Czuję się jak odkrywca

O tangu ze Stanisławem Markowskim, fotografem i kompozytorem, rozmawia Jacek Stankiewicz

Reklama

Jacek Stankiewicz: Oglądał Pan relację ze spotkania młodzieży w Lednicy?

Stanisław Markowski: Tak. Całą noc przesiedziałem przed telewizorem.

Zatańczyła młodzież tango papieżowi?

I to dwa razy. Papież Franciszek wyszedł z kultury tanga. Wiemy o nim, że w młodości tańczył tango, a najbardziej lubił milongi.

Na początku XX w. Kościół zabronił swoim wiernym tanga. Pius X wypowiedział się bardzo krytycznie o tym tańcu.

Ale już Pius XI zmienił zdanie o tangu, co zawdzięczamy zapewne wizycie wówczas w Rzymie doskonałego tancerza Casimira Aina.

Tango powstało ok. 1900 r. w Buenos Aires.

A dokładnie w dzielnicy portowej La Boca, gdzie zatrzymywali się emigranci włoscy, hiszpańscy, afrykańscy, niemieccy. Początkowo tylko mężczyźni tańczyli tango, bo nie było kobiet. Tańczyli z tęsknoty za prawdziwą miłością. Można było kupić ciało kobiety, ale nie można było kupić miłości. Tango brzmiało więc w różnych lokalach knajpach, także w domach schadzek. Emigranci przeżywali nostalgię i przywieźli do  Buenos Aires trochę swojej tradycji, np. z Niemiec dotarł bandoneon.

Czołowy instrument tanga, na którym wiele lat później grał słynny Astor Piazzolla.

Bandoneon tym się różni od harmonii, że zamiast klawiszy ma guziki, jest mniejszy od akordeonu i kiedy się go rozciąga, ma inny dźwięk, niż kiedy się go ściąga. Był używany w kościółkach Bawarii, gdzie nie było organów. Potem w Buenos Aires go trochę „wypruto”, jego brzmienie stało się podobne do skrzypiec lub klarnetu. Zyskał przenikliwość i delikatność. Przekazywał przesłanie płynące z muzyki. Do tego doszła przywieziona przez Hiszpanów gitara i śpiew. A jak o śpiewie mowa, to nie możemy nie wymienić Carlosa Gardela, doskonałego śpiewaka, gitarzysty, kompozytora, aktora, Rudolfa Valentino Ameryki Południowej. Za nim w historii tanga pojawiły się setki doskonałych śpiewaków, kompozytorów, tancerzy. Zjawisko tanga ma bardzo wyrazistą historię i bardzo wyrazistych ludzi. Tango od początku zostało uznane za własne i wszyscy zdawali sobie sprawę z jego służebnej roli. Nie chodziło tu jednak o taniec.

A o co?

O wzruszenie. O to, aby coś przeżyć. Tanga można też słuchać. Nie trzeba tańczyć, aby dotknąć sacrum tanga.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama