Różańcowe maszkety

Spotkałem się ostatnio z globalizmem na odpuście w jednej ze śląskich miejscowości. Gdzie? Na odpuście? – może się ktoś zadziwić.

Reklama

No bo można by pomyśleć, że tak ogólnoświatowe, tak globalne zjawisko jak globalizm, to można spotkać tylko gdzieś w Katowicach na targach motoryzacyjnych czy na autostradzie pod Mysłowicami. A tu patrzcie, na śląskiej wsi?

Powszechnie wiadomo, że na każdym parafialnym odpuście w okolicach kościoła handlyrze rozkłodają odpustowe budy. Któż tego nie zna z dzieciństwa. Te tradycyjne można podzielić na dwie zorty: budy z jodłym i budy z graczkami. Budy z jodłym to stoiska sprzedające roztomajte słodycze o takich typowych śląskich nazwach jak: makrony, futermeloki, floki, kartofelki, zozwór… Natomiast budy z graczkami to stoiska z wielką ilością zabawek i innych duperelek. I właśnie będąc ostatnio na takim odpuście zauważyłem, że odpustowe jodło stoi na wysokim poziomie i nic się tu od ponad stu lat nie zmieniło. I bardzo dobrze.

Taka ciągłość tradycji to wielki powód do zadowolenia dla wszystkich miłośników śląskich klimatów i odpustowego maszkecynio. To też oznacza, że Ślązoki jeszcze świętują parafialne odpusty, a nie przenieśli się całkowicie do supermarketów. Muszę się Wam też pochwalić, że podczas spacerowania po odpustowych budach kupiłem sobie wielgo tytka maszketów, czyli słodyczy. Wśród nich był też różaniec, zrobiony ze sznurka, bibuły i pierniczków. Jest tak piękny, że aż szkoda go zjeść! Chyba go zasuszę i zostawię sobie na pamiątkę.

Kupując go pomagasz w zachowaniu dziedzictwa śląskiej kultury   MAREK SZOŁTYSEK/GN Piernikowy różaniec z odpustowej budy
Kupując go pomagasz w zachowaniu dziedzictwa śląskiej kultury
O ile więc stan śląskich makronów i zozworów na odpustowych budach może budzić zadowolenie, o tyle budy z graczkami to… tragedyjo! Dawniej sprzedawano na nich sympatyczne blaszane pierszczonki, flinty na frop, bale na guminie, pistołle na plac-patrony… Dzisiaj ten segment odpustowego rynku opanowały niestety produkty globalne. A w tym przypadku tanie rzeczy, masowo wyprodukowane w Chinach i sprzedawane na całym świecie.

Przykładowo więc takie samo autko czy gumowego dinozaura można kupić na targowisku w Bombaju, Moskwie, Brukseli, na straganach pod Jasną Górą, na stoiskach przy włoskiej plaży oraz na odpuście w Siemianowicach Śląskich. Jak w tej sytuacji kupić, sobie   jakąś   lokalną   pamiątkę skoro ona może mieć napis „Made in China”? Może byłoby to śmieszne, gdyby nie było tak tragiczne. Tragiczne z kulturowego punktu widzenia. I to jest właśnie ta zła strona globalizacji... Warto być wyczulonym na ten problem odpustowej gospodarki. Uczmy siebie i innych, aby świadomie kupować na tych budach tylko produkty lokalne. Tylko w ten sposób ocalimy lokalne śląskie firmy produkujące nasze tradycyjne produkty. No bo chyba nie chcemy, aby Ślązoki przestały produkować swojskie makrony…. Przecież na ich miejsce mogą wejść ryżowe kulki oblane azjatycką czekoladą. Kyrie elejzon! Yno niy to!

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • ungarer
    06.02.2012 11:59
    Gryfny ten różaniec,ino nie wiadomo co by długo u mie strzymoł bo lubia sie pojeść.
  • eunika
    06.02.2012 19:23
    Za downej piyrwyj bywało, że sie kupiło jakiś bombonów czy innych maszketów na odpuście. Terozki człowiek je już za stary, a tyż i ni ma bajtlom co opowiadać, bo nie rozumiejom. Kiery by nie popróbowoł kopalnioków czy inkszych makaroników. Widać, że przinajmij ślunsko kuchnia jakoś sie trzimie, jak już jynzyk ginie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama