Bajtel z Nazaretu

Chrześcijanie w pierwszych wiekach bardzo interesowali się dzieciństwem, czy może bardziej młodzieńczymi latami Jezusa Chrystusa. Ponieważ jednak w Ewangeliach - prócz nauczania w świątyni - niczego na ten temat nie napisano, to też zagadnienia te rozwijały tzw. ewangelie apokryficzne.

Reklama

Można by nawet rzec, że to literatura apokryficzna wypełniła lukę na rynku wiedzy o małym Jezusie z Nazaretu. A choć literatura ta nie jest wolna od przeróżnych zmyślonych historyjek, to jednak nie można wykluczyć, że niektóre jej fragmenty prawdziwie przekazują tradycje o dzieciństwie Jezusa. Bo to przecież z tego typu tekstów dowiadujemy się, że babcia Jezusa nazywała się Anna, a dziadek Joachim. W Ewangeliach tego nie wyczytamy!

Można jednak mieć wątpliwości, czy mały Jezus z Nazaretu zawsze był takim aniołkiem na ziemi. Czy zawsze tylko pomagał św. Józefowi w stolarni, Matce Boskiej w kuchni albo św. Annie w podlewaniu kwiatków w ogrodzie. I te wątpliwości nie są chyba pozbawione sensu, bo jeden z tekstów apokryficznych mówi wyraźnie, że mimo szabatu- a wówczas był absolutny zakaz wykonywania pracy- Jezusek zrobił ptaszki z gliny, a potem je ożywił. Może Jezus w dzieciństwie nieraz pokazał swój charakter i pobił się z kolegami z drugiej części Nazaretu? Może?

Nie wiem! Ale później podczas działalności publicznej nieraz pokazał swój charakter, przykładowo wyganiając przekupniów ze świątyni,czy nazywając faryzeuszy pobielanymi grobami.

To pytanie o dzieciństwo Jezusa zadałem sobie niedawno podczas pielgrzymki do Lubecka. Tam bowiem, na placu kościelnym, zobaczyłem koło krzyża figurkę Matki Boskiej z Dzieciątkiem. A ten Jezusek miał potłuczony nos. Zaraz sobie pomyślałem, że może pobił się gdzieś z kolegami, może spadła mu na głowę deska w warsztacie św. Józefa, a może przewrócił się, jadąc na rowerze?

Ale zaraz, zaraz… w tamtych czasach nie było jeszcze rowerów. Proszę się jednak nie dziwić, że wypsnęło mi się z tym rowerem, bo ostatnio miałem dwa rowerowe wypadki w mojej rodzinie. Najpierw 4-latek przewrócił się na rowerze i złamał rękę, a później 16-latek spadł z takiego samego. Ale wróćmy do tej figurkiz ubitym nosem...

Zrobiłem jej zdjęcie i rozważałem, jak można je podpisać po śląsku: Rojber z Nazarytu albo Szczaskany kichol Zbawiciela. Wyobraziłem też sobie tę teologiczno-regionalną dyskusję, czy małego Jezusa można nazwać rojbrym, buksym, kondą, miglancym Czy nie jest zbyt nieelegancko pisać, że Chrystus miał na kicholu boloka, ała albo że sie piznął.

Prowadząc jednak takie rozważanie, nie zapominajmy, że człowieczeństwo i boskość były w Chrystusie tak samo ważne i godne siebie. Podobnie też śląska i polska mowa są tak samo godne opowiadać o Chrystusie. Choć oczywiście czasami ludzie mają heretycki pokusy umniejszania człowieczeństwa Zbawiciela na rzecz Jego boskości. Podobnie też niejeden Ślązok umniejsza swoją śląszczyznę.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • +antysmok
    28.03.2011 18:38
    Jakiś czas temu wpadły mi ręce - a właściwie dostałem w prezencie 9 tomów Poematu Boga-Człowieka, Marii Valtorii. Powiem szczerze, ze nie wiem co o myśleć o treściach zawartych w tych "objawieniach". Nie jestem specjalnie fascynatem takiej literatury - są trochę jakby naiwne czy cukierkowe. Uważam, że mogą wykrzywiać codzienność Świętej rodziny z Nazaretu: Maryja piekąca dla Jezusa jego ulubione ciasteczka: "bo On je lubi..." Pierwsze moje skojarzenie to: nadopiekuńcza mama dogadzająca swojemu dziecku.... trochę taka gosposia pewnego proboszcza :) lubiącego dobrze zjeść niż Maryja: na początku "nic nie rozumiejąca a przyjmująca wszystko na wiarę" i "zachowująca wszystko w sercu". Coś tu nie tak. Więcej tu chyba własnej podświadomości autorki niż nadtchnienia Bożego. Ale to tylko moje zdanie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama