Na muzycznej fali

#WszystkoGra to dramat muzyczny z dawnymi hitami w nowych, zaskakujących aranżacjach.

Reklama

To kolejny w tym sezonie polski film muzyczny. Wcześniej były „Córki dancingu”, z parą skłonnych do rozbierania się aktorek, reklamowane jako „musical, jakiego jeszcze nie było”. Można się z tym zgodzić, bo takiego filmowo-muzycznego koszmarka, hojnie dofinansowanego przez Polski Instytut Sztuki Filmowej (3 mln zł), chyba na naszych ekranach rzeczywiście nie było. Z doniesień medialnych wynikało, że święcił triumfy na festiwalach, jednak polscy widzowie mimo zachęty krytyków i medialnego szumu filmu nie docenili.

Na szczęście honor polskiego filmu muzycznego uratowali „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego, nostalgiczna komedia o poszukiwaniu wolności w czasach, kiedy jazz uznawany był jeszcze za symbol imperialistycznego Zachodu. Film Majewskiego ze znakomitym Maciejem Stuhrem w roli pasjonata jazzu i brawurową kreacją Anny Dymnej to jednocześnie melodramat, w którym pełnoprawnym bohaterem jest niesamowita ścieżka muzyczna autorstwa Wojciecha Karolaka.

Kolejną filmową propozycję muzyczną, czyli „#WszystkoGra” Agnieszki Glińskiej, z „Córkami dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej łączy tylko jedno. W obu występuje Kinga Preis i udowadnia, że jest nie tylko świetną aktorką, ale też utalentowaną wokalistką.

Wszystkie wymienione filmy bardzo różną się stylistycznie. Chociaż musical jako gatunek jest pojęciem bardzo szerokim, wydaje mi się, że w przypadku owych produkcji należałoby używać określenia „filmy muzyczne”. Muzyka bowiem pełni w nich ściśle określoną rolę. W filmie Smoczyńskiej nie jest tylko tłem, lecz posuwa akcję do przodu, a w filmie Janusza Majewskiego inspiruje nawet działania bohaterów. We „#WszystkoGra” piosenki nie odgrywają aż takiej roli, ale nie są wyłącznie przerywnikiem. Tworzą klimat opowieści i oddają nastroje bohaterów.

W klimacie starego kina

Trudno wytłumaczyć, skąd wzięła się ta nagła fala muzycznych produkcji, jednak sięgając do historii polskiego kina zauważymy, że jego dorobek w tym gatunku jest niemały. Przed II wojną światową takie filmy cieszyły się ogromnym powodzeniem. Trudno je określić jako klasyczne musicale, które kojarzą się raczej z realizowanymi z rozmachem produkcjami hollywoodzkimi, gdzie taniec i piosenki rozwijały akcję. W naszych, realizowanych skromnymi środkami filmach piosenki stanowiły najczęściej przerywnik. Ale przerywnik, na który widzowie niecierpliwie czekali. Piosenki śpiewane przez popularne gwiazdy kina często stawały się przebojami. Żyją one do dzisiaj, chociaż o filmach, w których miały premiery, nikt nie pamięta. Przykładem jest chociażby „Ach, jak przyjemnie”, którą w filmie „Zapomniane melodie” śpiewała Helena Grossówna z Aleksandrem Żabczyńskim, czy największy chyba przebój dwudziestolecia międzywojennego, jakim była piosenka „Miłość ci wszystko wybaczy”. Tę ostatnią zaśpiewała Hanka Ordonówna w zapomnianym kompletnie „Szpiegu w masce”.

Chociaż pierwszym pełnometrażowym powstałym po wojnie obrazem był film muzyczny („Zakazane piosenki”), trudno wymienić z okresu powojennego jakikolwiek utwór, który stałby się przebojem porównywalnym z tymi przedwojennymi. Może z dwoma wyjątkami. Pierwszym jest „Przygoda na Mariensztacie” i piosenka „Jak przygoda, to tylko w Warszawie”, którą zaśpiewała Irena Santor, podkładając głos grającej główną rolę Lidii Korsakównie, a kolejnym – trylogia o przygodach pana Kleksa. Kilka piosenek z „Akademii pana Kleksa” i kolejnych części cyklu zyskało niebywałą popularność.

Natomiast do formuły klasycznego musicalu najbardziej zbliżyła się „Alicja” Jacka Bromskiego i Jerzego Gruzy oraz „Pierścień i róża”, również w reżyserii Gruzy. Były również takie filmy jak „Hallo, Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy” czy „Lata dwudzieste lata trzydzieste”, nawiązujące do klimatu kina przedwojennego. Charakterystyczną cechą muzycznych powojennych produkcji jest wykorzystywanie utworów, które już wcześniej stały się przebojami. „#WszystkoGra” nie jest tu wyjątkiem.

Odkurzone przeboje

Film jest debiutem Agnieszki Glińskiej, która zrealizowała wiele znakomitych spektakli teatralnych, w tym m.in. „Norymbergę” Wojciecha Tomczyka, a także kilka dramatów Czechowa. Glińska nie ulega teatralnym modom, nie bawią jej też sceniczne eksperymenty, kładzie nacisk na współpracę z aktorami. To jej wielki atut, co wyraźnie widać w debiutanckim filmie.

Sama fabuła jest dosyć wątła i pozostawia widzowi szeroką możliwość dopełnienia jej własną wyobraźnią. Bohaterkami są trzy kobiety, które mieszkają w domu na peryferiach Warszawy. Najmłodsza z nich, Zosia, która studiuje w Akademii Sztuk Pięknych, ma wkrótce wyjechać na stypendium do Londynu. Jej relacje ze znerwicowaną i ciężko pracującą matką nie są najlepsze. Babcia Zosi opiekuje się domem i usiłuje wprowadzić w życie rodzinne trochę spokoju. Wydaje się, że wiele je dzieli. Do czasu, kiedy zaczyna zagrażać im eksmisja, bo jak się okazuje, rodzina nie posiada dokumentów poświadczających prawo własności domu. Dla tajemniczego właściciela firmy zajmującej się odzyskiwaniem nieruchomości, nazywającego się, nomen omen, Woland Lis, to znakomita okazja, by przejąć dom. Sąd przyznaje mu prawo do nieruchomości, a załamane kobiety podejmują wspólnie walkę o dom. W tym odrealnionym, poetyckim, ale podejmującym również nurtujące obecnie Polaków problemy filmie znalazł się także delikatnie poprowadzony wątek miłosny, nie zabrakło tu również humoru. Sama akcja zaskoczy widza kilkoma nieoczekiwanymi rozwiązaniami.

Film Glińskiej nie jest klasycznym musicalem. To raczej kameralny dramat muzyczny, który warto obejrzeć przede wszystkim dla przebojów w nowych, kapitalnych i oryginalnych aranżacjach. Wśród nich m.in. hity Perfectu, Maanamu, T.Love, Lombardu i Marka Grechuty. Tworzą klimat filmu i oddają stan ducha jego bohaterów, a wykonują je występujący w nim aktorzy. Kinga Preis śpiewa m.in. piosenkę Maryli Rodowicz „Do łezki łezka”, a wraz ze swoją filmową córką, czyli Elizą Rycembel, „Radość o poranku” Juliusza Loranca. Śpiewający aktorzy wydobywają z nich świeże i zupełnie nowe znaczenia. Na uwagę zasługują także układy choreograficzne, opracowane przez Agustina Egurrolę.

#WszystkoGra, reż. Agnieszka Glińska, wyk.: Kinga Preis, Eliza Rycembel, Stanisława Celińska, Sebastian Fabijański, Antoni Pawlicki, Polska 2016.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama