Dwa lata filmu

Bartoszyce - kiedyś była tam jednostka wojskowa dla kleryków. Trafili do niej także alumni: Jerzy Popiełuszko, Eugeniusz Jankiewicz i Stefan Regmunt.

Reklama

Historię tego pierwszego, z jej rozdziałem o Ludowym Wojsku Polskim, przypomina dziś film „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Dwaj ostatni od lat służą już nie w armii, ale w Kościele. Ks. Eugeniusz Jankiewicz kieruje Wydziałem Duszpasterskim Kurii Zielonogórsko-Gorzowskiej, bp Stefan Regmunt – całą diecezją. Oni opowiedzą o Bartoszycach.

W odwecie
– Jest w filmie symboliczna scena, gdy Jerzy zachłystuje się wodą z jednostkowego basenu. No a potem utopili go w rzece… Na tym basenie byłem ratownikiem – wspomina ks. Jankiewicz. W wojsku był w latach 1966–68. Razem z Jurkiem Popiełuszką. Ale nie poznali się bliżej. Byli w innych kompaniach. A kompanie (liczące po stu żołnierzy) w ich batalionie były trzy. Trzy były też bataliony, do których trafiali alumni. Nie stworzono ich od razu. Najpierw kleryków brano do normalnych jednostek. Dopiero z czasem władza sięgnęła po inną metodę represjonowania Kościoła.

– Po liście biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku jedną z form odwetu władz był masowy pobór kleryków z seminariów diecezjalnych i zakonnych, i ulokowanie ich w trzech ośrodkach: szczecińskich Podjuchach, Brzegu koło Opola i Bartoszycach koło Olsztyna. Chciano jak najwięcej alumnów wyłuskać z seminarium, oferując im na przykład studia na dowolnym kierunku, a także ideologicznie nas przepracować – tłumaczy ks. Jankiewicz. Cele były oczywiste. – Nigdy nie słyszałem takiego uzasadnienia, że idziemy do wojska po to, aby później jako kapelani lepiej pomagać żołnierzom, kiedy trzeba będzie bronić Ojczyzny – ironizuje bp Regmunt, który w Bartoszycach od 1970 roku obsługiwał erkaem.

Szkodniki i wrogowie
Obaj wychowali się w seminarium archidiecezji wrocławskiej, u boku późniejszego kardynała abp. Bolesława Kominka, inicjatora owego listu biskupów polskich do niemieckich. Kiedy wstępowali do seminarium, nie myśleli, że pójdą do wojska. Wzięto ich po pierwszym roku studiów. – Pobór to była niesprawiedliwość w stosunku do studentów teologii – mówi biskup. Przy tym nie brano wszystkich alumnów. Ale „wyróżnieni” nie rozpaczali. – Pamiętam jak dziś to młodzieńcze żegnanie się z seminarium Koledzy nas odprowadzali ulicami Wrocławia na dworzec z akordeonami i innymi instrumentami. Zamieszanie było duże – wspomina ks. Jankiewicz. Tak zaczynała się wojskowa „przygoda”.

– Poprzednicy zostawili nam paczkę sucharów i kartkę z napisem: „Nie poddawajcie się. Jesteśmy z wami” – opowiada o pierwszych chwilach w jednostce bp Regmunt. A potem służba w Batalionie Ratownictwa Terenowego. Ks. Jankiewicz śmieje się, że były to wojska rakietowe typu ziemia–ziemia, bo żołnierze pracowali, kopiąc rowy i transzeje. Ale były też poligony, ćwiczenia i dodatek specjalny: wielogodzinne szkolenia polityczne. – Myśleliśmy, że sprowadzą fachowców, którzy nam zaimponują, ale były to bardzo „cienkie” osobowości o niskich pułapach intelektualnych. Spieraliśmy się z nimi. Prelegent często zamykał zajęcia i wychodził, a nas dowódcy karali. Zmieniliśmy więc strategię. Dyżurni w pierwszych rzędach symulowali uwagę, reszta czytała, co chciała – opowiada ks. Jankiewicz.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama