Nie udaję świętego

O rozpędzonym świecie, podszeptach Złego i wyciągniętej ręce Boga z Muńkiem Staszczykiem rozmawia Szymon Babuchowski.

Reklama

Szymon Babuchowski: Na nowej płycie „Old is gold” przyznajesz się do fascynacji tym, co niemodne. Czy rockman w pewnym wieku przestaje gonić za trendami?

Muniek Staszczyk: – Nigdy tak specjalnie za tym nie goniłem. Nasz zespół istnieje 30 lat i jego bazą zawsze była muzyka gitarowa. T. Love powstał w stanie wojennym – byliśmy młodymi ludźmi, którzy na fali muzyki punkrockowej i całej tej historii polityczno-społecznej w Polsce chcieli się jakoś wypowiedzieć. Nie była nam w głowie popularność, tylko chęć podzielenia się emocją z rówieśnikami. Szacunek u fanów zdobywaliśmy przez robienie własnym sumptem kaset, sprzedawanie ich na koncertach. W latach 90. chcieliśmy to w jakiś sposób sprofesjonalizować. Zespół wszedł do showbiznesu. Tylko że ta moja lekcja niezależności, wyniesiona z punkrocka, sprawiła, że w głównym nurcie byłem tylko jedną nogą, nie przekraczałem pewnych granic. Płyta „Old is gold” świadomie jest taka oldschoolowa. Nie dlatego, że mnie współczesny świat nie interesuje. Chodzi raczej o pewną postawę – nie biorę udziału w tej megaszybkiej gonitwie, kompulsywnej, chorobliwej, w której nawet nie ma czasu na skonsumowanie dwupłytowego albumu.

Słuchając „Old is gold”, mam wrażenie, że ten „cybernetyczny” świat Cię przeraża.

– Świat zawsze szedł do przodu, tyle że za naszego życia dzieje się to znacznie szybciej. Wymyśla się mnóstwo nowych gadżetów, które niby mają ci pomóc, a tak naprawdę nie umiesz sobie poradzić z prostymi problemami. Jeszcze w latach 90., kiedy zepsuł mi się telewizor czy inny sprzęt, to był zawsze przysłowiowy pan Władzio, złota rączka, któremu się zapłaciło i wszystko działało. Dzisiaj najpierw wciskają ci milion opcji, a potem, gdy masz problem, George Orwell się kłania. Dzwonisz do jakichś enigmatycznych sekretarek, nie wiesz, czy mówią do ciebie ludzie, czy roboty. Niby wszystko jest po to, żeby ci pomóc, ale rozmowy nie ma. Zostajesz samotny ze swoim problemem.

Jak sobie z tym radzisz?

– Ludzie otaczają się gadżetami, których ja bym nawet nie uruchomił. Komórkę mam prostą, potrzebną właściwie tylko do komunikacji. Nie walczę z tym światem, bo nie wygram, ale po prostu świadomie nie uczestniczę. Nie chodzi o to, że nie wolno wejść w świat cyfrowy, tylko on mnie niespecjalnie pociąga. To są powierzchowne społeczności – nie widzę tam głębi emocji. Dużo jest w tym ego, dużo ekshibicjonizmu: „Oto informuję was wszystkich, że teraz piję herbatę”. Prywatność gdzieś się zatraca. Wszystko można sfotografować, wrzucić do sieci. To jest jakiś nowy typ pornografii – pornografia uczuć. Nie podoba mi się to i na tej płycie o tym śpiewam.

Śpiewasz też: „Krzyż nie jest popularny”, a w tekstach jest wiele odniesień do Boga. To również kwestia wieku, że więcej myślisz o sprawach ostatecznych?

– Wiesz, ja nigdy tak naprawdę nie odszedłem od Boga. Fakt, miotało mnie w bok i wiem, co to jest zło. Ale nic mi się nie ukazywało – ani żaden demon, ani anioł. Jestem wierzący, bardzo często też wątpiący, ale wiary się nie wyparłem ani nie wstydzę. W życiu miałem parę dowodów na istnienie zła w czystej postaci. Można powiedzieć, że czułem oddech Złego. To tylko dowód na istnienie Dobrego. Miałem mnóstwo upadków i pewnie będę jeszcze miał. Cały ten świat showbiznesu wikła w różnego rodzaju uzależnienia. Dlatego wielokrotnie wątpiłem – raz bardziej, raz mniej. Może teraz trochę mniej?

Zagęszczenie tych tematów jest w Twoich piosenkach coraz większe.

– No tak, bo do tego też trzeba dorosnąć. Nie ma się co mądrować, robić z siebie chojraka. Przeżyłem już takie okresy fascynacji. Chodziłem na różne spotkania – fajni młodzi księża mnie zapraszali. Jacyś panowie mówili: a może byś założył koszulkę z Jezusem Chrystusem i propagował Go, bo masz charyzmat przywódcy… A ja zacząłem mówić, jakbym już bardzo dużo wiedział. Człowiek dostaje takiego kopa, jak się po latach znajdzie na nowo „bliżej Szeryfa”, że myśli: wow! Teraz już tak nie jest wow. Jest raczej codzienność, w której są różne momenty. Wiesz, wydaje mi się, że prędzej czy później każdy sobie zada pytanie o wiarę, niewiarę; o to, czy On jest, czy Go nie ma. Śpiewam też o złudności tych wszystkich materialnych rzeczy. Jestem człowiekiem dosyć zamożnym – tak mi los dał, że zespół odniósł sukces – natomiast mam dystans do materii i świadomość, że to jest pożyczone na chwilę. Ten świat duchowy uczy pokory. A z drugiej strony – bez filozofowania i mądrzenia się – mogę powiedzieć, że trochę w życiu przeżyłem. I wiem, że to, co ma człowiekowi do zaproponowania Bóg, jest ciekawsze od propozycji kolegi Lucyfera czy innego Belzebuba, bardzo atrakcyjnie opakowanego.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • kasia
    06.12.2012 15:20
    Dziękuję za ten wywiad.
  • jola
    06.12.2012 18:47
    ja tez ciagle szukam.... i wierze ze mi sie uda przetrwac:) dzieki milo sie czytalo....
  • A
    06.12.2012 21:52
    Tak sobie myślę, że GN przeprowadzając wywiady z różnymi ludźmi ze świecznika, z których usiłuje potem wydusić coś pozytywnego na temat chrześcijaństwa, wartości itp. Niektórych wręcz kreuje na autorytety, ja np. Kukiza.

    Niestety zaniedbuje przy tym ludzi najbardziej wartościowych. Może tak kiedyś np. zrobić wywiad z panią Wandą Półtawską?
  • rena
    06.12.2012 23:26
    dobrze sie czyta, zwolnić i pomyśleć chwilę nie zaszkodzi. Jest piękny blog na liściu czerwonym, który zachwyca prostotą słowa i bogactwem myśli. http://bozenaflak.blogspot.co.uk/
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama