Maria Magdalena

Pierwszy wiek naszej ery, Ziemia Święta. Historia młodej kobiety, która opuszcza swą rodzinną wioskę rybacką, by podążyć za nowym ruchem. Zainspirowana charyzmatycznym liderem, Jezusem z Nazaretu, oraz głoszonymi przezeń naukami, Maria Magdalena – wraz z innymi uczniami – wyrusza w podróż do Jeruzalem. Tam znajdzie się w samym sercu tworzenia się chrześcijaństwa.

Reklama

Historia Jezusa Chrystusa zainspirowała całe pokolenia twórców filmowych, od Piera Paola Pasoliniego przez Martina Scorsese po Mela Gibsona. Opowiedziano ją na wiele różnych sposobów w każdej dziedzinie sztuki. Ale to historia na tyle bogata i otwarta, że właściwie nie jest niespodzianką, że sięgają po nią kolejni twórcy, tacy jak np. Iain Canning i Emile Sherman, producenci filmu „Maria Magdalena”. Dzięki ich pomysłowi otrzymujemy historię Chrystusa opowiedzianą z zupełnie nowej perspektywy.

- Oczywiście, ta historia została opowiedziana wielokrotnie, przez wielu różnych filmowców – mówi Canning – Jednak odnalezione w Egipcie i Grecji pergaminy z ewangelią, której autorką miałaby być Maria Magdalena, rzucają nieco inną perspektywę i pozwalają pokazać interesującą biblijną historię kobiety tamtych czasów.

- Każde pokolenie próbuje przedstawić pewne historie z nowej perspektywy, bardziej współczesnej – kontynuuje Canning – Kiedy pracujesz nad filmem, starasz się przedstawić znaną już historię w kontekście współczesności, tego, jak rezonuje dziś, bo inaczej nigdy nie dotrze ona do współczesnej publiczności. Czuliśmy, że w dzisiejszych czasach także jest przestrzeń na historię Marii Magdaleny, że opowiedzenie dziejów Jezusa Chrystusa z kobiecej perspektywy pomoże zobaczyć tę opowieść w nowym aspekcie. A do tego z perspektywy dzisiejszej wiedzy i naszych czasów. Naturalnie, opowiedzenie tej historii na nowo wiąże się z pewną odpowiedzialnością, jest to bowiem część naszego dziedzictwa i dla wielu osób punkt wyjścia. Dlatego tak ważne jest zaufanie – scenarzystom, filmowcom, aktorom. Wiara w to, że rzucą nowe światło, dodadzą świeżości. Staraliśmy się opowiedzieć te dzieje w możliwie najlepszy sposób.

Pierwszy zarys scenariusza został stworzony przez uznaną dramatopisarkę Helen Edmundson. Philippa Goslett przełożyła słowa Edmundson na język filmu i dodała do scenariusza dynamikę potrzebną do stworzenia postaci Marii Magdaleny.

- Zawsze fascynowała mnie historia Jezusa i zawsze czułam, że to, co zrobiono z Marią Magdaleną na przestrzeni stuleci jest wypaczeniem jej historii – mówi Goslett – Tu nadarzyła się okazja, by dać głos komuś, komu go odebrano, kto został uciszony. Najbardziej fascynowało mnie, jak opowiedzenie historii Chrystusa z nowej – kobiecej – perspektywy wpłynie na jej odbiór. Jak kluczowe momenty tej opowieści zostaną odebrane w nowym ujęciu. I – przede wszystkim – jak przekaz Jezusa mógł być zrozumiany z kobiecego punkt widzenia.

- Maria Magdalena przez wieki była marginalizowana, chcieliśmy przywrócić jej opowieść współczesnym, a ją samą ustawić w należnym jej miejscu – pośród apostołów – opowiada Emile Sherman, producent – Historia, którą opowiadamy sięga tak naprawdę do serca wszystkich religii. Maria Magdalena odkrywa, że „Królestwo”, czy jakakolwiek utopijna wizja świata, do której dążymy, musi zacząć się w nas samych. To tam znajduje się nasz duch, w tym samym miejscu, w którym jest miłość czy uprzejmość. Przesłanie Marii jest rewolucyjne i dziś. Wierzymy, że i teraz może silnie oddziaływać na ludzi.

Philippa Goslett, scenarzystka: – Przeprowadziliśmy mnóstwo rozmów z rabinami, księżmi, historykami Judaizmu, archeologami i oni wszyscy zaprzeczali sobie nawzajem. Każdy z nich miał inne spojrzenie na ruch tworzący się wokół Jezusa i jego znaczenie, co samo w sobie było niezwykle fascynujące. Ale to, co ekscytuje jeszcze bardziej, to podejście do Marii Magdaleny. Wszyscy, bez wyjątku, zgodnie przyznali, że Maria Magdalena powinna być uznawana za apostoła.

- Na kształt scenariusza i całej produkcji wpływ miało mnóstwo różnorodnych tekstów historycznych i teologicznych – mówi producentka Liz Watts – Korzystaliśmy z pomocy wielu biblistów i historyków – żydowskich, z Greckiego Kościoła Prawosławnego, katolickich. Wszyscy oni byli podczas pracy wielką pomocą, ale każdy z nich przedstawiał nam swój własny punkt widzenia, zwykle odrębny – od żydowskiej interpretacji I wieku po narodzinach Chrystusa po chrześcijańską wizję tego okresu, od ewangelii świętego Marka po – przede wszystkim – ewangelię Marii. Nie udajemy, że historia opowiedziana w filmie próbuje być tekstem historycznym czy teologicznym. To raczej interpretacja, historia, jaką chcieliśmy przekazać. Zależało nam jednak, by odnieść się z szacunkiem do ludzkiej wiary.

Philippa Goslett, scenarzystka, wyjaśnia znaczenie ewangelii Marii Magdaleny, które było punktem wyjścia i najważniejszym tekstem podczas pracy nad scenariuszem: – Przedstawia Marię Magdalenę jako kluczową postać w ruchu Jezusa. Pokazuje też kształt debaty, rozmów między nią a innymi apostołami i wskazuje na bezpośrednią bliskość Marii z Jezusem oraz jej wpływ na nauczanie Chrystusa. A to, że jest kobietą i ma realny wpływ na nauczanie Jezusa powoduje pewne nieporozumienia między nią a apostołami-mężczyznami, zwłaszcza Piotrem, co na ekranie wytwarza niezwykłą dynamikę.

Liz Watts: – To, jak Maria rozumie Królestwo i przekaz głoszonych przez Chrystusa nauk, odnosi się do wartości ogólnych, jak wybaczenie, litość, człowieczeństwo. W filmie każdy z apostołów ma swoją wizję Królestwa Bożego na Ziemi – szczególnie jego początku. Maria szybko dochodzi do przekonania, że odpowiedź na pytanie o kształt Królestwa Bożego na Ziemi jest prosta-aby zmienił się świat, najpierw musimy zmienić się my. I jeszcze jedna rzecz – Maria Magdalena zostaje przy Jezusie podczas ukrzyżowania, podczas gdy inni apostołowie nie. I to jest fundamentalna różnica.

«« | « | 1 | 2 | » | »»
  • Fr
    07.04.2018 18:05
    Jak można kręcić poważny film biblijny na podstawie apokryfu, czyli tekstu jednoznacznie fałszywego, wyprodukowanego na potrzeby jakiejś mało znaczącej sekty? Poza tym, ta "kobieca wersja historii Jezusa" i traktowanie Jego Ewangelii jako "ruchu" wydaje się bardzo niepokojące.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama