Pierwszy Apostoł Śląska?

O mnichu Osławie krążą legendy, ale czy można uznać go wyłącznie za postać legendarną?

Reklama

Jakoś tak się ostatnio złożyło, że w moich lekturach dotyczących regionu, raz po raz pojawiało się to tajemnicze imię. Osław (czasem pisane jako Oslav lub Oslaw). Postanowiłem więc nieco bliżej przyjrzeć się tej postaci.

Co ciekawe, najczęściej mowa o nim w legendach. Szczególnie tych, które dotyczą chrztu Śląska w 863 roku. Ponoć – w czasach gdy Śląsk był częścią państwa Wielkomorawskiego – chrystianizacji regionu dokonać mieli święci Cyryl i Metody. Ale istnieją też opowieści z których wynika, że to właśnie Osław, ich uczeń, dokonał owego (legendarnego?) chrztu.

Tak miało być np. w Rybniku. W miejscu, w którym dziś znajduje się akademicki kościółek Wniebowzięcia NMP, Osław miał postawić kaplicę, po tym, jak ochrzcił pogańskich mieszkańców osady.

Jeszcze ciekawiej wygląda sprawa w Radlinie. Tam znowu Osław przynieść miał ze sobą nie tylko chrześcijaństwo, ale i… nasiona kokocza. Tak nazywają tam kłokoczkę południową – roślinę dla jednych świętą, dla innych przynoszącą szczęście mieszkańcom miasta. Niegdyś robiono z niej nawet różańce, które wkładano zmarłym do trumien.

Opole, Racibórz, Koźle… - ponoć także i tam zawitał przed wiekami Osław. Wcześniej jednak, po tym gdy na polecenie Cyryla i Metodego opuścił Nitrę, pojawić miał się na Śląsku Cieszyńskim. W Ustroniu i w Skoczowie. O tym ostatnim mieście istniej nawet piękna, literacka legenda autorstwa Jana Drechslera, która znalazła się w jego książce „Legendy Skoczowa i okolic”. Tak autor pisze o przybyciu Osława w Beskidy:

„Daleko, daleko, gdzie niebiosa składają horyzontem pocałunek na obliczu ziemi, za pasmem zarośli okalających płaskowyż uprawnych zagonów wyłaniały się zarysy łagodnych stoków górskich. Miało się wrażenie, że grupa ciekawskich, a nieruchawych olbrzymów wystawia kosmate łby, żeby przypatrzeć się poczynaniom ludzkim. Słońce zawisło wysoko na firmamencie i mrugało przyjacielsko niezliczoną ilością promieni. ‘Błogosławione ciepło Boga’ – pomyślał Osław i szepcząc słowa modlitwy rozważał dobro tego świata. Wszechmogący dając ze swej szczodrobliwości światło dnia, nie skąpi tudzież cienia i ochłody. Młode ptactwo rozćwierkane hymnem radości podkreślało dostojeństwo chwili”.

Co jeszcze o nim wiemy? Niewiele. Być może towarzyszył mu misjonarz Wiznog. Być może ta dwójka zawitała później do Sanoka. Być może to właśnie oni byli obecni przy postrzyżynach Ziemowita, syna Piasta Kołodzieja, choć istnieje kilka wersji tej legendy, w których tajemniczymi wędrowcami są Cyryl i Metody, lub nawet aniołowie.

Jakkolwiek by nie było, postać mnicha Osława wzbogaca śląski region o kilka bardzo ciekawych, legendarno-chrześcijańskich wątków, a jednocześnie, w swoisty sposób, łączy nas i przypomina o historii „Państwa Wielkomorawskiego – obejmującego wówczas różne ludy słowiańskie Europy środkowej” – jak pisał w encyklice SLAVORUM APOSTOLI papież Jan Paweł II.

*

Tekst z cyklu Okiem regionalisty

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama