Dylemat. Gra

Fragment książki Musaba Hasana Jusufa "Syn Hamasu".

Kilka miesięcy wcześniej Halawa dał jakiemuś mężczyźnie dwa karabiny AK47 i worek naboi. Wkrótce potem ten człowiek i jego kolega zaczaili się przy drodze wyjazdowej z Jerozolimy i zastrzelili greckiego mnicha prawosławnego Tsibouktsakisa Germanusa – wpakowali w niego trzynaście kul. Halawa nagrodził ich za to większą ilością broni, która miała się przydać w planowanym przez niego ataku na Uniwersytet Hebrajski na Górze Skopus.

Ze zrozumiałych względów rząd izraelski wywierał naciski na Szin Bet, żeby wyeliminować Halawę. Byłem jedynym współpracownikiem Szin Bet, który mógł pomóc w jego zidentyfikowaniu, ponieważ miałem odpowiednie znajomości w Hamasie. Jednak po raz pierwszy w życiu stanąłem przed prawdziwym dylematem moralnym. W głębi duszy nie zgadzałem się na zabicie tego człowieka, bez względu na to, jak bardzo był zły.

Wróciłem do domu i wyjąłem moją Biblię, mocno już sfatygowaną od częstego kartkowania. Przeszukiwałem ją usilnie, ale nie znajdowałem niczego, co usprawiedliwiałoby morderstwo. Jednak nie chciałem też brać na siebie odpowiedzialności za śmierć niewinnych osób, gdybyśmy pozwolili Halawie kontynuować działalność i strzelać do ludzi. Nie widziałem dobrego wyjścia z tej sytuacji.

Nie przestawałem o tym myśleć i modliłem się do Boga, aż w końcu powiedziałem: Przebacz mi, Panie, to, co zamierzam zrobić. Przebacz mi. Ten człowiek nie może pozostać przy życiu.

– Świetnie – powiedział Loai, kiedy go poinformowałem o swojej decyzji. – Zajmiemy się nim. Ty się tylko postaraj, żeby Marwan Barghuti nie znalazł się z nim w jednym samochodzie.

Marwan nie był tylko grubą rybą w Palestynie, był także terrorystą odpowiedzialnym za śmierć wielu Izraelczyków. Oficerowie Szin Bet nienawidzili go, ale nie chcieli, żeby zginął w zamachu i został otoczony kultem męczennika.

4 sierpnia 2001 roku obserwowałem biuro Barghutiego. W pewnym momencie zobaczyłem, że do budynku wchodzi Halawa. Kilka godzin później wyszedł, wsiadł do swojego golfa i odjechał. Skontaktowałem się z Szin Bet i zapewniłem, że jest sam.

Samochód Halawy obserwowali również żołnierze izraelscy z czołgu stacjonującego na pobliskim wzgórzu. Czekali na możliwość oddania czystego strzału, kiedy nie będzie w pobliżu żadnych cywilów. Pierwszy pocisk przeciwpancerny wystrzelili w kierunku przedniej szyby auta, ale Halawa musiał go zauważyć, bo otworzył drzwi i próbował wyskoczyć. Nie zdążył – siła wybuchu wyrzuciła go z auta. Mój samochód, który stał kilkaset metrów dalej, zadrżał od eksplozji. Drugi pocisk chybił i uderzył w ulicę. Golf stanął w płomieniach, Halawa też się palił – ale przeżył. Patrzyłem, jak biegnie przez ulicę, krzycząc z bólu, gdy płomienie ogarniały jego ciało. Serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi.

Co myśmy narobili?

– Zwariowałeś! – oficer Szin Bet wrzasnął mi do ucha przez komórkę. Zauważyli mój samochód w pobliżu miejsca zdarzenia. – Chcesz zginąć? Zwijaj się stamtąd!

Wiedziałem, że nie powinienem zbliżać się do miejsca operacji, ale zależało mi na tym, żeby zobaczyć, co się stanie. Czułem się zobligowany, by śledzić przebieg zamachu, do którego przyłożyłem rękę. Postąpiłem głupio. Gdyby ktoś mnie zauważył, z pewnością zostałbym zdemaskowany. Byłby to zbyt podejrzany zbieg okoliczności, żeby ktokolwiek uwierzył, że nie miałem nic wspólnego z całą akcją.

Tego wieczoru razem z ojcem i Marwanem Barghutim odwiedziliśmy Halawę w szpitalu. Miał tak poparzoną twarz, że nie mogłem na nią patrzeć. Wszystko wskazywało jednak na to, że jakimś cudem przeżyje.

Halawa ukrywał się przez kilka miesięcy. Później krążyła pogłoska, że przypadkowo się postrzelił i niemal wykrwawił na śmierć. Ale nawet wtedy nie wyhamował, dalej zabijał ludzi.

(…)

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Więcej nowości