Jerozolimski tramwaj łączy i dzieli

Przez Jerozolimę sunie nowoczesny, niskopodłogowy tramwaj. Jest jednym z nielicznych miejsc, gdzie można zobaczyć ultraortodoksyjnego Żyda obok muzułmanki w hidżabie albo izraelską żołnierkę obok palestyńskiego studenta. Ale nie obywa się bez konfliktów.

Reklama

Budowa linii tramwajowej trwała prawie dekadę i kosztowała dwa razy więcej niż pierwotnie planowano. Gdy w sierpniu 2011 roku tramwaj rozpoczął próbne, darmowe kursy, wszyscy odetchnęli z ulgą - koniec z rozkopanymi ulicami i ciągłym hałasem. Od grudnia tramwaj jeździ według normalnego rozkładu i obowiązują w nim bilety.

"Gdy mój mały kuzyn wsiada do tramwaju, mówi wszystkim 'dzień dobry', osadnikom też. Powoli przyzwyczaja się do nich" - mówi Jazid, młody Palestyńczyk z jerozolimskiego obozu dla uchodźców Szufat. I kręci głową niezadowolony.

Dla Jazida takie drobne uprzejmości jak ustępowanie miejsca, witanie się, to przejaw "normalizacji". Ten termin został ukuty przez Palestyńczyków w związku z przeciągającą się izraelską okupacją. Po ponad 40 latach ludzie zaczynają traktować ten stan jako coś normalnego i przystosowują się do sytuacji.

Normalizacją są na przykład kontakty z Izraelczykami, którzy akceptują lub wspierają okupację Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy. Normalizacją jest generalnie traktowanie Izraela jak normalnego państwa, a nie jako państwa okupującego - tłumaczą Palestyńczycy i występują przeciwko niej.

Ale normalizacji ciężko uniknąć. Na przykład w tramwaju, który łączy Jerozolimę Wschodnią, czyli palestyńską pod okupacją i Zachodnią, czyli izraelską.

Według ankieterki, która wypytuje pasażerów, jak im się jeździ nowym środkiem transportu, ludzie narzekają przede wszystkim na dwie rzeczy. Po pierwsze, problemy techniczne, bo czasem trzeba czekać nawet 20 minut na przyjazd tramwaju, a władze obiecywały 5-10 minut.

Po drugie, nie wszyscy są zadowoleni z mieszania się Palestyńczyków i Izraelczyków.

Władze izraelskie traktują Jerozolimę jako swoją "wieczną i niepodzielną" stolicę, dlatego nie widzą problemu w budowaniu infrastruktury łączącej wschodnią i zachodnią część miasta. Tramwaj ma utrwalić "niepodzielność" Jerozolimy jako stolicy Izraela. Stąd jego budowie towarzyszyły protesty i międzynarodowe wezwania do bojkotu.

Francuska firma Veolia pod naciskiem pacyfistycznych działaczy z Izraela i Europy ogłosiła, że odsprzeda swoje udziały w konsorcjum budującym linię tramwajową.

«« | « | 1 | 2 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama