Kino z Rosji

"Okrucieństwo", "Spadkobiercy cara" i "Shultes" – te trzy rosyjskie filmy weszły lub wkrótce wchodzą na nasze ekrany. Dlaczego warto je obejrzeć?

Reklama

To filmy bardzo różnorodne gatunkowo. Przedstawiają wycinki współczesnej rzeczywistości, obrazując duchową kondycję rosyjskiego społeczeństwa. Pokazują ludzi zagubionych, którzy na własną rękę szukają jakiegoś moralnego drogowskazu i oparcia w świecie zdominowanym przez dążenie do sukcesu, gdzie liczy się wyłącznie status materialny. Nie jest to z pewnością obraz optymistyczny. Przynajmniej dwa z tych filmów niosą jednak pierwiastek nadziei.

Granice okrucieństwa
W realizację „Okrucieństwa” Mariny Liubakowej zaangażował się Paweł Łungin, autor znakomitej „Wyspy”. Został producentem filmu, sprawował też kierownictwo artystyczne nad produkcją debiutującej w fabule dokumentalistki. Bohaterkami filmu są dwie kobiety, Zoja i Wiki. Wiki to obrażona na cały świat nastolatka. Mieszka z matką i siostrą, ale stosunki między nimi nie układają się najlepiej.

Nie ma przyjaciół wśród rówieśników, nie uczy się ani nie pracuje, a od chwili, kiedy zabrała aparat fotograficzny swojemu chłopakowi, który z nią zerwał, ogarnęła ją pasja fotografowania. Fotografuje wszystko, aż pewnego razu rejestruje spotkanie Zoi i mężczyzny, który, jak się okazuje, ma rodzinę i zdradza żonę. Wiki próbuje szantażować niewiernego męża. Ten nasyła na nią gangsterów, ale jednocześnie zrywa z kochanką. Ogarnięta żądzą zemsty nastolatka zaprzyjaźnia się z porzuconą kobietą i namawia ją, by wspólnie zemściły się na mężczyźnie.

Zoja jest zupełnym przeciwieństwem Wiki. Jest wykształcona, ma dobrze płatną pracę i piękne mieszkanie, czyli to wszystko, czego nie ma Wiki. Ulega jednak jej namowom i dokonują zemsty. Z biegiem czasu wpływ Wiki na nieśmiałą, pełną wahań do tej pory kobietę jest coraz większy. Razem dokonują coraz to nowych „wyczynów”, aż do zaskakującego momentu prawdy. Ostatnie, wstrząsające sceny filmu są dla widza całkowitą niespodzianką. Okrucieństwo, o którym mowa w tytule, nie tkwi w obrazie, ale w jego wymowie. Obraz młodego pokolenia, a także jego stosunku do pokolenia rodziców w tym filmie jest bezkompromisowy i pozbawiony jakichkolwiek upiększeń.

Bohater bez przeszłości
O bohaterze filmu „Shultes” Bakura Bakuradze właściwie do końca wiemy niewiele. Wiemy, że był sportowcem, doznał poważnych obrażeń w wyniku jakiegoś wypadku, że opiekuje się chorą matką i od czasu do czasu odwiedza brata służącego w wojsku. I że jest kieszonkowcem. Często sięga do noszonego z sobą notesu, jakby coś nieustannie sprawdzał. Ale co?

Tajemnice zawarte w filmie wyjaśniają się częściowo w ostatnich scenach filmu, który można potraktować jako realistyczną, niemal dokumentalną opowieść o życiu bohatera w rosyjskiej stolicy albo odbierać go w kategoriach symbolicznych. Według reżysera filmu, człowiek jest sobą, dopóki ma powiązanie z przeszłością, która zapewnia mu ścieżkę do przyszłości. „Problem pogorszenia lub utraty pamięci jest problemem nie do rozwiązania. To niszczy człowieka. Dzieje się to potajemnie, jak kradzież, i świadomość tego nadchodzi znienacka… Razem ze stratą pamięci tracimy kontakt ze światem. Nagle okazuje się, że nie ma z czego czerpać siły ani w przeszłości, ani w przyszłości. Przez kradzież rzeczy, jako kawałków cudzych losów, bohater filmu wypełnia brak losu własnego” – mówił twórca filmu po premierze.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama