Głosy prześladowanych

W komunistycznych szkołach w Chinach uczono, że zakonnice porywały dzieci rodzicom i trzymały je w sierocińcach w… wielkich garnkach. Celem tej propagandy było rozniecenie nienawiści do chrześcijaństwa.

Reklama

Liao Yiwu, autor książki „Bóg jest czerwony”, został wychowany w przekonaniu, że chrześcijańskie sierocińce i szpitale to najbardziej przerażające miejsca na świecie. W szkołach, do których chodził, nauczano, że misjonarze przybywali do Chin, by mordować Chińczyków i robić z nich niewolników. W jego wyobraźni zakonnice jawiły się jako postacie z sennego koszmaru.

Mordowano tysiące chrześcijan

Liao Yiwu nie jest chrześcijaninem, ale pisarzem zafascynowanym chrześcijaństwem. Przypadek sprawił, że w 1998 roku poznał Xu Yonnghaia, kaznodzieję podziemnego Kościoła protestanckiego. Był to jego pierwszy kontakt z chińskim chrześcijaninem. Kilka lat później Yonnghai został aresztowany za wygłaszanie kazań. Od tej chwili pisarz zaczął interesować się głębiej sprawami chińskich chrześcijan. Książka jest owocem rozmów z wieloma chińskimi wyznawcami Chrystusa. Zarówno tymi, którzy przetrwali brutalne prześladowania w czasach Mao, kiedy torturowano i mordowano tysiące chrześcijan, jak i tymi, którzy działają dzisiaj w Kościołach podziemnych. Podczas lektury nieustannie nasuwają się skojarzenia z czasami cesarstwa rzymskiego z okresu największych prześladowań chrześcijan. To tak jak gdyby jakiś ówczesny kronikarz dotarł do ofiar prześladowań i spisał ich relacje. W książce znajdziemy kilkanaście nagranych w konspiracyjnych warunkach wywiadów uzupełnionych opowieściami o ich bohaterach. Jedną z rozmówczyń była katolicka zakonnica Zhang Yinxian, w której historii życia jak w zwierciadle odbija się los chińskich katolików na przestrzeni ostatniego stulecia. Siostra Zhang Yinxian w chwili, kiedy pisarz ją poznał, miała ponad 100 lat. W oczach Liao siostra wyglądała jak kawałek żeń-szenia. Podobnie pokręcona, ale pełna życia i energii. Liao zauważył ją na cmentarzu w Dali w południowo-zachodniej prowincji Junnan. Poruszała się tak szybko, że z trudem ją dogonił. Pisarz chciał z nią zrobić wywiad, ale wymówiła się nawałem pracy. Liao nie zrezygnował i kilka lat później, dzięki życzliwości innych zakonnic, udało mu się skłonić ją do rozmowy. Siostra nie zgadzała się na żadne przerwy w czasie wywiadu. Zahartowana w bojach z komunistyczną opresją cieszyła się znakomitym zdrowiem i kondycją.

Wieśniacy by nas zjedli

Zhang urodziła się w 1908 roku. Trzy lata później zmarli jej rodzice. Małego brata zabrał miejscowy feudał. Wuj wysłał ją do Kunmingu, gdzie znalazła opiekę w katolickim klasztorze. Zhang pamięta, że kiedy dorastała, w prowincji działało wielu misjonarzy, najwięcej z Francji. Czasy jej dzieciństwa były niespokojne, ale w murach klasztoru czuła się bezpiecznie. W latach 20. i 30. XX wieku diecezja Dali rozrastała się. W okresie jej największego rozwoju liczyła ponad 80 tysięcy parafian ze wszystkich grup etnicznych, a misjonarze Najświętszego Serca Jezusowego zbudowali prócz kościoła klasztor i sierociniec. W czasie rewolucji kulturalnej katolickich duchownych oskarżano o prowadzenie doświadczeń medycznych na dzieciach i ich mordowanie. Jak była prawda? W czasach wojny i powszechnego głodu ludzie porzucali swoje dzieci. Zostawiali je przy drogach, niektórzy przy drzwiach kościoła. „Rodzice traktowali niemowlęta jak małe zwierzątka. Jeśli były silne i przeżyły, to je zatrzymywali. Jeśli chorowały, zostawiali je obcym. Widziałam wiele takich przypadków, a szczególnie dotyczyło to dziewczynek. Porzucano je przy górskich ścieżkach lub na plaży. Te, które miały szczęście, zabierali przechodnie, ale wiele padało ofiarą dzikich zwierząt” – wspomina siostra Zhang Yinxian, nie omijając drastycznych szczegółów. Objęcie władzy przez komunistów zmieniło wszystko. Zmuszono do wyjazdu zagranicznych księży, odebrano Kościołowi jego własność, zapanował strach. Ludzie masowo odchodzili od Kościoła. W 1952 roku kościół Zhang opustoszał. Zostali w nim tylko biskup Liu Hanchen, Zhang i jej ciotka. Milicja ludowa oddała wszystkich troje pod kontrolę wieśniaków z pobliskiej wioski, gdzie musieli brać udział w tzw. wiecach potępienia. Bito ich, wyzywano od sługusów imperializmu. W czasach tzw. Wielkiego Skoku zapanował głód. „Niektórzy wieśniacy wpadli w taką desperację, że wykopywali trupy i jedli ich mięso… Gdyby głód potrwał dłużej, jestem przekonana, że wieśniacy by nas zjedli” – wspomina zakonnica. Szczególnie znęcano się nad biskupem. W 1983 roku, kiedy prześladowania zelżały, a biskupowi Liu pozwolono wrócić do Dali, siostra Zhang wzięła ciotkę na plecy i zaniosła przed siedzibę prefektury. Usiadły na kocu i rozpoczęły swój trwający 28 dni strajk głodowy, domagając się zwrotu kościoła. „Wielu uważało, że jesteśmy szalone… W ciągu dnia pościłam. Piłam tylko wodę…”. Władze nie odważyły się aresztować starych kobiet. Obiecały im zwrot kościelnej własności, co częściowo zrealizowały kilka miesięcy później.

Walka trwa dalej

Rozmówcy Liao, a są nimi zarówno zakonnice, jak i wierni, nie ukrywają swoich słabości i momentów załamania. Opowieści o męczennikach za wiarę z czasów rzymskiego cesarstwa historycy najchętniej włożyliby między bajki. Czy za jakiś czas z podobnym dystansem potraktowane zostaną spisane przez chińskiego pisarza i poetę opowieści chrześcijan, którzy przetrwali w najbardziej zaniedbanych i trudno dostępnych rejonach Chin? Tam, gdzie rzadko docierają dziennikarze z Zachodu. Liao nie sili się na jakieś polityczne analizy dotyczące roli i miejsca chrześcijan we współczesnych Chinach. Po prostu oddaje im głos. Wydał wcześniej głośny zbiór wywiadów „Prowadzący umarłych”, przeprowadzonych z przedstawicielami najniższych warstw chińskiego społeczeństwa. Jego wiersze, zwłaszcza poemat „Masakra” napisany po zamieszkach na placu Tiananmen w 1989 r., zostały uznane za antykomunistyczne, a on sam trafił na 4 lata do więzienia. W 2011 roku uciekł z Chin, obecnie mieszka w Niemczech. W Chinach walka z Kościołem podziemnym przybrała formy łagodniejsze, ale trwa dalej. Jednak obraz, jaki wyłania się z tych relacji, jest optymistyczny. Chrześcijaństwo w Chinach rozkwita. Według World Christian Database, w kraju kontrolowanym przez ateistyczne władze jest największą zorganizowaną religią. Obecnie żyje tam około 70 milionów chrześcijan, w tym ponad 10 milionów katolików. Liao Yiwu, Bóg jest czerwony. Opowieść o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014, ss. 239

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama