Latarnik z Manczy

Z przygód Don Kichota śmiała się w XVII w. cała Hiszpania. Fiodor Dostojewski nazwał je „najsmutniejszą książką świata”. Błędny rycerz w tym roku obchodzi swoje 410. urodziny.

Reklama

La Mancha to hiszpański koniec świata. Region wyżynny, suchy, gdzie z rzadka można napotkać winnice, znacznie częściej wypasające się stada owiec lub kóz. I wiatraki, które na pozbawionej drzew równinie powoli obracają ramionami na wietrze. To właśnie tu 410 lat temu błędny rycerz Don Kichot na wychudzonej szkapie, w przeżartej rdzą zbroi, hełmie z doczepioną tekturową przyłbicą i z ukochaną Dulcyneą z Toboso w sercu, wyruszył na trakt, by mścić niesprawiedliwość, walczyć z olbrzymami i ratować uprowadzane dziewice. Były to czasy mało łaskawe dla takich samotnych bohaterów jak on. Lśniące zbroje odesłano do lamusa, a dzielnych wojaków, takich jak Amadis z Walii czy Orland Szalony, można było odnaleźć co najwyżej na kartach popularnych romansów rycerskich. A jednak to właśnie Don Kichot przeszedł do historii jako jeden z wzorców dzielnego rycerza, obok Tristana czy Galahada.
 

Awanturnik pisarzem

W tym roku Rycerz Smętnego (czy – wedle najnowszego tłumaczenia – Żałosnego) Oblicza obchodzi 410. urodziny. Tyle właśnie mija w styczniu od ukazania się I tomu powieści Miguela de Cervantesa „Przemyślny szlachcic Don Kichot z Manczy”. Część druga powieści ukazała się 400 lat temu, w roku 1615. Gdyby jednak nie osobiste nieszczęścia jej autora, być może Don Kichot nigdy by nie wyruszył na swoje wyprawy. Dzieje pisarza mogłyby posłużyć za kanwę powieści sensacyjnej. Urodzony w zubożałej rodzinie szlacheckiej w 1547 roku Cervantes wiódł awanturnicze życie. Uciekając przed wyrokiem sądowym, każącym obciąć mu rękę za udział w pojedynku, w 1569 roku zaciągnął się do wojska i w 1571 roku brał udział w bitwie morskiej pod Lepanto. Ranny, nigdy nie odzyskał władzy w jednym ramieniu. Po kilku latach chciał wrócić do ojczyzny i zająć się pisaniem, niestety, w 1575 roku podczas morskiej podróży porwali go Maurowie i sprzedali w niewolę. Jako że miał przy sobie listy polecające od byłego dowódcy do hiszpańskiego króla, piraci uznali, że mogą otrzymać za niego wysoki okup. Zbieranie środków przez rodzinę i zakon trynitarzy trwało długo, przez co w niewoli, z której kilkakrotnie próbował uciekać, spędził kolejne pięć lat. Po powrocie do domu, nie osiągając sukcesu literackiego z powodu przeciętnych wierszy i sztuk, które nie przynosiły mu większego dochodu, zajął się zbieraniem żywności dla hiszpańskiego wojska oraz podatków. Oskarżany o malwersacje finansowe, a później, niesłusznie nawet, o udział w zabójstwie kilkakrotnie trafiał do więzienia.

Podczas jednej z odsiadek w głowie pojawił mu się pomysł na książkę (prawdopodobnie jego źródłem była sztuka, którą niegdyś oglądał). Na początku pisał ją dla żartu i zabicia czasu w więzieniu, jako parodię romansów rycerskich. – Cervantes miał duże kompleksy ze względu na swoje marne wykształcenie. Całe życie chciał pisać według kanonów swojej epoki, jednak jego dzieła są właściwie zapomniane. Dopiero gdy zaczął tworzyć dla zabawy, burzyć konwencje, powstał koktajl, który stał się szybko bestsellerem. Książka jest do tego stopnia popularna, że Hiszpanie mówią na nią „El Libro”, czyli po prostu „Książka” – opowiada „Gościowi Niedzielnemu” Wojciech Charchalis, autor najświeższego tłumaczenia powieści, której pierwszy tom ukazał się pod koniec ubiegłego roku (wydanie drugiego planowane jest na październik 2015 r.).
 

Klasyka komedii

Już wydany w 1605 roku pierwszy tom szybko zdobył popularność w Hiszpanii. Czytało go bardzo wiele osób, a ci, którzy nie umieli czytać, słuchali powieści czytanej w gospodach. W ciągu zaledwie pół roku książka doczekała się kilku wznowień, a po siedmiu latach została przetłumaczona na język angielski, co zapoczątkowało serię przekładów na kilkadziesiąt języków. Na pierwszy rzut oka nie powinno się to zdarzyć. Sam Don Kichot to typowy antybohater. Hiszpański zubożały szlachcic, któremu „od nadmiaru lektur mózg wysechł na wiór”, przez co zaczął mylić fikcję literacką z rzeczywistością. Mieszkał w wiosce, której nazwy autor książki nawet „nie miał ochoty sobie przypomnieć”, wraz z siostrzenicą, gospodynią i parobkiem. Podczas przygód, które przeżywa ze swoim wiernym giermkiem, a w rzeczywistości chłopem, Sancho Pansą, w karczmarzach widzi kasztelanów, w wiatrakach olbrzymy, w prostytutkach dwórki, a w obrazach Najświętszej Maryi Panny dziewice uprowadzane przez zbójców, rzekomo przebranych za pątników. Ukochana rycerza nigdy na kartach powieści się nie pojawia osobiście i jest tylko wyobrażeniem na temat pewnej chłopki, która na dodatek, wedle słów giermka, niezbyt dobrze się prowadzi. Pod koniec II tomu Don Kichot odzyskuje zmysły, wyrzeka się „ksiąg rycerskich”, które doprowadziły go do szaleństwa, i umiera.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Anka
    19.02.2015 09:24
    A mnie się podoba Władca pierścieni w przekładzie Łozińskiego... może dla tych, którzy zaczynają czytanie obcojęzycznych książek od oryginału (chyba jednak nie ma takich wielu), ma znaczenie sposób tłumaczenia (np. nazw własnych itp.), ale dla tych, którzy po prostu biorą do ręki tłumaczenie, ma znaczenie tylko jego "zwyczajny" język. I do niego się przyzwyczajamy - jeśli przeczytam książkę w jakimś tłumaczeniu i mi się ona spodoba jako całość, inne jej tłumaczenie zwykle będzie mi się podobało mniej, nawet jeśliby "obiektywnie" było lepsze. Czytałam Hobbita w przekładzie Skibniewskiej (podobał mi się), a potem Władcę - Łozińskiego (też mi się podobał). Gdy później wpadł mi w ręce Władca w przekładzie Skibniewskiej - nie byłam w stanie go czytać...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama