Kobiety są fajniejsze

Spotkania dla kobiet po stracie. Gdy dwadzieścia lat poświęciło się mężowi i dzieciom, a on nagle odszedł do młodszej, świat się kończy. Gdy narzeczony, który „kochał nad życie”, nagle „przestaje kochać”, nie chce się żyć. Bo rozstanie, zdrada, bolą zawsze. Ale z bólu można i trzeba się podnieść.

Reklama

Łączą je ukończone studia z filozofii, niespełnione marzenia o studiach psychologicznych, to, że lubią pomagać ludziom, a na co dzień – wspólna praca w poważnej instytucji. I łączy je jeszcze podobna, trudna przeszłość: obie były żonami, obie doświadczyły traumy porzucenia, rozwodu. Wiedzą, jak to boli, i wiedzą, że… ból kiedyś mija. A życie toczy się dalej, i może być piękne. Ewa Nowosielska i Małgorzata Rajca nie tylko doświadczyły tego we własnym życiu, ale również pomagają porzuconym kobietom wyjść na prostą.

– Kończyłyśmy studia podyplomowe z relacji interpersonalnych, przez rok chodziłyśmy też na kurs mediacji rodzinnych na Uniwersytecie kard. Stefana Wyszyńskiego – opowiadają. – Jeden z wykładowców współpracował z jezuicką fundacją „INIGO”, która świadczy potrzebującym pomoc psychologiczną. Zostałyśmy zaproszone do fundacji…

Nie jesteś sama!
W ramach „INIGO”, która ma swoją siedzibę przy kościele św. Andrzeja Boboli na ul. Rakowieckiej, panie Ewa i Małgorzata stworzyły grupę wsparcia dla kobiet po rozstaniach.
– Kobiety porzucone, zdradzone to duża grupa społeczna – mówi Ewa Nowosielska. – Niestety, mocno zaniedbana. Mają wiele świeckich propozycji pomocy, często płatnych, ale mało ośrodków związanych z Kościołem. A przecież wiele porzuconych żon to katoliczki, które swój dramat chciałyby przeżywać razem z ich Kościołem. A potem – zgodnie z nauką społeczną Kościoła, chciałyby wyjść na prostą.

Na kameralne (i bezpłatne!) spotkania do salki na Rakowieckiej przychodzi około dziesięciu kobiet. Są w różnym wieku, z przeróżnym bagażem doświadczeń. Są wśród nich panie dwudziestoparoletnie, są sześćdziesięcioparolatki. Są osoby mniej lub bardziej wykształcone. Panie pracujące zawodowo i pracujące wyłącznie w domu. Jedne właśnie przechodzą dramat rozwodu, inne już od kilku lat próbują sobie z rozstaniem poradzić.

– Tak naprawdę łączy je poczucie straty, poczucie braku perspektyw, nieumiejętność zadbania o siebie – mówią zgodnie Nowosielska i Rajca. – Kobiety, które zostały porzucone, czują się…winne. Myślą: „a może gdybym była inna, lepsza, mądrzejsza, on by nie zdradził, nie odszedł”? Rozdrapują sytuację, cierpią, analizują. Zapominają zupełnie o sobie, czasem wpadają w depresję. W momencie porzucenia, straty ukochanej osoby, wszystkie reagują podobnie. Najpierw są pewne: „spotkało mnie największe nieszczęście na świecie. Jestem najbardziej na świecie skrzywdzona”. A potem okazuje się, że takie rzeczy się dzieją; że straszne słowa już zostały nieraz wypowiedziane; że nie jestem jedyną skrzywdzoną na świecie. Że jest to jakiś niechlubny współczesny standard. Ale z takiego stanu można się podnieść.

Kobiety trafiają na spotkania w różny sposób. Jedne usłyszały wiadomość w mediach, inne dowiedziały się w kościele. Jeszcze innym informację przekazała koleżanka.
– Trafiają do nas również panie, które zdecydowały się na terapię u psychoterapeutów z „INIGO”. A terapeuta – skierował je do nas – mówią Ewa i Małgorzata. – Czasem jest odwrotnie: gdy zauważamy, że konkretna pani potrzebuje pomocy psychologa, proponujemy jej terapię.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama