„Barbórka” we wrześniu?

Czyli rzecz o kinie śląskim.

Reklama

Kino śląskie – termin, z którego możemy być dumni, czy wręcz przeciwnie? Przed laty kojarzyło się ono jednoznacznie – ze znakomitymi filmami Kazimierza Kutza. „Perła w koronie”, „Sól ziemi czarnej”, „Paciorki jednego różańca” to trylogia, która przeszła do historii polskiego kina. A przecież później był jeszcze „Zawrócony”, czy „Śmierć jak kromka chleba” – wszystko to wielkie filmy, wielkiego twórcy, któremu genialnie udało się ukazać historię naszego regionu i mentalność ludzi stąd. Nasze zwyczaje, tradycje, ale i słabsze strony. Co z następcami?

Piekorz, Pieprzyca, Majewski, Rosa, Vilquist… - wszystko to głośne nazwiska, ale póki co nikt jeszcze Kutza nie przebił. Gorzej! „Kinem śląskim” zaczęto nazywać filmy kompletnie nieudane, w których próbowano ukazać śląskie problemy po transformacji ustrojowej (upadek przemysłu, restrukturyzacja, zwolnienia z kopalń), ale robiono to w sposób nieporadny. Kolejne produkcje dotykające tych tematów były raczej marne.

Mistrzami takich klimatów są Brytyjczycy. Brytyjskie kino społeczne od dekad święci triumfy na festiwalach. Być może dlatego, że jego twórcy dają widzom nadzieję. Bohaterowie tracą prace, wpadają w długi i nałogi, ale wciąż boksują się z życiem. Nie dają za wygraną. Gdzieś tam na horyzoncie nadal przebłyskuje nadzieja. W nowym kinie śląskim tej nadziei niestety nie było. Rządziła bieda, rozpacz. Pokazywano nam kolejne „ulice nędzy”.

Czy tak jest nadal? Odpowiedź na to pytanie być może znajdziemy już niebawem, na Bytom Film Festiwal. Bo właśnie w Bytomiu, od 7 do 11 września, odbywać będzie się festiwal popularyzatorów filmowych. Pokazane zostaną m.in. animacje, dokumenty, krótkometrażówki, ale też np. filmy Krzysztofa Kieślowskiego („Podwójne życie Weroniki” wyświetlane będzie w Operze Śląskiej, a „Przypadek” – nieprzypadkowo – w gmachu bytomskiego dworca PKP). Będzie też specjalna sekcja Silesia Panorama – Kino Śląskie. To właśnie w jej ramach zobaczyć będzie można wspomnianą w tytule felietonu „Barbórkę”.

Dziesięć lat temu niemiecka dokumentalistka Katja Schupp przyjechała do Bytomia, by przyjrzeć się życiu miejscowych górników, którzy, w związku z redukcją zatrudnienia, stracili pracę w kopalniach. Wielu z nich zmuszonych było „ryzykować swoje życie, kradnąc węgiel z pociągów, złom z ruin, fabryk, w których niegdyś pracowali, żeby zarobić choć niewielkie pieniądze. A jak jest teraz, po kolejnej dekadzie od tego czasu? Film na pewno zada wiele trudnych pytań nie tylko mieszkańcom Górnego Śląska. Okazja do refleksji będzie tuż po projekcji - porozmawiają z nami twórcy filmu” – informują organizatorzy festiwalu.

Co ciekawe, film prezentowany będzie w dawnej cechowni kopalni "Rozbark", gdzie dziś swoją siedzibę ma Bytomski Teatr Tańca i Ruchu ROZBARK. Budynek pięknie odrestaurowano i przystosowano na potrzeby kulturalne. Ale jak poradzili sobie ludzie, którzy przed laty, każdego dnia, zbierali się przed i po pracy na cechowni?

*

Więcej o Bytom Film Festiwal na www.festiwalbytom.pl

Tekst z cyklu Okiem regionalisty

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama