Przypominają grających je aktorów, ale ich oczy są dwa razy większe od ludzkich, mają też dłuższe szyje i inne sylwetki. To, że są tak realistyczne, było możliwe dzięki specjalnej technice. Aktorzy mieli na głowach specjalne nakrycia głowy, do których przytwierdzano minikamery skierowane na twarze. Dzięki temu zarejestrowano nawet najmniejsze drgania mięśni twarzy.

W 2154 roku na Pandorę, której środowisko częściowo przypomina ziemskie, z tym, że atmosfera zawiera zbyt mało tlenu, by mogli tu żyć ludzie, trafia Jake Sully. To eks-marine, sparaliżowany od pasa w dół. Naukowcy wyhodowali hybrydy, czyli ciała zwane avatarami, przystosowane do poruszania się w atmosferze planety. Ciałem hybryd można sterować za pomocą ludzkiego umysłu. Jake ma być jednym z tych, którzy dokonują transferu swego umysłu w avatara.

Potężny koncern wydobywa na Pandorze bezcenny dla przeżywającej kryzys energetyczny Ziemi minerał unobtainium. Kiedy okazuje się, że najbogatsze złoża minerału znajdują się na terenach zamieszkałych przez tubylców, zwanych Na’vi, którzy mimo presji nie chcą ich opuścić, szefowie koncernu decydują się na akcję militarną. Jake otrzymuje misję rozpoznania słabych punktów miejscowej społeczności, ale kiedy poznaje bliżej życie i obyczaje tubylców, nie chce dopuścić do wybuchu przemocy i zagłady mieszkańców wioski. Cameron pełną garścią czerpie z mitologii amerykańskiego kina. Nie ukrywa tego. Znajdziemy tu nawiązania zarówno do „Czasu Apokalipsy” i filmów opowiadających o wojnie wietnamskiej, jak i obrazów z wytwórni Disneya, wystarczy wymienić chociażby „Pocahontas”.

Dodajmy do tego amerykański western w swojej ekologicznej odmianie w rodzaju „Tańczącego z wilkami” i tych opisujących brutalne rozprawy z Indianami, a także filmy fantasy – jak „Władca pierścieni” czy „Gwiezdne wojny”. Nie wnosi tu nic nowego, tworząc banalną często kompilację znanych schematów. Film z pewnością spodoba się ekologom, szczególnie tym, którzy doszli do wniosku, że największym szkodnikiem na Ziemi jest człowiek. W związku z czym należałoby zlikwidować ziemską populację.

Ponieważ cała para poszła w olśniewającą stronę wizualną, zabrakło jej na dopracowanie scenariusza, na czym ucierpiała dramaturgia filmu. Film oglądałem w kinie IMAX, bo tylko chyba tam, gdzie w pełni można odebrać wizualne atrakcje, jakie serwują nam twórcy, da się go obejrzeć bez większego znużenia. Na zwykłym ekranie trudno byłoby na nim wytrwać do końca seansu.

Avatar, reż. James Cameron, wyk.: Sam Worthington, Zoë Saldana, Sigourney Weaver, Stephen Lang, USA 2009.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Jasp
    10.01.2010 13:35
    Mi osobiście film bardzo się podobał, podkreślam film, nie tylko same efekty, bo nie one tu są najważniejsze, ale treść. Nie zgadzam się z autorem, bez żadnego ziewnięcia można dotrwać do końca seansu czerpiąc z tego wiele radosci.
  • etanim@gmx.de
    11.01.2010 23:15
    Jakoś przetrawiłem subiektywizm autora tej recenzji (o ile to była recenzja), ale już "pokonało" mnie zupełnie opowiadanie treści filmu, zresztą straszliwie sprymityzowane. Jeśli Pan Kubies tak zobaczył ten film i tak go odczuł, to ... wyrazy współczucia
  • Marysia
    14.02.2010 18:12
    Oj, recenzent bardzo luźne skojarzenia tu wysnówa. W filmie wszak nie chodziło o to, że każdy czlowiek jest dla ziemi szkodnikiem, ale że czasem potrafi niszczyć swoje środowisko życia. Spójrzmy prawdzie w oczy - śmieci na ulicach, powietrze gęste od spalin - to nasza codzienność. Jestem szczerze zaskoczona, że autor recenzji tak to odczytał. Dobrze pokazana w filmie jest ludzka chciwość. Szefowie koncernu nie cofnęli się nawet przed zniszczeniem najważniejszego dla Na'vi miejsca, by tylko zrobić jak najlepszy interes. Według mnie film jest bardzo interesujący. Mimo, że nie oglądałam go w super-hiper-wystrzelonym-w-kosmos kinie "IMAX" , tylko w zwykłym "Multikinie" i zwykłym 3D "wytrwałam" do końca seansu z zaciekawieniem śledząc losy bohaterów.
  • Małpiatka
    21.01.2012 23:26
    Ja się niestety zgadzam z autorem recenzji. Rozumiem, ze fani Avatara mogą czuć się doktnięci, jednak taka jest prawda - przeważyły efekty specjalne, scenariusz zaś wyszedł banalny i przewidywalny a momentami dłużyzny ciągnęły się i ciągnęły. W dodatku momenty z serii "Jednoczę się z drzewami, energia fruwa dookoła" budziły moje szczere rozbawienie.
    Rozumiem, ze mozna mieć sentyment do filmu lub go po prostu lubić, ale nie powinno to przysłonić obiektywnej oceny. Avatar jest kiepściutką wersją "Pocahontas" dla dorosłych.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama