Prorokini Anna

„Proszę o taki nekrolog: z radością przyjęła śmierć. Prosi bliskich o przyjęcie jej śmierci z radością” – zapisała w swoim „Notatniku”. 25 lat temu zmarła Anna Kamieńska – jedna z najciekawszych poetek religijnych.

Reklama

W jej dorobku znajduje się blisko 100 książek. Była nie tylko poetką, autorką opowiadań czy twórczości dla dzieci, ale także wybitną tłumaczką z niemal wszystkich języków słowiańskich. Jeśli dodamy do tego jej przekłady z hebrajskiego i łaciny, zacznie nam się rysować obraz osoby wszechstronnej, o ogromnej rozpiętości zainteresowań.

Wierzyć do końca
I Anna Kamieńska była też, jak często dzieje się u tak wrażliwych dusz, targana licznymi niepokojami. Najlepiej oddają to chyba słowa jej przyjaciółki ze szkolnych lat, również poetki, Julii Hartwig: „Była duszą zbuntowaną, poszukującą. Trapiło ją wiele kompleksów, głęboko przeżywała wszystko, co uważała za krzywdę. Ludzie najczęściej nic sobie nie robią z poczucia, że coś jest nie tak, a Anna z wieloma rzeczami nie potrafiła się pogodzić. (...) Musiała w coś wierzyć, i to do końca”. Podczas uroczystości pogrzebowych prymas Józef Glemp wyraził się o niej nawet: „prorokini Anna”. W swoim „Notatniku” zapisała: „Proszę o taki nekrolog: z radością przyjęła śmierć. Prosi bliskich o przyjęcie jej śmierci z radością”. Nim jednak doszła do tak żarliwej wiary, musiała przejść długą drogę. Jej wczesne wiersze bliższe są raczej socrealizmowi niż poezji religijnej. Jednak osobiste wstrząsy, takie jak śmierć matki w 1956 roku i – 11 lat później – męża Jana Śpiewaka powodują przemiany jej twórczości. Pierwsza śmierć zaowocowała cyklem trenów „Dobranoc matce”, druga tomikiem „Biały rękopis”, którego bohaterka godzi się na własną małość:

pora zmieścić się w małości
w łupinie orzecha
w pestce jabłka
w ziarnie maku
skulić się
do geometrycznego punktu
łzy przestrzeni.


Rozmowy nad grobami
Gdy ks. Jan Twardowski w 1955 r. poznał poetkę, oboje z mężem uważali się za ludzi niewierzących. Jednak podczas kolejnych spotkań coś zaczęło się zmieniać. To właśnie ks. Twardowski udzielił namaszczenia jej choremu mężowi. Anna wspomina w swoim „Notatniku”: „Janek leżał na łożu śmierci, już nieprzytomny. Ksiądz Jan Twardowski modlił się przy nim półgłosem. Gdy ksiądz wyszedł, Janek obudził się i powiedział nagle wyraźnie: – Ksiądz się modlił. Jestem szczęśliwy. Teraz, gdy rozpamiętuję ten czas, jego słowa wydają mi się istotne. Było to wyznanie wiary. W przeciwieństwie do mnie, Janek zawsze był naturalnie wierzący. I może czasem tyle tylko trzeba, by wraz z całą męką konania człowiek został zbawiony”. Wstrząs związany ze śmiercią męża stał się początkiem nawrócenia poetki. „Pamiętam, jak ogarnięta ciemnością przychodziła do kościoła sióstr Wizytek. Potrzebowała rozmowy i właśnie w tym czasie zaprzyjaźniliśmy się. Często jeździliśmy na grób Jana na Powązki. Wędrując od grobu do grobu, rozmawialiśmy o wierze, Bogu, fragmentach Pisma Świętego, o liturgii, a także o literaturze. Nigdy nie zabrakło nam tematów. Było w tym coś niezwykłego. Odwiedzaliśmy nie tylko groby bliskich, znajomych czy pisarzy, ale także te zapomniane i opuszczone” – wspominał po latach ks. Twardowski. „Byłem świadkiem jej nawrócenia i wzrostu w wierze” – pisał.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama