Sprawa Luny

To, że „Krwawa Luna” nie biła i nie torturowała aresztowanych, w niczym nie umniejsza jej odpowiedzialności.

Reklama

Ryszard Bugajski, autor „Przesłuchania”, telewizyjnego widowiska „Śmierć rotmistrza Pileckiego” i „Generała Nila”, po raz kolejny wraca do tematów związanych z okresem stalinowskich represji. Niestety, powrót tym razem nie okazał się udany.

Poprzednie dzieła reżysera precyzyjnie, w sposób przejmujący i wiarygodny, odsłaniały metody funkcjonowania komunistycznego aparatu przemocy w stosunku do swoich politycznych oponentów w latach 40. i 50. ub. wieku. Pierwszoplanowymi bohaterami tych filmów były ofiary systemu. Bohaterką „Zaćmy” jest natomiast Julia Brystygierowa, osoba, która wówczas znajdowała się po drugiej stronie barykady.

Bugajski osadza akcję „Zaćmy” w latach 60., czyli kilka lat po „odwilży”, kiedy Julia Brystygierowa przyjeżdża do ośrodka dla niewidomych, by spotkać się z prymasem Stefanem Wyszyńskim. W jakim celu i na co liczy była dyrektor Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego? Tego nie dowiemy się do końca filmu. Być może nie zdaje sobie z tego sprawy również Julia Brystygierowa. Widz, który niespecjalnie interesuje się historią, o Brystygierowej z filmu dowie się niewiele. Tylko tyle, że kiedyś jako funkcjonariuszka bezpieki rozmawiała z kard. Wyszyńskim, duchownymi oraz zakonnicami i – co w filmie zostało mocno wyeksponowane – maltretowała okrutnie przesłuchiwanych przez siebie więźniów.

„Zaćma” jest filmem fabularnym, a nie dokumentem, więc reżyser ma prawo do własnej interpretacji postaci. Jednak po obejrzeniu filmu w pamięci widzów pozostanie obraz bohaterki jako sadystki bezlitośnie torturującej aresztowanych. Obraz ten nie tylko jest niezgodny z faktami, ale paradoksalnie umniejsza „zasługi” „Krwawej Luny” w walce z przeciwnikami komunistycznych rządów.

Dlaczego „krwawa”?

Julia Brystygierowa, zwana Luną, należała do najbardziej zaufanych osób kierownictwa partii i rządu w czasach komunistycznego terroru. Kierowała departamentem, który rozpracowywał organizacje społeczne, partie polityczne, związki wyznaniowe i sprawował nad nimi nadzór. Szczególne miejsce w działaniach departamentu zajmowała walka z Kościołem katolickim. To właśnie Luna stała za aresztowaniem i procesem bp. Kaczmarka w 1951 r., a także internowaniem prymasa Wyszyńskiego. Spośród wielu innych funkcjonariuszy i szefów MBP wyróżniała się wykształceniem, inteligencją i łatwością w nawiązywaniu kontaktu. Nie prowadziła, wbrew powszechnemu przekonaniu, które znalazły odbicie w filmie, brutalnych przesłuchań ani nie torturowała aresztowanych. Patrycja Bukolska, autorka wydanej w tym roku książki „Krwawa Luna”, nie znalazła żadnych wiarygodnych relacji na ten temat. Okazało się na przykład, że najgłośniejsza z przypisywanych jej spraw, czyli zakatowanie na śmierć PSL-owca Bolesława Szafarzyńskiego, miała zupełnie inny przebieg, niż wynikało to z zasłyszanych relacji z drugiej ręki. Szafarzyński nie zmarł w wyniku tortur, ale wyszedł na wolność po amnestii w 1956 roku.

Dlaczego więc Brystygierowa zyskała miano „Krwawej Luny”? Dlaczego „Krwawym Józkiem” nie nazywano na przykład osławionego oprawcy, jakim był szef Departamentu Śledczego MBP Józef Różański, który osobiście bestialsko torturował aresztowanych? Przecież w ówczesnych służbach było wielu ludzi, którzy stosowali przemoc przeciwko rzeczywistym czy urojonym przeciwnikom władzy ludowej. Bukolska dochodzi do wniosku, że być może plotkę o „Krwawej Lunie” rozpuścili koledzy z bezpieki, nie mogąc znieść kobiety, która ich zdominowała i przewyższała wpływami.

To, że sama nie biła i nie torturowała aresztowanych, w niczym nie umniejsza jej odpowiedzialności. Doskonale przecież wiedziała, co dzieje się z więźniami, których przesłuchiwała. Trafiali później w ręce funkcjonariuszy niższego szczebla lub katów z Departamentu Śledczego. Luna nie musiała osobiście brudzić sobie rąk krwią. Zajmowała się czymś ważniejszym. Była autorką strategii walki z wrogiem numer jeden komunistycznego państwa, czyli Kościołem katolickim i organizacjami katolickimi. Patrycja Bukolska przytacza w swojej książce fragment pochodzącego z roku 1947, opracowanego przez Lunę ściśle tajnego referatu „Ofensywa kleru a nasze zadania”. Luna jasno daje do zrozumienia, że sprawa „przeciwdziałania i zwalczania wrogiej działalności politycznej kleru i obozu katolickiego musi zająć odpowiednie miejsce” w pracach organów bezpieczeństwa. Zalecała szerokie rozbudowanie sieci donosicieli w kuriach, parafiach i otoczeniu księży. Dowodziła, że można ich pozyskać za pieniądze lub szantażem. I wcielała własne postulaty w życie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| FILM, KULTURA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Gość
    12.12.2016 08:41
    "... „Krwawa Luna” nie biła i nie torturowała aresztowanych..." Świadkowie mówią co innego. Dzisiaj jednak środowisko, do którego należała, i jej pobratymcy usiłują ją wybielić z oczywistych względów - żeby wybielić samo siebie.
  • Gość
    12.12.2016 09:30
    Jak dla mnie zbyt jednoznaczne stwierdzenie, że Luna nie biła i nie torturowała więźniów. Autor oparł to na jednej publikacji, i zdaje się na twierdzeniach reżysera, że jej przydomek to wynik nierównego traktowania kobiet i mężczyzn (nie ma "krwawego Józefa"). A zatem skąd ten przydomek? Tak go sobie wymyślono? Z legend?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama