Czym jest człowiek?

Nad tym co różni ludzi od innych istot żywych zastanawiają się najtęższe umysły ludzkości od wieków. Przy powstaniu doskonale podobnych, obdarzonych sztuczną inteligencją robotów problem stanie się jeszcze poważniejszy.

Reklama

Wydaje się, że problem ten to odległa przyszłość. W takim jednak czasie umieścił akcję swojego, opartego na powieści Philipa K. Dicka, filmu „Łowca androidów” Ridley Scott.

Już sama plastyczna wizja przyszłości ukazana w tym obrazie jest wspaniała. Ponura, czarna i smutna, ale jakże konsekwentna. Ulice Los Angeles są brudne, zatłoczone, pełne bałaganu. Nawet strzelanina nie powoduje specjalnego spustoszenia. Panuje na nich taki tłok, że i tak specjalnie nie byłoby gdzie się ukryć. Ciągłe niebezpieczeństwo, poczucie zagrożenia znieczula zresztą.

Bogatych od biednych odróżnia możliwość wybudowania sobie wielkiego, dobrze strzeżonego, zamku na odludziu (jak twórca robotów doktor Eldon Tyrell), bądź wykupienie kamienic, bloków i urządzenie ich tylko dla siebie, po swojemu.

Jest to też świat pełen sztuczności. Syntetyczne są tu także zwierzęta i jedzenie.

Ludzie mieszają się z androidami, stworzonymi do ciężkiej pracy na innych planetach. Trudno od siebie odróżnić dwie tak, zdawałoby się, różne istoty. Możliwość taką daje jedynie pewien długotrwały test. Istnieje jednak zagrożenie „oszukania” tegoż. Androidy maja jednak zabezpieczenie – odgórnie uregulowany i umieszczony w ich oprogramowaniu okres działania. Cztery roboty jednak uciekają. Chcą odnaleźć swego twórcę, liczą, że dzięki temu będą żyć dłużej. Chcą być jak ludzie.

Wspomniany wyżej test odróżniający ludzi od replikantów opiera się głownie na badaniu wspomnień. Te androidy mogą mieć „zaszczepione” sztucznie, jest ich niewiele, są w pewnej mierze wspólne. Można je więc odróżnić od ludzkich, zindywidualizowanych, abstrakcyjnych. Co jednak jeśli tę umiejętność zapamiętania tego co zobaczone, zachwytu nad najpiękniejszymi obrazami, wzruszenia, a więc uczuć nabędą roboty? Jak odróżnić czy ich wspomnienia i zachwyt są szczere?

Czy sama chęć aby data „śmierci” nie była naznaczona z góry, przy powstaniu, cierpienie związane ze świadomością śmiertelności nie czyni replikantów ludzkimi? A przecież z takimi pytaniami androidy Roy i Pris przychodzą do swego stwórcy, dr Tyrella. To wszystko uczucia, myśli, które tak śmiało przypisujemy tylko sobie.

Co więc odróżnia człowieka od robota w świecie Scotta? Skąd mamy wiedzieć, że nie jesteśmy nimi? Przecież nie możemy być pewni, że nasza data śmierci nie jest również z góry oznaczona. Jeśli nie widzimy, nie jesteśmy w stanie uchwycić różnic to eksterminujemy takich samych jak my, równych nam, nas samych. Któż z nasz może mieć pewność, że nie jest androidem?

Usuwając swoje dzieła, zwłaszcza jeśli byłyby doskonalsze od twórców, negujemy również postęp, rozwój.

Wyszukiwaniem i „zabijaniem” replikantów zajmuje się tytułowy łowca androidów – Rick Deckard. Jest to nowoczesny, futurystyczny, prywatny detektyw z filmu noir. Jest pewien, że jest człowiekiem, dobrze wykonującym swoją pracę. Nie ma rozterek moralnych, nie stawia sobie tych wszystkich pytań.

Podobnie i widzowie. Jesteśmy od nagłości, teraźniejszości tych pytań odlegli. Gdzież dzisiejsza robotyka? Roboty ludzi całkiem nie przypominają. O wspomnieniach uczuciach z ich strony mowy być nie może.

Zauważmy jednak jak nagle i niespodziewanie stają się palące i aktualne one dla Deckarda w finale.

***

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama