Ze słów, z muzyki

W niebanalnej rozmowie poety z muzykiem otrzymujemy nie tyle przewodnik po Voo Voo, ile raczej fascynujący portret Waglewskiego.

Reklama

Wojciech Waglewski – cokolwiek napisać o tym artyście, zawsze będzie mało. Czyż nie wystarczy stwierdzenie, że dzisiejsza muzyka w Polsce ma po prostu jego twarz? Udało mu się połączyć ambitne poszukiwania muzyczne ze sztuką występowania przed publicznością, zarówno koncertową, klubową, teatralną, jak i telewizyjną. Jego melodie oraz słowne frazy zadomowiły się w nas; gramy i nucimy Waglewskim.

„W muzyce nie chodzi przecież o to, żeby wyjść i pokazać, co ćwiczyłeś przez dwa tygodnie, tylko żeby się z kimś spotkać, żeby razem coś stworzyć, czegoś się z tego spotkania nauczyć”. Im bardziej wczytuję się w te słowa, im bardziej wsłuchuję się w liczne projekty Waglewskiego, tym bardziej dochodzę do stwierdzenia, że jego myślenie o muzyce jest iście filozoficzne. To filozofia spotkania, filozofia „innego”, której litera­cko patronowali Levinas czy Tischner. Muzyka jest spotkaniem, a to zakłada możliwość dialogu. To dlatego Voo Voo wypada znacznie lepiej podczas koncertów niż w studiu. Spotkanie z publicznością zachęca do porzucenia schematów, do otwarcia się na wzajemne – muzyków i słuchaczy – inspiracje. Żeby jednak tak grać, należy przede wszystkim słuchać. Stąd to uporczywe wsłuchiwanie się w świat: w muzykę afrykańską, azjatycką, polską – ciągłe przekraczanie granic.

Przekaz Voo Voo zachwycał od początku. Teksty o wyrazistym tonie zaskakują lekkością, odejściem od dosłowności w subtelną metaforę. Waglewski buduje swoją własną metafizykę codzienności, czerpiąc pełnymi garściami ze zwykłych scen życia, które dzielą wszyscy. To dzięki temu odnajdują się w nich słuchacze o różnym światopoglądzie. Inną cechą jest unikanie pouczania oraz publicystyki. W rzeczywistości teksty Waglewskiego są ciepłe, nie szokują i nie ranią.

Niepodzielną królową twórczości Waglewskiego jest żona. „Sztuka to – w moim przypadku – nieustanne podwalanie się do jednej kobiety. Tak naprawdę ja gram te koncerty dla niej, dla niej nagrywam płyty”. Waglewski jest na przekór światu nudny i banalny: ta sama kobieta, to samo małżeństwo. Zero skandalu. Bohater powtarza nieustannie, że im bardziej jest wierny, tym bardziej jest wolny. Dlatego żartuje, że jest „żonaty stanu wolnego”. Twórczość Waglewskiego to także niebanalny sposób mówienia o miłości. Zanurzonej po uszy w codzienności, zbudowanej z prostych słów, z obecności.

Marcin Cielecki

  Kamil Piklikiewicz/DDTVN/East News Wojciech Bonowicz, Wojciech Waglewski Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe Znak Kraków 2017 ss. 384

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama