Gdzie podziało się moje życie?

Nie powinien zdziwić się czytelnik brakiem odpowiedzi na tytułowe pytanie. Na nie należy odpowiedzieć samemu.

Reklama

Olga Drenda, etnolożka i antropolożka, wraz z Bartłomiejem Dobroczyńskim, psychologiem oraz historykiem psychoanalizy, bardziej mnożą kolejne znaki zapytania, niż kierują się w stronę finalnej odpowiedzi. Bynajmniej nie jest to słabością tej książki.

Charakteryzując współczesność, rozmówcy wskazują na medykalizację, czyli wszechobecność leków w naszym otoczeniu. Medycyna zaczyna być traktowana jako religia – to właśnie od niej oczekujemy przepisu na szczęście. Tabletka na problemy z dzieckiem, pigułka na ciche dni z żoną, plastry na konflikt w pracy. „Według badań największą grupą leków, którą zażywamy, są leki przeciwbólowe. Tymczasem ból może być bardzo ważnym narzędziem diagnostycznym i nieodpowiedzialne zażywanie leków może być w rzeczywistości działaniem przeciw własnemu zdrowiu”. Ciekawe, że dzisiaj szczęście jest definiowane jako brak bólu, co dla naszych przodków byłoby nie do pomyślenia. Czy żyjemy zatem w epoce kultu ciała? Raczej nie, bo kult cielesności polega na obżeraniu się i obnoszeniu wielkością własnej sylwetki. My za to jesteśmy opresyjni wobec ciała: narzucamy sobie diety, nie akceptujemy własnego wyglądu.

Zaskakujące jest, że przy takiej mentalności wciąż pozostaje w nas, współczesnych, potrzeba transcendencji. Dziś religia z jej światopoglądem i zasadami wydaje się zbyt wymagająca. Mimo tego pragniemy tego doświadczenia, które religia daje. Biegamy, uprawiamy sporty ekstremalne lub dbamy o medytację – to wszystko jest zastępnikiem religii. Autorzy zwracają uwagę, że duchowość Wschodu święci dziś tak wielkie triumfy, ponieważ nie zakłada aż w takim stopniu jak chrześcijaństwo potrzeby świętości. Duchowa tradycja Wschodu zawiera w sobie wiele elementów godnych jak najbardziej docenienia – medytacja czy ćwiczenia ruchowe – jednak nie wzywają one do „bycia dla innych”.

„Czyje jest nasze życie?” to również wiele błyskotliwych myśli, które pozostają na trwałe w czytelniku. Przyznaję, że najbardziej dotarło do mnie to zdanie: „Ale prosty chłop żyjący w XVIII w. też nie zdawał sobie sprawy ze złożoności Mszy św., a mimo to roztapiał się w przeżyciu”. Świetne podsumowanie naszych zagmatwanych czasów!

Marcin Cielecki

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama