publikacja 05.03.2026 14:19
Opowieść o Janinie Lewandowskiej. Kim naprawdę była?
Jakub Szymczuk / Foto Gość
Katarzyna Piwowarska wciela się w por. Janinę Lewandowska podczas VIII Katyńskiego Marszu Cieni.
Kilkanaście lat temu zobaczyłam JĄ. Szła ulicami Warszawy w mundurze polskiego lotnika. Pośród dziesiątków polskich żołnierzy, oficerów. Wyprostowana, z zaciętym wyrazem pięknej twarzy, ciemnowłosa.
To był wstrząs. Nie wiedziałam wcześniej o jej istnieniu. Katyń? Zbrodnia katyńska? Kojarzyły mi się wyłącznie z polskimi oficerami – mężczyznami.
Zobaczyłam ją na Katyńskim Marszu Cieni. Pochodzie-pomniku, pochodzie-hołdzie dla dwudziestu dwóch tysięcy polskich oficerów, zamordowanych przez Sowietów w 1940 roku w Katyniu i innych miejscach kaźni.
Marsz, organizowany w Warszawie od 2008 roku z okazji Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej między innymi przez IPN i grupy rekonstrukcyjne, przechodzi ulicami stolicy w ciszy. Rekonstruktorzy, w historycznych mundurach polskich oficerów oraz pilnujących ich funkcjonariuszy NKWD, idą od Muzeum Wojska Polskiego przez Krakowskie Przedmieście do Placu Zamkowego, Rynku Starego Miasta, Bonifraterską aż pod Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie. Idą, by o nich przypomnieć. Jest i ona: Janina Lewandowska.
Pierwszy raz dostrzegłam ją pod pomnikiem szczególnie mi bliskim i poprzez jego wymowę i dla tego że w 1999 roku, podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, czekałyśmy w tym miejscu z moją Babcią od wczesnego ranka na przyjazd Ojca Świętego. Był z nami ksiądz Zdzisław Peszkowski, który modlił się z wiernymi za ofiary Wschodu. Gdy pojawił się Jan Paweł II, prałat pokazywał mu pomnik symbolizujący tak wiele miejsc kaźni Polaków.
Sam ksiądz Peszkowski, o czym wiedziałam, uniknął śmierci w Katyniu. Nie miałam jednak pojęcia, że przecież młody wówczas oficer znał Janinę. Pamiętał lotniczkę z Kozielska i po wielu latach wspominał…
Mijały lata. Istnienie Janiny Lewandowskiej, prawdopodobnie jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu, zaczynało przebijać się do społecznej świadomości. Powoli. Bardzo powoli.
Istniejące publikacje mówiły jednocześnie wiele i niewiele: córka generała, lotniczka, porucznik Wojska Polskiego. Inspirowały i pobudzały wyobraźnię. Zdradzały jakiś ciąg dalszy, ludzką, głęboką historię o życiu i śmierci. Odkrytą do końca? Stanowczo nie. Tylko czy da się ją odkryć?
Dopiero po latach się dowiedziałam, że zbrodnia katyńska to nie tylko martyrologia dorosłych mężczyzn: to też historia kobiet i dzieci więzionych w obozach specjalnych i zabijanych na nieludzkiej ziemi. Po latach dowiedziałam się zresztą, że Janina została odnaleziona w katyńskim dole śmierci... wraz z małym chłopcem. To był dla mnie wstrząs.
Lewandowska była jedyną kobietą zamordowaną w Katyniu, ale nie jedyną kobietą więzioną w obozach specjalnych NKWD. Janina czekała na swój czas. Czekała, by rozpoczął się żmudny, a jednocześnie piękny proces odkrywania tej niezwykłej, ale i bardzo zwyczajnej kobiety...
*
Powyższy tekst jest fragmentem książki "LOTNICZKA. Opowieść o Janinie Lewandowskiej". Autorka: Agata Puścikowska. Wydawnictwo ZNAK
