Z bagna nad mroki

Autorów próbujących pisać po śląsku z roku na rok przybywa. Mówi się już nawet o swoistym renesansie śląskości. Ale książka Tomáša Tomanka, to prawdziwy, wydawniczy rarytas, bo napisany „po naszimu”.

Reklama

Po jakiymu?! No właśnie… :)

Jakiś czas temu Ewa Farna wydała w Czechach swoja nową płytę. W związku z jej premierą, piosenkarka została zaproszona do Czeskiego Radia, by opowiedziała m.in. o pracy nad albumem. Prowadząca wywiad Lucie Výborná (bardzo popularna czeska prezenterka) zdradziła, że jest absolutnie zafascynowana tekstami pisanymi po naszimu, które docierają czasem do niej w formie facebookowych wpisów. Jako że Farna potrafi po naszimu mówić, została dokładnie przepytana przez dziennikarkę w tym temacie.

Artystka stwierdziła m.in., że po naszimu to polskie narzecze. Kiedy jednak zajrzymy na internetową stronę kapeli Blaf (której Tomáš Tomanek jest wokalistą), dowiemy się, że grupa ta jako jedyna na świecie gra muzykę country „ve slezském nářečí”, a więc w narzeczu (dialekcie) śląskim.

Jeszcze większa niespodzianka czeka nas po otwarciu autobiograficznej, wspomnieniowej książki „Z bagna nad mroki”, którą Tomanek pisał od 1984 roku. Tu natrafimy także na liczne słowa czeskie oraz takie, które występują w gwarze górali beskidzkich. Językowa strona tej publikacji jest więc przebogata i myślę, że niejeden naukowiec byłby zaskoczony jak niezwykłym językiem jest „po naszimu”. Różniącym się od mowy Ślązaków z okolic Katowic, czy Opola, a jednak zrozumiałym. Także swojskim. I niebywale pięknym.

Językowa warstwa „Z bagna nad mroki” to jedna sprawa. Druga to historie, które znajdziemy w tej książce, a roi się w niej od najróżniejszych epizodów z życia autora i jego najbliższych.

Tomanek ma niezwykłą lekkość pióra. We wspomnieniowych migawkach przeplatają się ze sobą sceny zabawne z tragicznymi, nieprawdopodobnie absurdalne, z takimi, w których odbija się zwyczajna, ludzka codzienność.

Nasi południowi sąsiedzi potrafią doskonale łączyć to ze sobą, co widzimy niemal w każdym czeskim filmie, jaki trafia na ekrany polskich kin. Tomanek, który ma także czeskie korzenie, jak widać również posiadł ów dar.

Momentami jego proza kojarzyć może się także z dokonaniami Mieczysława Bieńka – hajera, który na kole (czyli rowerze) zwiedza świat. Podobny styl, ta sama radość ze snucia opowiadanej historii i – co najważniejsze - przyjemność dla czytelnika zagłębiającego się w lekturze.

Nie brak tu i refleksji nad życiem, czy swoistych mądrości. Chociażby takich, że „muzyka je cud, kierym idzie dosióngnyć skoro wszecko”. Jeśli tak, to nie wypada zakończyć tego tekstu inaczej niż piosenką. Oczywiście w wykonaniu grupy Blaf. Dodam tylko, że jej tekst można znaleźć tutaj

Marcel Kunz Blaf - Beskydy

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama